Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6105 miejsce

Bajki o pewnym szpitalu

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2014-07-02 18:51

Nie tak dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma warszawskimi blokami, stał bajkowy szpital. A w tym szpitalu pracowali sami przyjaźni pacjentowi lekarze. Pewnego dnia do szpitala zgłosiła się kobieta, około 40 lat, bardzo osłabiona.

Opowiem wam dwie bajki.

Pierwsza. Nie tak dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma warszawskimi blokami, stał bajkowy szpital. A w tym szpitalu pracowali sami przyjaźni pacjentowi lekarze. Pewnego dnia do szpitala zgłosiła się kobieta, około 40 lat, bardzo osłabiona. Gdyby to nie była bajka to powinienem powiedzieć - upośledzona umysłowo kobieta, z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, została przyprowadzona na izbę przyjęć przez zakonnicę.

Lekarze przebadali pacjentkę i stwierdzili, iż przyczyną jej osłabienia jest bardzo niski poziom hemoglobiny we krwi. Trzeba było kobietę wzmocnić, nafaszerować kroplówkami i witaminami, więc podjęto decyzję o pozostawieniu jej na oddziale.

Upośledzona kobieta miała przypisanego - zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem - opiekuna prawnego. Nie była nim jednak zakonnica, która stała przy chorej non stop, nawet podczas badań. Opiekunem był brat kobiety. Ten jednak mieszkał hen hen daleeeeko, za siedmioma innymi warszawskimi blokami.

Kobieta, która reagowała na własne imię oraz komendy wydawane przez zakonnicę, typu: wstań, usiądź, idź, nie zdawała sobie sprawy, co jej dolega, ani po co przyjaźni lekarze robią te wszystkie rzeczy, które jej robią. Mimo wszystko w izbie przyjęć bajkowego szpitala skorzystano z rady zakonnicy: niech podpisze papiery i po problemie.

- Proszę - rzekła beznamiętnie z rejestracyjnego okienka długowłosa dziewka z warkoczem, podtykając kobiecie plik dokumentów do podpisu. - Podpisz - ponagliła zakonnica i wskazała palcem czarne kropki. Mętne oczy kobiety skierowały wzrok w tamto miejsce, ręka postawiła kilka bazgrołów. Kobieta wyraziła zgodę na hospitalizację, pielęgniarka zabrała ją na salę.

- Jeszcze dziś zrobimy jej badania te i te. Dostanie kroplówkę to jej się polepszy. Wyniki ma takie i takie, co wskazuje na to i to. Ale do jutra będzie lepiej - powiedział przemiły pan doktor przemiłej pani zakonnicy, szykującej się do opuszczenia budynku.

W tej bajce nie ma wilka. Przyjaznych lekarzy z bajkowego szpitala nie zainteresowało, kim dla zakonnicy jest chora psychicznie kobieta. Nie zastanowili się również, dlaczego nie ma przy niej opiekuna prawnego lub kogoś z najbliższej rodziny. Nikomu nie przyszło do głowy również to, że z punktu widzenia prawa podpis upośledzonej umysłowo osoby pod jakimkolwiek dokumentem niewiele znaczy. Zakonnica, mimo braku jakiegokolwiek dokumentu, potwierdzającego jej prawo do posiadania wiedzy o stanie zdrowia 40-letniej kobiety otrzymała pełną informację na temat planowanego leczenia. Koniec.

I druga bajka, krótsza, ale za to z wilkiem. Dawno dawno temu, do tego samego bajkowego szpitala karetka pogotowia przywiozła mężczyznę, który był nieprzytomny po przebytym napadzie epileptycznym. Chwilę później na oddział przyjechał jego partner, to on wezwał pogotowie. Zaczął rozmawiać z obecnym na dyżurze lekarzem.

- Czy wszystko jest z nim dobrze? - zapytał troskliwie. - Kim pan jest dla pacjenta? - usłyszał w odpowiedzi od lekarza dyżurnego. - Jesteśmy partnerami, a on miał atak. Co z nim? - Nie jest pan z rodziny. Informacje przekazujemy rodzinie. Żegnam - przyjazny lekarz zrobił krok do przodu i odszedł.

Mężczyzna próbował jeszcze zagaić, prosił i błagał. Nic. Od pielęgniarki dowiedział się, że jego partner wpadł w głęboki sen i że to normalne po napadzie padaczkowym. Nie uzyskał informacji, gdzie przebywa, w jakiej sali, ani jakie teraz będzie postępowanie z chorym. Czekał. Wymyślił, że porozmawia z innymi lekarzami, ale usłyszał, że tamten dyżurny to ordynator i to on decyduje o takich sprawach. I że nikt się nie będzie podważał jego decyzji, bo nie chcą się narażać. - Niech pan zadzwoni po rodzinę - usłyszał mężczyzna.

Rano chory odzyskał przytomność. Czuł się lepiej, mógł więc "decydować" o sobie. Dopiero na "wyraźne życzenie" chorego lekarz poinformował o jego stanie zdrowia czekającego pod oddziałem przez całą noc partnera.

W tej bajce są dwa złe wilki - ordynator, ten sam, który w bajce poprzedniej recytował zakonnicy wyniki badań niespokrewnionej z nią kobiety, oraz polskie prawo, które stawia jednych ponad drugich.

Po co "klauzula sumienia", skoro jest religia?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 02.07.2014 19:10

Dwie bajki o pewnym szpitalu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.