Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Styl życia > Podróże > Barentsburg. W rosyjskiej osadzie górniczej

Pozycja materiału w rankingach:

28452 miejsce

Dział: Podróże

Ocena: 15pkt

Oceń:

Barentsburg. W rosyjskiej osadzie górniczej


Wizyta w Barentsburgu była złowroga, przygnębiająca i... ciekawa. Zniszczone budynki, puste ulice i dumne popiersie Lenina. To osada na archipelagu Svalbard, zamieszkiwania przez około 700 mieszkańców gdzie prawie wszystko należy do rosyjskiej firmy Arcticugol Trust.

Ulica w Barentsburgu. / Fot. U.A.MarczewskaNad zabudowaniami wisi gęsta mgła. Nie martwię się jednak złą pogodą, która idealnie pasuje do atmosfery osady. Białe mleko leniwie opada na zniszczone, podupadłe budynki. W ciągu kilku godzin wycieczki statkiem przenieśliśmy się do zupełnie innego świata: 55 km stąd jest norweskie miasteczko Longyearbyen, niespełna dwutysięczne, a przecież w porównaniu z tym, do którego przybyliśmy bardzo nowoczesne: posiadające uniwersytet, czterogwiazdkowy hotel i kilka restauracji o zachodnim standardzie. Mimo niewielkiej odległości dzielącej tak różne od siebie osady, nie istnieje łącząca je droga lądowa. Dotarliśmy tu statkiem. Witamy w Barentsburgu.

Barentsburg był osadą górniczą. Dziś trwają prace nad przywróceniem jej świetności. / Fot. U.A.MarczewskaBarentsburg to rosyjska osada na archipelagu Svalbard, zamieszkiwania przez około 700 mieszkańców. Aby zwiedzić ją rzetelnie wystarczą tak naprawdę dwie godziny. Nawet w tak krótkim czasie nie znajdziemy tu poruszających zabytków czy imponujących budowli. A jednak w klimacie, który tu zastaniemy, wśród rozsypujących się budowli i w pobliżu popiersia Lenina jest coś, co każe nam nie żałować godzin spędzonych na dotarciu do tego miejsca. Specyficzny, nieco złowieszczy klimat, wspomagany przez charakterystyczne malowidła i mieszkańców, wprowadza atmosferę grozy, a jednocześnie w dziwny sposób zaciekawia. Jest diametralnie różny od tego, co znamy na co dzień, całkowicie odmienny od miejsc odwiedzanych w trakcie wakacyjnych wojaży. Barentsburg jest lichy. Lecz może właśnie dlatego interesujący.

Jak w każdym mieście: szkoła i szpital


Coś w rodzaju centrum kulturalnego Barentsburga. Uwagę zwraca charakterystyczne malowidło. / Fot. U.A.MarczewskaPo osadzie oprowadza nas rosyjski przewodnik: Stanisław. Płynną, choć nieco przesadnie staranną angielszczyzną opowiada nam o miejscu, do którego przybyliśmy. Szybko zwracam uwagę na jedną rzecz: wśród zniszczonych domów i pozostałości socjalizmu ten człowiek stara się nam pokazać, że jednak jesteśmy w mieście, które jest na swój sposób ciekawe.

Szybko dowiadujemy się podstawowych kwestii: prawie wszystko należy tu do rosyjskiej firmy Arcticugol Trust. Kopalnia, przed laty skupiająca wokół siebie życie osady, od dawna już nie działa. Szkoła w Barentsburgu. Dziś ma ona tylko trzech uczniów. Pozostała piątka dzieci uczęszcza do prowadzonego w tym samym budynku przedszkola. / Fot. U.A.MarczewskaObecnie trwają jednak prace mające na celu przywrócenie jej do pełnienia zamierzonej roli. Mieszkańcy Barentsburga to zatem ci, którzy pracują przy nieczynnej kopalni, a także ich żony i dzieci. To przeważnie ludzie z Rosji i Ukrainy, przyjeżdżają tu, by zarobić więcej pieniędzy.

Jeden z większych budynków osady to szkoła. Obecnie ma ona tylko trzech uczniów, zaś działające przy niej przedszkole zajmuje się piątką dzieci. Przewodnik zapewnia nas o wysokim standardzie placówki. Staramy się zatem nie robić niewyraźnych min na widok zakrytych folią okien. Inna budowla to miejsce pracy części tutejszych kobiet, które zajmują się produkcją tekstyliów.

