Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

46212 miejsce

Ballada o Januszku - pechowcu

“Zacząłem już nawet wierzyć, że tak musi być, że to na mnie padło niczym zrządzenie losu. Nawet koledzy prywatnie zaczęli uważać mnie za pechowca, nieudacznika i woleli tak na wszelki wypadek nie zadawać się ze mną” – opowiada pechowy Januszek.

Z za drzwi gabinetu dentystycznego dobiega stłumiony ale wyraźny pomruk pracującej szybkoobrotowej wiertarki. Ten dźwięk nawet najbardziej odważnych zawsze przyprawia o szybsze bicie serca. Siedząc w poczekalni, człowiek stara się uciec przynajmniej myślami w inne, bardziej przyjemne miejsca. Niektórzy z „towarzyszy niedoli” starają się nawiązać rozmowę, byle choć przez chwilę nie myśleć o tym, co ich za chwilę będzie ich czekać.

Obok mnie siedzi młody żołnierz. Wpatruje się w żółto pomalowaną ścianę korytarza. Nagle niespodziewanie odwraca wzrok i zwraca się do mnie jakby od niechcenia.
– Przepraszam, która godzina – pyta chyba tylko po to, żeby nawiązać kontakt, bo na korytarzu poczekalni wisi olbrzymi zegar. Odpowiadam mu bez sprawdzania, bo sam raz po raz kontroluję czas.
– Wie pan – zaczyna nagle opowiadać jakby bał się zerwać nić porozumienia – ja do wojska to poszedłem chętnie, nie migałem się jak moi koledzy, ja chciałem iść do woja, bo zawsze uważałem to za męską przygodę, a poza tym mój ojciec zawsze powtarzał, że chłopak bez wojska nic nie znaczy. Wie pan ja nawet chciałem iść do komandosów, ale na komisji to powiedzieli, że się nie nadaję, bo jestem za słaby, a że jestem niewielki, to dali mnie do czołgów. Wydawało mi się, że też dobrze trafiłem, bo czołgista lepszy jak piechur. Powiem nawet, że byłem zadowolony. Już myślałem, że służba będzie ciekawa, ale po czasie okazało się, że ja chyba mam pecha, bo czego się nie chwyciłem zawsze wychodziło nie tak jak trzeba. Już nie wspomnę, że przełożeni to się na mnie uwzięli i jeżeli coś działo się źle, to zawsze winny byłem ja.

A wszystko zaczęło się od tego, gdy starszym kolegom którejś nocy zaczęło doskwierać pragnienie. Dali mi wyraźnie do zrozumienia, że jeżeli chcę, aby uznawali mnie za równego, to muszę się wykazać. Nie, żadnej tam fali, żadnego gnębienia nawet forsę dali. Oni, jak mówili, są już za starzy żeby biegać po nocy. Oczywiście rozumiałem to doskonale. No wie pan, dziura w płocie, parę kroków do nocnego sklepu i z powrotem to, tak mi się przynajmniej wydawało, żadna fatyga. Parę chwil i zaraz będę. No a jak się wykażę, to starsi będą inaczej mnie traktowali. Postarałem się jak mogłem najszybciej. Kiedy dumny i blady wchodziłem na korytarz kompanii trzymając w rękach dwie flaszki czułem się już prawie jak “stary”. Prawie chciałem krzyknąć, że już jestem, lecz radość utknęła w gardle, bo przy stoliku służby siedział oficer dyżurny, który właśnie przyszedł na kontrolę. Co było dalej, łatwo się domyślić. Oczywiście wziąłem wszystko na siebie, dostałem „działkę”, ale koledzy miast wdzięczności mieli pretensje, że przeze mnie stracili dwie flaszki. Wie pan, ja to prawie w ogóle nie piję, nawet mi to specjalnie nie smakuje, chciałem tylko tak dla fasonu, żeby o mnie nie mówili, że jestem baba.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dobre to. Kogoś mi przypomina ten pechowiec.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.