Facebook Google+ Twitter

Bąkiewicz niczym nie ustępuje Falasce i Anastasiemu

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2015-03-10 18:09

Możemy mieć polski finał w Lidze Mistrzów. Ale jego skład nie musi się pokrywać ze składem tegorocznego finału PlusLigi – mówi Ryszard Bosek, mistrz świata i mistrz olimpijski w siatkówce, a obecnie dyrektor sportowy AZS-u Częstochowa.

Za nami pierwsze mecze półfinałowe w PlusLidze. Jest pan zdziwiony ich przebiegiem i rozstrzygnięciami?
W jakimś sensie niespodzianką jest z pewnością porażka Skry. Pamiętajmy jednak, że ten zespół w ostatnim czasie grał bardzo dużo spotkań, a ławkę rezerwowych ma dosyć krótką, więc przegraną z Lotosem można zrozumieć. Postawa gdańszczan jest największym pozytywnym zaskoczeniem tego sezonu. Ale to wcale nie jest tak, że w zespole z Trójmiasta nie ma doświadczonych zawodników. Wręcz przeciwnie. Tyle że prawie wszyscy spodziewali się, iż to ZAKSA będzie takim stuprocentowym kandydatem do gry w czwórce. Dla klubu z Kędzierzyna nie jest to jednak dobry sezon, za to w przypadku Lotosu każdy scenariusz jest już teraz możliwy. Skrę czeka teraz w środę rewanż z Sir Safety Perugia, a później w weekend wyjazd do Gdańska i jest to chyba najtrudniejszy moment dla tego klubu w obecnych rozgrywkach. Lotos jest zespołem dobrze poukładanym, z dobrymi zawodnikami i wszystko w tej rywalizacji może się zdarzyć. Odpadnięcie bełchatowian byłoby bez wątpienia ogromną niespodzianką, bo przecież od samego początku ta drużyna typowana była do gry w finale, ale na tym właśnie polega urok sportu. Żaden pewny kandydat do tytułu tak naprawdę nigdy nie może być niczego pewien…
A jak ocenia pan pierwsze mecze polskich zespołów w drugiej fazie play-off Ligi Mistrzów?
Moje wrażenia po pierwszych spotkaniach są bardzo dobre i liczę, że po rewanżach nic się w tej kwestii nie zmieni. Resovia sprawiła wielką niespodziankę, bo pokonanie na wyjeździe Lokomotiwu Nowosybirsk w taki sposób, to niesamowita sprawa. Ale żeby czegoś podobnego dokonać, nie wystarczy mieć do dyspozycji siedmiu czy ośmiu bardzo dobrych zawodników. Trzeba mieć całą kadrę takich właśnie graczy, a do tego jeszcze być w formie. Dotychczasową postawą w tym sezonie rzeszowianie pokazują, że są już dojrzałym zespołem, gotowym do tego, aby wygrywać najważniejsze zmagania. Byłoby super, gdyby w finale Ligi Mistrzów spotkały się dwie polskie ekipy. Uważam, że jest to całkiem realne, bo jak Resovię stać na utrzymanie zaliczki z pierwszego meczu, tak Skrę stać na odrobienie straty z Włoch. W zespole z Perugii gra tak naprawdę tylko jeden zawodnik, a reszta tylko go podpiera. Mowa oczywiście o Aleksandarze Atanasijeviciu, byłym atakującym Skry. Bełchatowianie muszą znaleźć sposób, aby go wyeliminować, ale generalnie mają ogromną szansę na to, żeby wygrać rewanż w Łodzi i zameldować się w Final Four. Powiem więcej, w ogóle nie zakładam, żeby Skra mogła odpaść na tym etapie. Mocno wierzę w polski finał Ligi Mistrzów, co jeszcze bardziej podniosłoby prestiż naszej siatkówki i udowodniło, że poziom ligowy jest u nas bardzo wysoki.
W cieniu Skry i Resovii w Pucharze CEV walczy jeszcze ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Czy ten zespół stać na triumf w całych rozgrywkach?
Jestem o tym przekonany. Myślę, że kędzierzynianie właśnie na tym powinni się teraz całkowicie skupić. Czy zajmą bowiem teraz w lidze piąte miejsce, czy szóste, to już chyba mniej dla nich znaczy. Natomiast wygranie Pucharu CEV byłoby uratowaniem sezonu dla tej ekipy i pokazaniem, że nie poszedł on jednak całkowicie w powietrze.
A jakie nastroje panują teraz w Częstochowie?
