"Lufa" z... gumą do żucia
Każdy barman ma swoje sprawdzone i wypracowane przez lata sposoby na zrobienie w konia własnego szefa, klienta, a najlepiej... obu naraz.

- Jeden z najgorszych, ale niestety najpopularniejszych, to oszukiwanie klientów na ilości nalewanego alkoholu, np. do drinków - mówi menedżer łódzkiej dyskoteki. - Jeśli klient zorientuje się, że został oszukany, to razem z nim stracę co najmniej kilkunastu innych, czyli jego znajomych i przyjaciół. Na dodatek w miasto pójdzie fama, że oszukujemy. A na zaoszczędzonym w ten sposób alkoholu barman zarobi niezłą kasę.
W mniejszych lokalach popularną "lufę" leje się na oko, ale w lepszych barmani muszą posługiwać się metalowymi miarkami, często mieszając składniki drinka na oczach klienta. Ale i na to jest sposób.
- Bierzesz miarkę, gumę do żucia i monetę albo żeton, np. taki do wózka z zakupami w supermarkecie - mówi barman cwaniak.
- Na dno miarki przyklejasz gumę, potem monetę lub żeton i lejesz wódkę. Klient widzi, że dostał pełną miarkę i jest zadowolony. Ty też, bo w tej "pełnej" tak naprawdę jest 30, a nie 40 g. Czysty zysk. Na jednej butelce wódki można zarobić w ten sposób około 20 zł.
Pomysłowi barmani... piłują ranty miarki, dzięki czemu również zmienia się jej objętość.
Łatwo oszukać można także na nalewaniu piwa. Poziom złocistego trunku bardzo często jest niższy od podziałki namalowanej na szklance. Zaoszczędzony trunek to zysk dla barmana. Na każdym 50-litrowym kegu (beczce) zarobi nawet 100 zł!
Żeby zapobiec tego typu praktykom, w największych lokalach montowane są elektroniczne dozowniki oraz specjalne liczniki sprzedanych litrów piwa, np. EscoBar. Takie urządzenie nie tylko sumuje liczbę litrów, ale i rejestruje czas nalewania. Dzięki temu można sprawdzić, ile piwa poszło np. na popołudniowej zmianie. To ułatwia kontrolę pracowników.
Więcej na ten temat
czytaj dziś w
Expressie Ilustrowanym