Abhisit Vejajjiva, premier Tajlandii odmówił podania się do dymisji, aby zakończyć protest "Czerwonych Koszul" - zwolenników byłego premiera Thaksina Shinawatry w Bangkoku. - Żądania tych demonstrantów, aby rozwiązać parlament przed południem nie mogą zostać spełnione, ale nie oznacza to, że ja lub partie koalicyjne nie jesteśmy gotowi by wysłuchać ich głosów - powiedział w porannym wystąpieniu telewizyjnym z siedziby 11. dywizji piechoty, gdzie obecnie przebywa.
Vejajjiva nalega, że rząd jest otwarty na propozycje "Czerwonych koszul". - Jednakże każda decyzja polityczna musi być podjęta w oparciu o interes narodowy i opinie każdej grupy w społeczeństwie - dodał. W reakcji na słowa premiera demonstranci przemieścili się spod Pomnika Demokracji w centrum Bangkoku pod koszary wojskowe, w których przebywa premier. Przemarsz dziesiątek tysięcy ludzi częściowo sparaliżował ruch w tajskiej stolicy.
Krótko po porannym wystąpieniu premiera, sześć granatów M79 zostało wystrzelonych w kierunku jednej z baz wojskowych w Bangkoku. Pułkownik Sansern Kaewkamnerd, rzecznik prasowy centrum operacyjnego odpowiedzialnego za utrzymanie porządku w Bangkoku potwierdził, że dwóch żołnierzy zostało rannych i hospitalizowanych. - Wierzymy, że granaty zostały wystrzelone z półciężarówki jadącej wzdłuż płatnej autostrady przebiegającej nad bazą. Dwa z sześciu granatów nie eksplodowały. Nie wiemy, kto jest za to odpowiedzialny - powiedział.
Natthawut Saikua, lider Zjednoczonego Frontu na Rzecz Demokracji przeciwko Dyktaturze (UDD) ogłosił, że pobierze milion jednostek krwi od demonstrantów, aby wymazać nią budynek parlamentu we wtorek w odpowiedzi na brak spełnienia żądań protestujących. - To będzie symboliczna akcja. Ministrowie rządu będą musieli przejść po krwi protestujących, aby rozpocząć jutro pracę - powiedział. - Jeśli rząd odmówi rozwiązania parlamentu, kolejny million jednostek krwi zostanie użyty do wymazania siedziby Partii Demokratycznej. Trzecim celem będzie dom premiera - dodał.
- Jeśli rozlejemy trzy miliony jednostek krwi, a premier nie ustąpi gwarantuję, że nie będzie miał czasu, nie będzie miał ani minuty, aby wykonywać swoje obowiązki - powiedział Saikua.
Po przemówieniu pod tymczasową siedzibą premiera "czerwone koszule" ruszyły z powrotem w kierunku Pomnika Demokracji. - Atmosfera jest bardzo napięta. Demonstranci są w bojowych nastrojach. Był też pożar, ale nie ma jeszcze żadnych szczegółów - donosi
Magdalena Chodownik z centrum Bangkoku.