Facebook Google+ Twitter

Ballada o ostatnim lubelskim barze mlecznym

Skromnie urządzone wnętrze i tanie jedzenie - to przychodzi nam na myśl, gdy słyszymy słowa "bar mleczny". W sobotę przestała funkcjonować ostatnia tego typu placówka w Lublinie.

Tylko napis na szybie ujawnia rodowód lokalu. / Fot. Krzysztof StanekBary mleczne to pomysł jeszcze z epoki komunizmu. Miały tanio i szybko żywić społeczeństwo. Klient miał byc obsłużony szybko, a jedzenie, które jadł miało w niczym nie różnić się od jedzenia domowego. W praktyce bary mleczne były obskurnymi lokalami z niekulturalną obsługą i kiepskim jedzeniem. Tego typu wizję baru mlecznego (nieco przejaskrawioną oczywiście) możemy zobaczyć w filmie Stanisława Barei pt. "Miś". Po przemianach społeczno-gospodarczych w Polsce w 1989 roku, większość tego typu lokali upadła. Nie wytrzymały konkurencji. I choć współcześnie nadal w niektórych miastach możemy natknąć się na bar mleczny, to jest ich zdecydowanie dużo mniej niż przed 1989 rokiem.

Choć większości z nas nie kojarzą się dobrze, to jednak w barach mlecznych bez wątpienia możemy zjeść tanio i zdrowiej niż w większości fast-foodów. Wydaje się też, że wraz z narastającą presją konkurencji jakość usług w barach mlecznych poprawiła się.

Ostatni taki bar w Lublinie

pusto, pusto, pusto. Gdyby miasto nie zapomniało zupełnie o tej taniej i zdrowej formie zbiorowego żywienia, mogłoby być zupełnie inaczej. / Fot. Krzysztof StanekPodobnie było w nieistniejącym już barze "Racławickim" w Lublinie. Po wejściu do środka, witało nas skromnie, ale schludnie urządzone wnętrze. Pomieszczenie było czyste, regularnie sprzątane. Na ścianie wisiał jadłospis. W menu nie brakowało kotleta schabowego, ziemniaków, surówki i kompotu. "Racławicki" szedł też jednak z duchem czasu - chętni mogli zjeść hamburgera lub frytki. Przy stoliku siedziała pani Kazimiera, która była jednocześnie właścicielką, kasjerką i księgową. Przepracowała w barze 20 lat, od siedemnastu była właścicielką. ("Racławicki" funkcjonował w Lublinie 50 lat). Zatrudniała zaledwie czworo pracowników, gdyż jak mówi: - Ja jestem rygorystyczna w tym sensie, że prowadzę działalność, odpowiadam za to i muszę sobie z tym poradzić. Stąd takie małe zatrudnienie, bo ja robie co tylko mogę, co potrafię, żeby mieć jak najmniejsze zatrudnienie.

Pani Kazimiera z rozrzewnieniem wspomina czasy PRL-u, gdy ciągnęły się długie kolejki zarówno do kasy jak i po odbiór posiłków. Kiedy przyszło "nowe", do jej baru przychodziło coraz mniej osób.

Sytuacja kiedyś, sytuacja dziś

W czasach komunizmu wszystkie bary mleczne były dotowane. Dzięki temu można było znacząco obniżyć ceny posiłków. Obecne władze Lublina nie są zainteresowane udzielaniem pomocy barom mlecznym. - Ja swego czasu chodziłam do urzędu miasta, odwiedziłam trzy pokoje urzędników i nigdzie się nie dowiedziałam niczego na temat dotacji - mówi pani Kazimiera.

Jedyną formą pomocy zaoferowaną przez miasto było obniżenie czynszu. Co z tego, skoro od dwóch lat właścicielka musiała płacić podatek od nieruchomości. - Niestety kiedy pisałam odwołanie w sprawie podatku od nieruchomości, nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi. Prowadzę działalność, nieważne czy osiągam zyski mam płacić podatek koniec, kropka. Więc płaciłam - mówi pani Kazimiera.

Oprócz zwykłych klientów, którymi ostatnimi czasy byli głównie Tylko napis na ścianie informuje że bar zamyka swoje podwoje. / Fot. Krzysztof Stanekemeryci, renciści i studenci, bar obsługiwał podopiecznych Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Na mocy umowy płacili oni jedynie 4,58 zł za posiłek, który normalnie kosztował około 7 zł. Z tej perspektywy dziwić może podejście władz samorządowych, którym powinno zależeć na zapewnieniu w miarę godziwych warunków życia najuboższym rodzinom.

