
Na balu sylwestrowym w klubie MSW bawili się pracownicy MSW, funkcjonariusze cywilni lub oficerowie w cywilu, ale także ich rodziny, no i zaproszeni goście. Do zaproszonych gości należałem także ja, wraz z moim znajomym, wtedy studentem ostatniego roku SGPIS. Ja w tym czasie byłem także studentem, ale na urlopie dziekańskim.
Mój udziale w tym balu miał swoje dobre i złe strony. Dobre, bo można było poznać wiele osobistości będących w cywilu a stanowiło to wsparcie dla dalszej kariery po ukończeniu studiów. Złe strony to fakt, że koszty balu (zaproszenie, przyjazd do Warszawy pociągiem, potem dojazd taksówką, dołożenie się do wspólnej kasy przy stoliku) były tak duże, że dopiero po powrocie do Łodzi i po dokładnym przeliczeniu wydatków przyszło otrzeźwienie.
Będąc już klubie przydzielono nam stolik oraz wskazano, co gdzie jest. Wszędzie byli obecni żołnierze, ale w randze podoficerskiej, także i cywilni opiekunowie.
Były 2 sale konsumpcyjne oraz jedna olbrzymia sala balowa. Orkiestra zagrała tango argentyńskie i wszyscy ruszyli w tańce. A następnie była przekąska i bawiący się goście wymieniali długie toasty a najczęściej przepijali brudzia.
Stoliki zostały połączone i zamawiana była butelka za butelką; była okazja i to jaka, bo powitanie Nowego Roku oraz poznanie osób, które warto było poznać, bo dawały możliwość jedyną na cały rok. Tu się rodziły nowe, wartościowe znajomości ,bo po kielichu łatwiej było sprzedać lub kupić dobrą informację.
Orkiestra zagrała walca i podniósł się korowód zaproszeń do tańca, nie wszyscy byli chętni do tak szybkiego tanecznego wysiłku. Już niektóry biesiadnikom zaczęły źle ustawiać się nogi. Jak do tej pory panował względny podniosły nastrój balu, było dość spokojnie? Zbliżała się godzina 24 a wiec powitanie Nowego Roku.
Od wybicia tej godziny zmienił się nastrój, ale najpierw wszyscy uczestnicy ustawili się do majestatycznego Poloneza i w rytm jego mocno już niepewnymi nogami podrygując do taktu poruszali się po sali balowej.
Następny taniec był już grubo po północy i tylko dla wybranych tancerzy.
Bardzo wiele osób, poszło odpocząć do pokoi gościnnych no i do toalety, a ta była absolutnie oblężona, bo niestety biesiadnicy nie potrafili już powstrzymać swoich emocji, nadmiaru posiłku i gorzałki i padali z nóg na posadzkę, zamykając się w kabinie ustępowej i tam wymiotowali to, co przed chwila pojedli.
Wśród balujących dało się zauważyć żołnierzy, którzy tych cywilnych, ale i mundurową szarżę usiłowali postawić w pozycji pionowej do wejścia na sale balową, ale chwilami bezskutecznie.
Pijany osobnik nie potrafił o własnych silach dotrzeć do stolika, tylko po drodze przewracając stoły i przepraszając innych powoli wspierając się na podpierających go żołnierzach docierał na miejsce. Dobrze już nabuzowany wyższy oficer w mundurze, kiedy orkiestra zagrała taniec, próbował podnieść się do tańca i nogi odmówiły mu posłuszeństwa opadł bezwładnie na krzesło.
Towarzysząca mu partnerka przyjęła zaproszenie prawdopodobnie jego kolegi i poszła się bawić. Po powrocie z tańców ten tak się rozzłościł na tego tancerza kolegę, będącego młodszym stopniem od niego, skrzyczał a właściwie ciężko go zbluźnił i starał się go postawić na baczność, bo to było jego regulaminowe prawo. Swoja partnerkę zaś próbował znieważyć, zamachnął się uderzył ja w twarz. Tego było już wiele, został przez paru wyższych stopniem przedstawicieli gospodarza, wzięty pod pachy i wyprowadzony najpierw do toalety a następnie do szatni.
My też zaskoczeni tyloma scenami, ruszyliśmy do szatni i na koniec zobaczyliśmy cala serie fajerwerków, czyli sztucznych ogni tych prawdziwych i tych wariackich, bo znaleźli się i tacy, którzy ze swojej służbowej broni (okolica była od osobniona, daleko do osiedli a milicja najprawdopodobniej miała tego dnia być daleko i nic nie słyszeć).
I na koniec była mała niespodzianka, bo dla nielicznych gości, były przygotowane służbowe pojazdy żeby zawieść ich na dworzec, wiadomo że musieli wrócić do domu pociągiem.
Długo pamiętałem te sylwestrowa przygodę i ten wyjazd na bal, bo tydzień po dostałem rozliczenie finansowe za trunki wypite przy bufecie. Jest to małe wspomnienie z beztroskich czasów studenckich i okaleczonej kieszeni przez kupowanie balonów za ostatnie grosze znalezione w prawie pustej kieszeni.