Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

132747 miejsce

Bangkok: Coraz trudniejsza sytuacja demonstrantów

Rozpoczął się piąty dzień oblężenia tajskiej stolicy przez "czerwone koszule" domagające się dymisji premiera. Protestujący wydają się być w coraz gorszej pozycji.

Protestujący wydają się być coraz bardziej zmęczeni przeciągającą się demonstracją. / Fot. Magdalena ChodownikPoniedziałek obfitował w kilka wydarzeń, które zdają się przechylać szalę zwycięstwa na stronę rządową. Najpierw premier Abhisit Vejjajiva odmówił podania się do dymisji przed południem drażniąc demonstrantów, którzy ruszyli w kierunku koszar wojskowych - tymczasowej siedziby premiera. Blokada ruchu w znacznej części miasta zirytowała wielu mieszkańców tajskiej stolicy, którzy do tej pory pozostawali obojętni wobec protestu.

Do zgromadzonych przed koszarami wojskowymi niespodziewanie przemówili w północno-wschodnim dialekcie (z północnego wschodu pochodzi większość demonstrantów) przedstawiciele armii. Przyjazne powitanie - usłyszmy Wasz głos, usłyszmy wasze brawa! - zaskoczyło liderów "czerwonych koszul". - Pamiętajcie, że konfrontując się z nami będziecie walczyć z własnymi dziećmi, którzy tylko wykonują swoją pracę jednocześnie pozwalając Wam na korzystanie z przysługujących wam demokratycznych praw - zagrzmiał głos z potężnych głośników.

Deklaracja armii zirytowała lidera demonstrantów, Veerę Musigaponga, który próbował żartować, że odstąpi od żądania dymisji premiera jeśli tylko armia przyciszy swoje kazanie.
- Naszym celem było pokazanie, że wojsko nie jest wrogiem ludzi i nie chcemy wyrządzić krzywdy naszym, współobywatelom - wyjaśnił podpułkownik Korsin Kampanayut, szef operacji psychologicznych oddelegowany do przywitania protestujących.

Zdaniem dziennikarzy prorządowego dziennika The Nation największą porażką byłego premiera Thaksina Shinawatry koordynującego protest zza granicy jest fakt, że nie udało mu się zdemonizować armii w oczach "czerwonych koszul".

Prorządowe media donoszą, że wielu protestujących zdezerterowało w drodze spod Pomnika Demokracji do koszar wojskowych, a na miniprotestach zorganizowanych w innych częściach kraju nikt się nie pojawił. W międzyczasie premier Vejjajiva pojawił się w telewizji wraz z koalicjantami i okazał swoją solidarność z "czerwonymi".

Pomysł masowego oddawania krwi w celu wymazania nią budynku parlamentu spotkał się z dużą niechęcią ze strony wielu demonstrantów. Rzecznik prasowy Zjednoczonego Frontu na Rzecz Demokracji przeciwko Dyktaturze, z którym wczoraj rozmawiała Magdalena Chodownik twierdzi, że krew powinni oddać tylko liderzy. Akcja oddawania krwi rozpoczęła się dzisiaj o 8 rano (2 rano czasu polskiego). Z uwagi na małą popularność pomysłu malowanie parlamentu na czerwono zostało przełożone na 18 (14 czasu polskiego). Słyszalne są głosy, że osoby rzucające krwią powinny być ukarane karą grzywny w wysokości 200 zł w ramach przepisu o zakazie śmiecenia w miejscach publicznych.

Nie jest tajemnicą, że budżet na demonstrację jest ograniczony i powoli się kończy. "Czerwone Koszule" znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Wygląda na to, że kontynuując pokojowy protest nie osiągną swoich celów. Jeśli zaś uciekną się do przemocy to stracą całą swoją wiarygodność nie tylko w oczach rządu, ale i całego narodu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Pokojowo ale krwawo... 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki. No myślę, że wojsko pięknie to rozegrało. Zobaczymy co wydarzy się dalej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa relacja, bardzo przystępnie podana. No i ta argumentacja dowódcy armii...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.