Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54750 miejsce

Barbara Blida była konsekwentną, silną Ślązaczką

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-04-26 08:36

Kilka dni temu była w tyskiej pracowni znanego malarza Stanisława Mazusia. W prezencie kupowała dla wnuczki obrazek przedstawiający Aniołka. Żartowała z mężem, że sama musi zamówić sobie portret. - Żeby coś po mnie zostało - stwierdziła.

 / Fot. Agencja fotograficzna DZW minioną sobotę wraz z grupą znajomych świętowała Jubileusz 90-lecia Jana Mitręgi, pochodzącego tak jak ona z Michałkowic, byłego PRL-owskiego wicepremiera i ministra górnictwa. Znali się od lat. Ona pielęgnowała stare przyjaźnie.

- Zawsze była otwarta, lubiła ludzi i była wierna swoim przyjaciołom, swoim poglądom - mówi Kazimierz Zarzycki były poseł SLD.

Poznał Blidę w 1985 roku. Wtedy w dużej polityce, w okresie politycznego przedwiośnia, stawiała pierwsze kroki. W PZPR należała do pokolenia reformatorów. W jednym szeregu z Aleksandrem Kwaśniewskim i Włodzimierzem Cimoszewiczem, którego poglądy i styl uprawiania polityki były jej bardzo bliskie. Cały czas się kontaktowali, odwiedzali.

W rządzie Cimoszewicza pełniła funkcję ministra budownictwa (wcześniej piastowała to stanowisko w gabinecie Waldemara Pawlaka i Józefa Oleksego).

Kiedy powódź stulecia zdemolowała południową Polskę stawała na głowie, żeby poszkodowanym ludziom zapewnić dach nad głową. Powstało wtedy ponad tysiąc tanich domów. Blidowa odwiedzała powodzian. Po przejściu przez próg śląskim zwyczajem ściągała buty. Ludzie byli zszokowani: ważna pani minister a na bosaka lata.

Śliczna blondynka tylko na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie kruchej, delikatnej kobiety. Nie wyglądała na swoje 58 lat. Zawsze nienagannie ubrana, z perfekcyjnym makijażem. Dopięta na ostatni guzik. Z drugiej strony jedyny chop w śląskim SLD - jak mówili o niej partyjni koledzy.

- Była strasznie konsekwentna. Nigdy nie zapomnę jak walcząc o dodatki mieszkaniowe rozpłakała się, czym skruszyła serce Leszka Millera. Kiedy trzeba używała ostrych, nieparlamentarnych słów, jak na budowie. Po prostu była skuteczna - wspomina Zbyszek Zaborowski.

Kiedyś z sejmowej trybuny wypaliła do AWS-owskiego ministra finansów Jarosława Bauca: Pan pierdoły opowiada.

- Kołodce wykrzyczała: Nie będziecie mi tu nudli wieszać. Jako drugi po niej Ślązak w rządzie musiałem przetłumaczyć kolegom, że Basia nie da się naiwnie okłamywać - wyjaśnia Jerzy Markowski, były wiceminister ds. górnictwa.

Blida do PZPR należała aż do rozwiązania partii. W sumie przez 20 lat. Kiedyś zwierzała się, że bardzo liczyła na reformy Gierka. Potem m.in. z Zaborowskim tworzyła Socjaldemokrację w III RP.

Baśka z familoka

Blidowie mieszkali w domu zbudowanym przez dziadka Barbary w 1912 roku. Michałkowice, dzielnica Siemianowic, to kwintesencja śląskości. Charakterystyczny budynek z czerwonej cegły, z pozoru niezwykle skromny, stale był remontowany i modernizowany. W środku nie odczuwało się, że leży tuż obok ruchliwej drogi.

Ona z mężem Henrykiem i suczką, goldenką Kają na parterze, siostra z mężem na pięterku.

Blidowa lubiła się otaczać pięknymi przedmiotami. Na ścianach wisiały obrazy jej przyjaciela Jerzego Dudy-Gracza, w kredensie stała luksusowa porcelana. W oświadczeniu majątkowym, które złożyła na ręce marszałka Sejmu, Blida podała że jest właścicielką biżuterii o wartości 67 tysięcy złotych.

- Chciała zrekompensować sobie biedne dzieciństwo - opowiada przyjaciel domu, prosząc o zachowanie anonimowości. - Często wspominała, jak pod choinkę dostawała ubrania po starszej siostrze przerobione przez mamę krawcową. Ale to był kochający się, typowo śląski, religijny dom.

