Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Książki > "Balladyny i romanse". O kraju z promocji Ignacego Karpowicza

Pozycja materiału w rankingach:

45123 miejsce

Dział: Książki

Ocena: 10pkt

Oceń:

"Balladyny i romanse". O kraju z promocji Ignacego Karpowicza


Z okazji niedawnego końca roku, będącego także czasem zadumy religijnej, wszystkim zainteresowanym sprawami ducha polecam lekturę „Balladyn i romansów” Ignacego Karpowicza, kandydata do nagrody Nike 2011.

Okładka książki / Fot. fot. Wydawnictwo LiterackieIgnacy Karpowicz / Fot. fot. Wikimedia Commons"[...] Mój syn załatwił wszelkie zstępujące formalności, uiścił stosowną i na pewno słoną opłatę. Po wielkich, skandalicznych zaślubinach Ateny z Ozyrysem przenieśliśmy się na ziemię. Do kraju w promocji, raczej północnego niż południowego, z rozpowszechnioną zimą oraz farbą do włosów w kolorze blond [...]".

Najnowsza powieść Karpowicza to jeden z zeszłorocznych "czarnych koni" polskiej literatury współczesnej, nominowanych do prestiżowej nagrody Nike. Od razu nasuwa się pytanie: dlaczego "Balladyny" nie zwyciężyły? O prozie Karpowicza można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że trzyma się konwencji, a to, że jest aż nazbyt współczesna, to raczej jej zaleta niż wada.

Zazwyczaj "młodzi gniewni" literatury z góry stawiani są na przegranej pozycji, zarówno z racji swojego wieku, jak i siły wyrazu. Co innego jednak, gdy podnoszą pokoleniowy głos sprzeciwu w słusznej sprawie. A to młode pokolenie w najnowszej powieści Karpowicza zostaje brutalnie zderzone z generacją swoich ojców i matek. Dwie epoki, które zdaje się, więcej dzieli niż łączy, jedna będąca dokładnym zaprzeczeniem drugiej. Młodość ma do swojej dyspozycji świat, w którym liczy się tylko doznawanie przyjemności, a nie pusta lodówka.

Karpowicz szokuje, przeraża, wstrząsa, bawi, zadziwia, zaskakuje i to zarówno swoim językiem, jak i odwagą wyobraźni, która karze mu przenieść w sam środek Europy XXI wieku cały Panteon bóstw, a zbieżność marki Nike i Nike nie jest w tym wypadku wcale przypadkowa. Jamie Uys zesłał buszmenowi z Kalahari butelkę po coca coli w "Bogowie muszą być szaleni", u Karpowicza zesłani do kraju z promocji bogowie muszą być prawdziwi, by poradzić sobie z otaczającą ich rzeczywistością, w której nawet śmiertelnym nie jest łatwo. Starożytni trafiają do Białegostoku, gdzie odkrywają zupełnie nowe, ludzkie wymiary egzystencji, chociaż miłość, nienawiść, pożądanie i biznes są tu takie jak na szczycie Olimpu, gdzie żyje się wbrew pozorom, bardzo podobnie.

Mimo to, jednak "Balladyny i romanse" Karpowicza to nie metafizyczna opowieść o życiu, a weryzm dwudziestego pierwszego wieku. Porażający swoją brutalnością i wyzierającą z niego beznadziejną wizją współczesnej rzeczywistości tak, że może odrzucać jak proza Masłowskiej. Karpowicz niczym rasowy werysta stawia sobie za zadanie odnaleźć prawdę o świecie konsumpcji, współczesnym pokoleniu Polaków, pokazać realizm w relacjach międzyludzkich, zszokować współczesnymi problemami ludzi żyjących w świecie niemiłosiernie spłaszczonym przez popkulturę. W zadaniu tym posłużył się metafizyką i religią.

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.