Takie sobie. Nie ma co ukrywać, że liczyliśmy na więcej. Choć nie mieliśmy wielkich finansów, oczekiwaliśmy, że drużyna może osiągnąć coś więcej. Zwłaszcza gdy doszedł do nas Guillaume Samica wydawało się, że jest to możliwe, lecz najwyraźniej zespół zbyt szybko uwierzył we własną wielkość. Z niektórych meczów możemy być zadowoleni, z innych znacznie mniej. Ale tak to już jest w sporcie, iż wielkie drużyny kreują wielkie wyniki, a inne są dla nich tylko anturażem. I my właśnie takim anturażem w tej chwili jesteśmy. I to średniej jakości, żeby nie powiedzieć, iż całkiem słabej. Z pewnością nie uważamy, że był to udany sezon dla AZS-u, ale też nie załamujemy się nim i intensywnie już myślimy o przyszłości.
Piąte miejsce na koniec byłoby dobrym prognostykiem przed kolejnymi rozgrywkami?
Nawet ósme. Ale o tym muszą być przekonani przede wszystkim sami zawodnicy. Świadomość jedynie u działaczy w tym przypadku nie wystarczy…
Czy przyjście do AZS-u w ostatnim czasie kilku sponsorów, na czele z firmą bukmacherską Fortuna, oznacza zapowiedź lepszych czasów dla częstochowskiej siatkówki?
Mam taką nadzieję. Bardzo mnie cieszy, że jest grupa ludzi, która zaczęła się mocniej interesować siatkówką w Częstochowie. Temat jest trudny i skomplikowany, ale poziom zaangażowania ze strony wszystkich tych osób jest bardzo wysoki i mocno wierzę, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie ma co ukrywać, że bez pieniędzy w zawodowym sporcie ciężko zrobić coś ciekawego na większą skalę. We wszystkich klubach trwają już przymiarki kadrowe do nowego sezonu i my nie jesteśmy w tej kwestii żadnym wyjątkiem. Bacznie rozglądamy się po wszystkich rynkach i przygotowujemy różne wersje. Która okaże się obowiązującą, zależeć będzie od kilku różnych czynników.
Jest pan zadowolony z początków Michała Bąkiewicza na ławce trenerskiej?
Oceniam je bardzo pozytywnie i to z kilku względów. Michał jest bardzo mocno zaangażowany w to, co obecnie robi. Ma przy tym niezwykle bogate doświadczenie zawodnicze, a do tego analityczny umysł, dzięki któremu w trakcie meczów dużo łatwiej podejmować mu właściwe decyzje. Mimo niewielkiego doświadczenia, Michał potrafi przeanalizować szybko wydarzenia na boisku i odpowiednio zareagować, a już po meczu – wyciągnąć wnioski na kolejne spotkania. Uważam, że Bąkiewicz – poza obywatelstwem – niczym się nie różni od Andrei Anastasiego czy Miguela Falaski. A doświadczenie jako zawodnik ma od nich nawet większe, bo przecież mówimy o mistrzu Europy i wicemistrzu świata. Dzięki temu może przekazać podopiecznym wiele bezcennych uwag, których szkoleniowcy z mniejszym doświadczeniem zawodniczym nie mają. Wiadomości trenerskie nabywa się natomiast z czasem i jestem przekonany, że przed Michałem duża przyszłość w nowej roli.
Co pan sądzi o wyborze Pawła Papkego na prezesa PZPS?
Paweł na pewno nabrał dużo doświadczenia w polityce jako poseł i liczę, że jak najszybciej załagodzi tą przerwę, która tak nagle zrobiła się w polskiej siatkówce.
Co będzie najważniejsze na początku jego kadencji?
Ponowne uporządkowanie organizacji związku. Aby jak najszybciej znowu wszyscy mówili o siatkówce tylko pozytywnie. Bardzo istotne będzie też przy tym, kim Paweł się otoczy. Muszą to bowiem być ludzie, którzy mają doświadczenie w pracy korporacyjnej i wiedzą jak działają wielkie firmy.
Nawiązując do niedawnego Dnia Kobiet – kto powinien zostać selekcjonerem żeńskiej reprezentacji Polski?
Odpowiem następująco: naszym paniom grającym w siatkówkę trzeba przede wszystkim życzyć, aby zrozumiały, że dopóki grają i są zawodniczkami, muszą dawać z siebie wszystko bez względu na to, kto będzie ich trenerem. Jeżeli ktoś ocenia dzień przed zachodem słońca, to zawsze będzie z tym jakiś kłopot…
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: bosek


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.