Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41357 miejsce

Barcelona, Londyn, Paryż, Rzym w kinie. A może wkrótce Kraków?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2012-08-26 17:46

Amerykańska krytyczka, Pauline Kael, zadawała kiedyś retoryczne pytanie: "Jeżeli życie jest takie ciekawe, to po co chodzić do kina?" Odpowiedź jest równie prosta i oczywista: W kinie ono jest po stokroć ciekawsze, niż w rzeczywistości.

Recenzowany przez cytowaną znawczynię kina Woody Allen, mógł sobie wziąć do serca wspomniane pytanie. Uczynił ze swojego życia niewyczerpane źródło tematów i błyskotliwych dialogów. Woody Allen nie miał szans zwrócić na siebie uwagę niepozornym wyglądem i techniką filmową. Zaskoczył Amerykanów otwartością i szczerością, która naruszała wszelkie obowiązujące konwencje. Konsekwentnie robi to samo do dziś, bez względu na jakiej ulicy Nowego Jorku rozgrywały się sceny jego filmu. Kręci je regularnie raz do roku.

Na starość ruszył do Europy, gdzie odnajduje swoje dawne fascynacje i wspomnienia. Nie jest tajemnicą, że dwa polskie miasta stołeczne: Kraków i Warszawa, starają się namówić Woody’ ego Allena, aby zechciał umiejscowić akcję swego najnowszego filmu właśnie na ich terytorium. Dotychczas to reżyser usiłował zbierać środki na swoje kolejne dzieło, ale sukces jego produkcji w Paryżu i Rzymie sprawia, że tak artystyczna i atrakcyjna promocja miasta na ekranie, może przyciągnąć tłumy ciekawych turystów. Nie od dziś wiadomo, że inwestycja w kulturę (w przeciwieństwie do instytucji w rodzaju AMBER GOLD) należy do najbardziej opłacalnych na całym świecie.

Woody Allen udowodnił, że można pogodzić przyjemne z pożytecznym i przy okazji stworzyć film, na którym ludzie bawią się, wzruszają, śmieją się, a przy okazji wysłuchują głębokich refleksji na temat miłości, życia i śmierci. I tak w „Zakochanych w Rzymie” opowiada on kilka równoległych historii o powracających do miejsc swojej młodości. W tej fascynującej roli Alec Baldwin kreuje postać znanego architekta, a jednocześnie doświadczonego mężczyznę, który podpowiada młodszemu koledze po fachu, jak się zachowywać wobec kobiet w różnych sytuacjach męsko–damskich.

Woody Allen gra naiwnego ojca wychodzącej za mąż córki. Kreowana przez niego postać nie ma tego doświadczenia. Boi się egzystencji na emeryturze i za wszelką cenę chce wciąż tworzyć, chociaż talentu ma o wiele mniej niż znajomości. W ojcu narzeczonego, który jest przedsiębiorcą pogrzebowym, rozpoznaje wielki talent operowy i koniecznie pragnie go przedstawić publiczności. Jego ulubiony tenor śpiewa jednak tylko pod prysznicem, bo w normalnych warunkach zżera go trema i wtedy niemiłosiernie fałszuje.

Dla chcącego nic trudnego, więc niedoceniany inscenizator aranżuje sytuacje sceniczne pozwalające utalentowanemu śpiewakowi zaistnieć pod prysznicem przed włoską publicznością. Jako reżyser ponosi klęskę, ale tenor zachwyca publiczność i krytyków. Brak znajomości języka uchroni go od zrozumienia nieżyczliwych epitetów skierowanych pod jego adresem w wydrukowanych recenzjach. Natomiast reżyser filmu „Zakochani w Rzymie” odnosi niebywały sukces nie tylko jako autor, ale również aktor coraz lepszy z roku na rok.

Woody Allen jest jak stare, wytworne wino dobrej marki. Udowadnia to kręcąc nad Sekwaną film: „ O północy w Paryżu”, gdzie opowiada historię wziętego scenarzysty, który współpracuje z Hollywood.

Wyjechał wraz ze swoją narzeczoną i przyszłymi teściami do Francji, ale skoro tylko zapadnie zmrok urywa się na niesamowite spotkanie z bohaterami i autorami jego młodzieńczych lektur. Zafascynowany latami dwudziestymi Amerykanin trafia właśnie do tej epoki i spotyka Gertrudę Stein, która ocenia rękopis jego przyszłej książki. Gil, swoiste alter ego Woody’ ego Allena ( w tej roli Owen Wilson) przez całą noc przebywa w gronie literatów i paryskiej cyganerii artystycznej zjawiając się w hotelu dopiero o świcie.

Jego nocne wyprawy do dawno minionego świata nieistniejącej już bohemy, ilustrują reżyserską tezę autora filmu, który tak samo tęskni za przeszłością. Odwołując się do niej zwraca jednak naszą uwagę na paradoks, że właściwie nikt nie jest szczęśliwy z tego, że żyje w swojej epoce. Każdy tęskni do innych czasów, jakby tam im miało być o wiele lepiej. Nic podobnego, to jeszcze jedna z wielu iluzji, ale kino jest właśnie taką iluzją. Nie przypadkiem ILUZJON, to jedno z wielu metaforycznych określeń przybytku X Muzy. Kino do złudzenia przypomina życie, odzwierciedla sytuacje, w jakich prawdopodobnie moglibyśmy się znaleźć. Zamiast nas, niczym gladiatorzy, przeżywają je aktorzy a my, z bezpiecznego oddalenie obserwujemy na ekranie ich dramatyczne losy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Olga
  • Olga
  • 26.09.2012 11:03

Ja bym jednak proponowała Kraków, mogę już nawet zaoferować Panu Allenowi scenariusz :) Bo właśnie w Krakowie zakochałam się w moim przyszłym mężu i chociaż już tu nie mieszkamy, specjalnie tu przyjechał i u jubilera sezam kupił dla mnie pierścionek. A potem założył mi go na palec na kładce Bernatce. Teraz taki śliczny brylant błyszczy mi na palcu :))) Panie Allen, zapraszam po scenariusz, Kraków czeka :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.