Facebook Google+ Twitter

Bartosz Opania: "Dużo z siebie daję"

Tuż po zakończonym spektaklu "Pod niemieckimi łóżkami" w Cieszynie, Pan Bartosz Opania dał namówić się na rozmowę o kinie, filmie i teatrze.

W Cieszynie, po zakończonym spektaklu Po pierwszej części "Wkręconych" przyszedł czas na część drugą, której raptem kilka dni temu odbyła się premiera. Jak Pan myśli, w czym tkwi sukces tej produkcji?

- Nie mam pojęcia. Myślę, że jest to jakby rozpędzona historia i pierwsza część zrobiła wejście na drugą. Natomiast, jeśli chodzi o sukces, ja nie znam się na tym i trudno mi wypowiadać się, co tak naprawdę podoba się ludziom. Wiem, co mi się podoba i w miarę możliwości staram się to robić.

Wiem, że pojawił się Pan na uroczystej premierze. Spotkałam się z różnymi opiniami na ten temat. Jak to jest w Pana przypadku, czy lubi Pan oglądać siebie na ekranie?

- Niespecjalnie. To zawsze się mija z wyobrażeniem na ten temat, co się zrobiło. Czasami jestem zaskoczony na tak. Po części mi szkoda tych scen, które wypadły, do których byłem przywiązany i pracowałem nad nimi kilka nocy, a bezlitosne nożyczki montażysty je wycięły. Wtedy jest mi szkoda. Dosyć dużo z siebie daję i nie jest mi to obojętne.

Pojawia się Pan jako Fikoł, jedna z głównych ról w filmie. Co najbardziej podoba się Panu w tej postaci?

- Ta postać jest kompletnie różna ode mnie, pod każdym względem. To najbardziej mi się podoba, bo to jest zawsze zabawne. Oprócz tego, że jest różna ode mnie, jest też to postać jednocześnie wyposażona w umiejętność przepoczwarzania w różnych innych ludzi. Z tej cechy Fikoł nie bardzo zdaje sobie sprawę, ale to tak mu po prostu wychodzi.

W jednym z wywiadów z Panem czytałam, że aby zdecydował się Pan na przyjęcie roli, musi Pana w niej coś zaciekawić. Co w takim razie zwróciło Pana uwagę w roli Fikoła w "Wkręconych" Piotra Wereśniaka?

- Właśnie to, o czym już wspomniałem, że jest to zupełnie inna osobowość niż moja. Nie jestem pewny, czy zaciekawiła mnie sama rola, mam wrażenie, że zaciekawił mnie w największej mierze pomysł na scenariusz pierwszej części, szczególnie scen męskich i możliwości improwizacji podczas ich grania. Wymogi producenckie pewnie były takie, żeby to był film też trochę romantyczny. W związku z tym tam moim zdaniem trochę na siłę był wciśnięty wątek męsko-damskich przygód, ale tak naprawdę był to fajny film o przyjaźni i to było walorem tego filmu.

Obecnie można Pana zobaczyć jak w Teatrze tak i na małym i dużym ekranie, gdyby miał Pan wskazać, gdzie czuje się pewniej, najlepiej, na co by padło?

- To są zupełnie różne dziedziny. Kiedyś bezwzględnie film, czy Teatr Telewizji, który jest jeszcze innym środkiem wyrazu, bo to coś takiego pomiędzy Teatrem, a filmem, więc też środki ekspresji są inne. Na pewno nie serial, bo serial też jest innym środkiem wyrazu i też nie gra się do końca tak jak w Teatrze, czy filmie. Najbardziej pociągające jest coś, jeżeli czuje się, że jest to fajne. Może być nawet reklama. Cokolwiek, byleby człowiek widział i czuł, że chociaż odrobinę się rozwija.

Która rola wymaga większego skupienia i pracy, Teatralna, czy w Teatrze Telewizji?

- W Teatrze Telewizji praca nad rolą jest porównywalna. Z tym, że środki wyrazu są czasami łatwiejsze, ponieważ kamera jest w stanie więcej pokazać, w związku z tym rola, która może być świetna w Teatrze niekoniecznie będzie świetna, jeżeli ją przenieść do Telewizji i odwrotnie.

W jakich nowych produkcjach, ewentualnie spektaklach będzie Pana można zobaczyć w najbliższym czasie?

- Z Bartkiem Kasprzykowskim planujemy napisać sztukę, wydaje mi się śmieszną, o dalszych planach wolałbym nie mówić, bo zawsze nie wypalają wtedy i jest to takim gadaniem na próżno.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.