O tym, że władze miasta nie interesują się upadającymi barami mlecznymi, najdobitniej świadczy chyba wypowiedziane dwa lata temu przez ówczesnego wiceprezydenta Lublina, Zbigniewa Wojciechowskiego zdanie. Skomentował on wtedy zamknięcie baru mlecznego, przy miejskiej starówce następującymi słowami: - Skansen na starym mieście jest niepotrzebny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Teraz już chyba nikt tam żywić się nie będzie, bo w sobotę to było już tak oficjalnie ostatni dzień. Ja jak jem na mieście to zazwyczaj na stołówce akademickiej KUL. I faktycznie jest jeszcze taniej niż tu, no ale to wynika z braku dotacji. O istnieniu tego baru sam dowiedziałem się niedawno co też świadczy o zbyt małej promocji. Interwencji u prezydenta można by spróbować, ale najpierw trzeba by się skontaktować z panią Kazimierą czy chciałaby takiej interwencji. Jeżeli istnieje już jakaś umowa z urzędem miejskim i Zarządem Nieruchomości Komunalnych dotycząca likwidacji to zapewne jest już za późno. Sama właścicielka mówiła że święta spędzi nad fakturami bo musi się rozliczyć z każdego krzesełka, stolika etc., a potem ma oddać już pusty lokal.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście plus się należy, za takie opracowanie tematu :) Śmiem twierdzić, że żywisz się tam do tej pory :>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy artykuł (+)
Szkoda, że takie miejsca odchodzą w przeszłość..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wsparcie miasta jest JEDYNĄ szansą dla prawdziwych barów mlecznych. We Wrocławiu funkcjonuje na tej zasadzie "Mewa". Tyle, że muszą żywić bezdomnych, czy też inną grupę ubóstwa (dokładnie nie wiem). Jest też "Miś", ale on funkcjonuje, bo dookoła same uczelnie i się żywią studenci, sam tam żarłem na studiach. We Wrocławiu jest też sporo innych barów przypominających te z PRL, ale po pewnym remoncie i funkcjonujących według filozofii: bez wygód, bez kurtuazji, ale tanio i w miarę smacznie. Co więcej, powstają nowe. Musi więc być: a) zapotrzebowanie; b) odpowiedni "biznes-plan" lub c) wsparcie miasta. Może być wreszcie "specjalizacja", np. niech staną na głowie, żeby ludzie mówili, że w "Misiu" są najlepsze ruskie w mieście...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzysiek, najłatwiej się poddać. Sam piszesz trochę dobrej woli. Może petycja - podpisy zbierane wśród studentów, może inni autorzy link napiszą jak udaje się utrzymać przy życiu bary mleczne w innych miastach. Może ktoś z Lublina pomoże zrobić i rozwiesić takie ulotki na osiedlu akademickim? Choć spróbujmy.... Wigilia nastraja do pomagania innym... Wysyłam linka do Twojego tekstu do wszystkich z Lublina :) Może ktoś do Ciebie się odezwie? We dwójkę razniej robić takie akcje...

Komentarz został ukrytyrozwiń

hmm pomysł całkiem dobry, ale chyba właścicielka już się pogodziła z losem. Tak wyczułem z tonu jej głosu podczas rozmowy. Chyba straciła nadzieję że władza może interesować się takimi jak ona, jak emeryci, renciści czy niezamożni studenci. Odchodzi już na emeryturę, a pracownicy dostaną zasiłek i muszą się zarejestrować w urzędzie pracy. Dodatkowo musi sprzedać wszystkie te stare meble i się z nich rozliczyć. wystarczyłoby trochę dobrej woli i pieniędzy na wsparcie finansowe i np. rozwieszenie ulotek informacyjnych na miasteczku akademickim. Kiedyś taki bar istniał na krakowskim przedmieściu głównej ulicy lublina i była tam ciągła kolejka, głównie studentów. Racławicki mógł jeszcze z powodzeniem istnieć ale zabrakło tej właśnie dobrej woli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzadko stawiam plusy. Wielki - tym razem - za prawdziwie obywatelską relację. Krzysztofie, a nie da się jakiejś akcji, petycji w sprawie baru zorganizować?

Komentarz został ukrytyrozwiń

oj, "Racławicki"... dla samych widoków warto było zajrzeć. Szkoda...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.