Barbara Blida wspominając dzieciństwo opowiadała o sprzeczkach rodziców: ojca zażartego PPS-wca i matki zwolenniczki Wojciecha Korfantego.

Basia była córką tatusia. Zawsze najbardziej zależało jej na zdaniu ojca mistrza w chorzowskich Azotach. Kiedy rozpoczęła tam pracę wszyscy pamiętali starego Szwajnocha. Ona chciała zasłużyć na jego pochwały.

Studia na Politechnice Śląskiej kończyła zaocznie. W "Fabudzie" doszła do stanowiska naczelnego inżyniera.

Potem, gdy zaczęła robić karierę polityczną właśnie ojciec jej powiedział: Pamiętaj dzioucha ino mi w tej Warszawie wstydu nie przynieś.

Często, przy różnych okazjach powtarzała te słowa.

- Dla mnie zawsze była dziouchą, której się udało - mówi Markowski. - Gwiazdą ogólnopolskiej polityki stała się niemal bez przygotowania i wniosła do niej ważne wartości i zapomniane: honor, słowność.

W górniczym mundurze

Barbara Blida była posłem czterech kolejnych kadencji od 1989 do 2005 roku. W wyborach w 2001 roku poparło ją ponad 80 tysięcy wyborców. W 2005 roku wystartowała do Senatu, ale bez powodzenia. Lewica była w odwrocie, a ona straciła do polityki serce.

Czuła się odsunięta na boczny tor. Nie mogła porozumieć się z władzami SLD. Chociaż nie wystąpiła z partii zrezygnowała ze wszystkich funkcji. Zresztą nie pierwszy raz.

- Zawsze szła pod prąd, swoimi drogami - ocenia Czesław Śleziak, kolega klubowy Blidy, były minister ochrony środowiska. - Przede wszystkim była Ślązaczką i na całe swoje zawodowe życie patrzyła z tej perspektywy.

W święto Barbórki na posiedzenie sejmu zawsze wkładała górniczy mundur. - To była manifestacja śląskości. Robiła to świadomie często na przekór antyśląskim nastrojom - mówi Śleziak.

Kiedy po wygranych w wielkim stylu przez SLD wyborach parlamentarnych w 2001 roku działacze ze Śląska nie otrzymali żadnego rządowego stanowiska i zepchnięto ich na boczny tor nie wahała się ani chwili i oznajmiła: Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść. Miller się wściekł, a ona zrezygnowała z funkcji wiceprzewodniczącej partii.

Miała zresztą z Millerem zadawniony zatarg. W 1997 roku obowiązywała lista krajowa, na której umieszczano kandydatów do sejmu. Śląscy kandydaci znaleźli się na kompromitująco niskich pozycjach. - Miller bał się konkurencji, bo Baśka była strasznie odważna i prosto w oczy mówiła to, co leżało jej na sercu - twierdzi jeden z lewicowych polityków.

Blidowa oraz kilku innych działaczy w ogóle zrezygnowało wtedy z miejsc na liście. Do sejmu jednak weszła z fantastycznym wynikiem i znów była rozgrywającą w śląskiej drużynie SLD.

To były czasy jej świetności i ogromnej popularności. Nie opuszczała żadnej ważnej imprezy. Wspólny język znajdowała z opozycją i księżmi, wśród których miała bardzo wielu przyjaciół.

Swoją ostatnią kadencję skończyła jako poseł niezrzeszony. W proteście przeciw antyśląskiej jej zdaniem polityce wicepremiera Jerzego Hausnera wystąpiła z Klubu, wcześniej rezygnując z wszystkich funkcji.

Fatalna znajomość

W Klubie SLD o Barbarze Blidzie koledzy mówili budowlaniec. Uścisk dłoni miała mocniejszy niż niejeden mężczyzna. Nie lubiła, gdy całowano ją w rękę. Pasjonowała się piłką nożną. Była honorowym prezydentem Ruchu Chorzów. Gdy drużyna zdobyła Puchar Polski razem z zawodnikami piła w szatni szampana. Od lat jej pasją było narciarstwo. Każdej zimy wyjeżdżała poszusować do Austrii, Włoch lub Podbeskidzie.

Miała stalowe nerwy. Podczas podróży na trasie Katowice - Warszawa, którą odbywała kilka razy w tygodniu, została dwa razy napadnięta. W 1998 roku złodzieje skradli jej służbowego mercedesa i pobili, a pięć lat później ostrzelali toyotę, którą podróżowała wraz z kierowcą i zostawili na drodze z kocykiem w ręce. W jednym z wywiadów mówiła potem, że najbardziej żałuje, że wraz samochodem bandyci zabrali jej... kosmetyczkę.