Szpital w Barentsburgu. / Fot. U.A.MarczewskaJest tu też szpital: dość pokaźny jak na tak niewielką osadę budynek. Stanisław opowiada, że pracuje w nim tylko dwóch lekarzy: chirurg i dentysta. W przypadku konieczności wizyty u innego lekarza, pacjenci przewożeni są do Rosji, zaś w nagłych wypadkach, wymagających natychmiastowej interwencji medycznej, wysyła się ich do szpitali norweskich.

W pędzie zwiedzania


Czasu na samodzielne zwiedzanie mamy niewiele, jest go mniej niż godzina. Miasteczko zdaje się być wymarłe. Maleńka cerkiew upamiętniająca ofiary katastrofy lotniczej na Svalbardziej. / Fot. U.A.MarczewskaW sobotnie popołudnie mijamy dosłownie kilkoro ludzi, rozmawiających ze sobą po rosyjsku. Nie widzimy nigdzie otwartych sklepów. Może to dobrze - i tak nic byśmy nie kupili. Według słów Stanisława, w Barentsburgu obowiązują elektroniczne ruble, obsługiwane przy pomocy specjalnej karty. Wyjątkiem są poczta, skromny sklepik z pamiątkami oraz bar. Pijemy w nim rosyjskie piwo, kierując się zasadą próbowania miejscowej kuchni. Na więcej nie mamy już czasu, kupujemy jeszcze tylko pocztówki i udajemy się na pośpieszną przechadzkę wśród upadających budynków. Robimy sobie zdjęcie pod postumentem z popiersiem Lenina, fotografujemy kapliczkę upamiętniającą rosyjską katastrofę lotniczą na Svalbardzie. Zgodnie z tym, co usłyszeliśmy od naszego przewodnika, maleńka cerkiew nie jest czynnym ośrodkiem życia religijnego. Popiersie Lenina. / Fot. U.A.MarczewskaW osadzie nie ma księdza, zaś kapłan, który przybywa tu raz na jakiś czas, odprawia nabożeństwa w innym miejscu.

Przyjechać tu na dłużej


Stanisław żartuje, że gdybyśmy chcieli zostać na dłużej w Barentsburgu, to nie ma z tym wielkiego problemu. Osada posiada hotel, który o tej porze roku świeci pustkami. Poza tym zawsze można zatrudnić się w kopalni: jeśli rosyjska firma nas przyjmie, możemy podpisać dwuletnie kontrakty. Dostaniemy nawet karty obsługujące elektroniczne ruble, a dzięki specjalnym nadajnikom nasze telefony komórkowe będą odbierać sygnał rosyjskiej sieci komórkowej.

Mimo zachęty na statek wracamy punktualnie. Chętnie odwiedzę jeszcze kiedyś tę na wpół opuszczoną, rosyjską osadę. Przygnębiający klimat, rozpadające się budynki i socjalistyczne malowidła nie zachęcą mnie do osiedlenia się tutaj. Ale warto było przyjechać i zobaczyć na własne oczy, że miejsca takie jak Barentsburg to nie tylko przeszłość strasząca ze starych fotografii. To istniejące do dziś widma, wśród których toczy się realne życie.

Zobacz także:

Urszula Agata Marczewska OFFline profil autora

Autor: Urszula Agata Marczewska

Napisz do autora

Artykuły (207) Galerie (21) Średnia ocen (4.73)

Wiek: 29 | Miejscowość: Zurych | Kraj: Szwajcaria

O mnie: Mól książkowy o zmiennym kolorze włosów.

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 5

Sortuj komentarze:

Joanna Kucharska 11.08.2008 22:58

Ocena: Ocena pozytywna 38 Ocena negatywna 26

ciekawe miejsce:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomasz Mazur 11.08.2008 18:55

Ocena: Ocena pozytywna 22 Ocena negatywna 25

Ładnie opowiedziałaś :)

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Benedykt Kowalski 11.08.2008 17:02

Ocena: Ocena pozytywna 27 Ocena negatywna 39

szyć tekstylia;-)... kuszące;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszula Agata Marczewska 11.08.2008 14:54

Ocena: Ocena pozytywna 38 Ocena negatywna 31

No i musisz być gotowy na pracę górnika. Albo ożenić się z górniczką i szyć tekstylia :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Benedykt Kowalski 11.08.2008 14:53

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 49

i po co jechać do Irlandii;-) jak można mieć pracę od reki;-) tylko klimat....

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.