Bajka o pingwinach to opowieść o szczęśliwej rodzinie, w której wszyscy się kochają i czują bezpieczni. Wmawianie społeczeństwu, że tylko model heteroseksualny daje te możliwości, zostaje tu przełamany, odwrócony...
Czasy mamy coraz cięższe - widmo kryzysu, średni rząd, brak autostrad -
nasza frustracja powoduje, że czasem musimy znaleźć sobie temat zastępczy. O takie jak się okazuje nie jest wcale trudno. Polska, taki magazyn, postanowił napisać artykuł o "gejowskiej bajce", której widmo krąży nad Polandią jak stonki za czasów pewnej władzy.
Zadam kilka pytań, na które (ku nieszczęściu niektórych czytelników) odpowiem samodzielnie
Co to znaczy "bajka gejowska"?
Tego właściwie nikt nam nie wyjaśnił do tej pory. Postraszono nas, że w szkołach, podkreślmy - polskich szkołach - znajdzie się propagandowa książeczka, w której jeden pan będzie kochał drugiego pana i będą razem wychowywać dzieci. W prawicowym skrócie - dwóch gejów będzie indoktrynowało niewinne i nieświadome dziecko. Już dawno temu Melanie Klein udowodniła, że dzieci takie nieświadome wcale nie są, a co potwierdziły badania nad "gender" wielu rzeczy dziecko nie uczy się w domu, a nabywa w społeczeństwie. Ale po co ja to tłumaczę? Przecież dziecko wychowywane przez dwóch mężczyzn (a co dopiero gejów!) przyjmie ich punkt widzenia na świat. To ciekawe, w końcu prawie każdy homoseksualista wychował się w heteroseksualnej rodzinie. Czyli co? Silna matka, słaby ojciec? Błagam, znam tak "męskich" gejów, że niejeden heteryk by przeszedł na drugą stronę ulicy, żeby tylko uniknąć konfrontacji.
Bajki, jak pisał Propp, odzwierciedlają schematy społeczne (szczególnie opozycję i symbiozę władza - poddani), czasem ukazują archetypy, o których staramy się zapomnieć. Bajka, w której bohaterami jest dwóch panów z dzieckiem te archetypy przełamuje - to prawda. Jednak kłamstwem jest fraza - dzięki temu dzieci będą homoseksualne. Wiecie ile przeczytałem bajek, w których księżniczka odjeżdżała na białym koniu z blondwłosym junakiem w siną dal? Cóż, ci okropni heterycy nie przerobili mnie na swoją modłę. Tak więc nie ma bajek gejowskich, czy heteroseksualnych, za to są nasze o nich wyobrażenia, obawy i lęki.
W czym nam przeszkadza gej/lesbijka?
Patrząc na to od strony prawnej - w niczym. Są członkami społeczeństwa, podobnie jak każdy obywatel. Jednak z jakichś powodów gej/lesbijka zostają wykluczeni ze społeczeństwa. Bo są Inni. Inni są też Żydzi, Czarni, Niepełnosprawni. Stanowimy jeden front - ludzi wykluczonych ze względu na cechy, które posiadamy i które są nam przypisywane. Jest taka cecha z rodzaju urojonych, która decyduje o tym, że bajki takie jak ta omawiana przez media budzą kontrowersje - gejom przypisuje się pedofilię. Nie ukrywajmy tego - tak się mówi i myśli. A że pedofilem z założenia jest mężczyzna (męska końcówka już na to wskazuje), to dzieci wychowywane w takiej "rodzinie" będą "narażone" na... no właśnie - pedofilię. Promować pedofilii nie można, tak więc promować odmiennych form życia rodzinnego też. Z resztą co ja tu za bajki opowiadam, toż my nie jesteśmy rodziną. Rodzina to on i ona plus ono. Koniec kropka, definicje w ujęciu pewnej grupy mają to do siebie, że są szczelnie zamknięte.