Od trzech lat pracowała w spółce deweloperskiej JW Construction. To był powrót do zawodowych korzeni. Zajęcie zaczęło ją coraz bardziej pochłaniać. Zapewniało też fantastyczne zarobki w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie.

Wtedy też zaczęto mówić o jej znajomości z bizneswomen Barbarą K. Obie panie widywano na tych samych imprezach.

Dziś wiadomo, że właśnie ta znajomość dla Barbary Blidy, okazała się fatalna w skutkach. Nazwisko szanowanej posłanki zaczęło się pojawiać w kontekście niejasnych interesów jej imienniczki, aresztowanej ostatecznie i posądzonej o korupcję.

Wytknięto Blidzie dom letniskowy w Szczyrku, którego budowę miała współfinansować Barbara K.

Ostatecznie kilkanaście miesięcy temu Blidowie sprzedali go po cichu. Sprawa jednak nie ucichła, bo wyszło na jaw, że Barbara K. załatwiając swoje sprawy powoływała się na nazwisko byłej minister. Blida była dwa razy przesłuchiwana.

Od dawna jednak obie panie nie miały ze sobą kontaktu. - Basia nie chciała w ogóle o niej rozmawiać - wyjaśnia jeden ze znajomych posłanki.

Doprowadzona do ostateczności

Barbara Blida dwa lata temu ciężko zachorowała i przeszła poważną operację. Zawał przeszedł jej mąż. To wszystko spowodowało, że niemal całkowicie zaszyła się w Michałkowicach.

Małżeństwo z Henrykiem trwało 38 lat. Uchodzili za wyjątkowo zgodną i dobraną parę. Dochowali się dwojga dzieci: syna Jacka i córki Bożeny oraz dwóch wnuczek: Wiktorii i Weroniki.

- One były całym życiem Basi - mówi dobra znajoma posłanki.

- Basia była filarem tej rodziny. Dlatego nie mogę zrozumieć co mogło doprowadzić ją do tak dramatycznego kroku - pyta głośno Zarzycki.

- Pod tą powłoką szorstkości kłębiła się wrażliwość i emocje, których teraz nie pojmujemy - zastanawia się Śleziak. - Tak mogła postąpić tylko doprowadzona do ostateczności osoba.

- Może nie miała już siły walczyć - mówi Markowski.

- Chciała być wierna nakazowi ojca i została mu wierna do końca - twierdzi przyjaciel rodziny.

CZYTAJ TAKŻE:
Nie chcę być kojarzona z polityką - ostatni wywiad z Barbarą Blidą
Barbara Blida strzelała do siebie nieprzebijalną amunicją
Blida była konsekwentną, silną Ślązaczką
Świadkowie o samobójstwie Blidy: nie słyszeliśmy strzałów
Nie wierzę w jej samobójstwo - rozmowa z siostrą Blidy

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

* Chciała zrekompensować sobie biedne dzieciństwo * - chciał i uczyniłato. Czy zgodnie z prawem? A czy z moralnością, do której polityk jest zobowiązany?
Wierzyła w Gierka? Ja też wierzyłem. Ale nie zapisalem się do partii.
Wnuczek będzie bogaty nie z własnych zasług, aledzięki babci i jej zapobiegliwości.
Jak taka czuła obywatelka mogła jeździć drogimi samochodami? W kraju, w którym nie ma pieniędzy na operacje. Wczoraj czytam - pewna anonimowa fundatorka przekazała 20 tys. zł na operację plastyczną poparzonego chłopca, bo rodziny niestać, a państwo nie opłaca. Ludzie! Dlaczego Polska jest takim skundlonym panstwem? Czekamy na nowego L., który wprowadzi porządek i znacjonalizuje pokradzione majątki. Także przestępców z mafii węglowej i paliwowej (węgiel to także paliwo).
Dzisiaj mąż p. Blidy postanowił wyłudzić miliony zł odszkodowania.Za co? Za to, że ABW nie skuła i nie rzuciła małżonki na glebę? Za to, że pozwolila sympatycznej i lubianej pani się odsikać wgodny sposób? Za to, że popełniła samobójstwo? To oskarżyć wszystkich egzaminatorów, że dzieci a studenci wyskakują z okien, bo oblali egzaminy!
Państwoprawa dla bogatych i znanych? A dla biednych dzieci? Czesto chorych i umierających?
Wasz Oliwiany Trol

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.