Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19037 miejsce

Barmańskie sztuczki, czyli złodziejskie triki w lokalach

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2008-03-28 07:48

Trudno byłoby chyba znaleźć w Łodzi pub, klub czy dyskotekę, gdzie nie pracowałby barman kombinator. Spryciarz, który dzięki wymyślnym sztuczkom podczas jednego wieczoru potrafi dorobić na lewo nawet kilkaset złotych. I nie są to bynajmniej pieniądze z napiwków.

"Lufa" z... gumą do żucia


Każdy barman ma swoje sprawdzone i wypracowane przez lata sposoby na zrobienie w konia własnego szefa, klienta, a najlepiej... obu naraz.

 / Fot. Fot. Agata Komorowska- Jeden z najgorszych, ale niestety najpopularniejszych, to oszukiwanie klientów na ilości nalewanego alkoholu, np. do drinków - mówi menedżer łódzkiej dyskoteki. - Jeśli klient zorientuje się, że został oszukany, to razem z nim stracę co najmniej kilkunastu innych, czyli jego znajomych i przyjaciół. Na dodatek w miasto pójdzie fama, że oszukujemy. A na zaoszczędzonym w ten sposób alkoholu barman zarobi niezłą kasę.

W mniejszych lokalach popularną "lufę" leje się na oko, ale w lepszych barmani muszą posługiwać się metalowymi miarkami, często mieszając składniki drinka na oczach klienta. Ale i na to jest sposób.

- Bierzesz miarkę, gumę do żucia i monetę albo żeton, np. taki do wózka z zakupami w supermarkecie - mówi barman cwaniak.

- Na dno miarki przyklejasz gumę, potem monetę lub żeton i lejesz wódkę. Klient widzi, że dostał pełną miarkę i jest zadowolony. Ty też, bo w tej "pełnej" tak naprawdę jest 30, a nie 40 g. Czysty zysk. Na jednej butelce wódki można zarobić w ten sposób około 20 zł.

Pomysłowi barmani... piłują ranty miarki, dzięki czemu również zmienia się jej objętość.

Łatwo oszukać można także na nalewaniu piwa. Poziom złocistego trunku bardzo często jest niższy od podziałki namalowanej na szklance. Zaoszczędzony trunek to zysk dla barmana. Na każdym 50-litrowym kegu (beczce) zarobi nawet 100 zł!

Żeby zapobiec tego typu praktykom, w największych lokalach montowane są elektroniczne dozowniki oraz specjalne liczniki sprzedanych litrów piwa, np. EscoBar. Takie urządzenie nie tylko sumuje liczbę litrów, ale i rejestruje czas nalewania. Dzięki temu można sprawdzić, ile piwa poszło np. na popołudniowej zmianie. To ułatwia kontrolę pracowników.

Więcej na ten temat
czytaj dziś w Expressie Ilustrowanym

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jeremy
  • Jeremy
  • 17.08.2012 21:00

Ten wasz "barman cwaniak" to nie żaden barman tylko "polewacz" i to w dodatku złodziej. Dorwaliście jednego i mażecie po wszystkich. Poza tym numer z gumą? Na to się ludzie nabierali 15 lat temu, a nie dzisiaj. Na koniec kontrargumentacji powiem, że jeśli ten wasz "polewacz" robi na boku 100zł od kega to mu serdecznie gratuluję, jest chyba największym złodziejem, jakiego mogliście do tego artykułu wetknąć.

Mam wrażenie że ten artykuł to jakiś rodzaj zemsty na kimś, gdyż od samego początku ma jakiś negatywny charakter. Redaktor poszedł do jakiejś mordowni i się nie nawalił (bo zabrakło pensji?)? czy o co chodzi? W normalnych klubach nie pracują polewacze, tylko przeszkoleni w zawodzie profesjonaliści.

Nie mówię tym samym że na wyższym szczeblu nie ma złodziejstwa, oczywiście że jest - jednak nie są to takie numery o których tu mowa. Bo to co opisujecie ma miejsce w nastolatkowych sobotnich gniazdach.
Myślę że ugodziliście bezpodstawnie dumę nie jednego szanującego się barmana, który te bzdury przeczytał, lub będzie je czytał.

Przestańcie mylić "polewaczy" z barmanami!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.