Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29090 miejsce

Barwy i przestrzenie

Otaczający nas świat odbieramy przy pomocy zaledwie kilku zmysłów. Wydaje się nam, że właśnie taki jest prawdziwy i jedyny ale nic bardziej mylnego. Chciałbym tu skupić się tylko na jednym elemencie tego odbioru i to dość specyficznym...

In other words / Fot. Tomasz Kast... na zależnej od typu aktualnie zajmowanej przestrzeni różnicy postrzegania barw.

Izaak Newton zajmując się fizyką światła białego opisał je jako sumę barw "tęczy". W opozycji do wywodów genialnego matematyka w liczącej już ponad 200 lat "Teorii kolorów" J.Wolfgang Goethe zajął się zupełnie innym aspektem, a mianowicie ich wpływem na emocjonalną sferę człowieka. W moim artykule oba te stanowiska stały się pretekstem do prowadzenia dalszych rozważań.

Wyobraźmy sobie punkt, który jest przejściem łączącym wiele przestrzeni. W dodatku takim, który umożliwia swobodne poruszanie się między nimi. Barwy przynależne różnym poziomom muszą być rzecz jasna "widziane" w odmienny sposób. Nie zmienia to faktu, że ich atrybuty, takie jak możliwe do wyrażania poprzez nie emocje, wszelakie asocjacje i synestezje, oddziaływania symboliczne, optyczne, a nawet doznania sensoryczne pozostają bez zmian.

W naszej euklidesowskiej metryce portal ten jest tylko "odniesieniem" umożliwiającym swobodne przechodzenie pomiędzy stanami umysłu czy przestrzeniami jedno lub wielowymiarowymi. Taki sposób pojmowania niesie za sobą szczególnego rodzaju implikacje. Posługując się analogią na przykładzie widzenia barwnego rzecz można w wielkim skrócie wyjaśnić następująco:

- w przestrzeni trójwymiarowej światło białe jest niejednorodne. Składa się z szeregu fal widzialnych w zakresie od 380 do 780 nanometrów, od czerwieni po fiolet. Obszar ten ma charakter linearny stanowiący pewnego rodzaju continuum.

- w przestrzeni moebiusowskiej (jednowymiarowej) zachodzi zjawisko skręcenia tego continuum na kształt wstęgi, której oba końce się stykają. Dla obserwatora tej przestrzeni – i w tym konkretnym obszarze dominować będą więc barwy graniczne czyli wszystkie możliwe odcienie czerwieni i fioletów.

- w przestrzeni geometrycznej czwartego rzędu (ta w stosunku do naszej jest zwinięta) światło białe staje się jednorodne. Obszar „widzenia” mieści się więc pomiędzy bielą, a czernią czyli brakiem światła. To świat monochromatyczny. W matematyce opisywany jest za pomocą równań tensorowych wyrażających n-przestrzenie.
Na marginesie dodam, że z ich pomocą można wyjaśnić wiele paradoksów jak choćby ten dotyczący "kwadratury koła".

Czy to przypadek czy też genialna intuicja sprawiły, że "niemożliwe struktury" Eschera wykonane są właśnie w tej konwencji?

Z pozycji obserwatora płaszczyzny dwuwymiarowej nie sposób dostrzec obiektu trójwymiarowego lecz tylko ten jego fragment, który do niej przylega - prostopadłościan staje się de facto prostokątem. Dopiero po rozłożeniu (na płaszczyźnie) widać go w postaci znanej nam z geometrii siatki.

I analogicznie - z naszego punktu widzenia nie możemy dostrzec form przynależnych przestrzeni czterowymiarowej poza ich cząstkami. Opisał to Lewis Carrol (matematyk z profesji) w powieści "Alicja w krainie czarów". Pojawia się tam kot, który znika pozostawiając "uśmiech". Podobnie ujął to Salvador Dali malując "Chrystusa św. Jana od krzyża". Chrystus znajduje się w naszej przestrzeni zaś krzyż jest rozłożonym prostopadłościanem z przestrzeni geometrycznej wyższego rzędu.

W ten sposób można tworzyć wiele rzeczywistości (w odniesieniu do dowolnych struktur metryki przestrzeni) acz przypisanych jednemu punktowi odniesienia. To „obserwator” kreując je pozwala, by zaczęły funkcjonować jako niezależne od siebie samodzielne byty. To sensu largo świat różnorakich doznań oraz barwnych interakcji istniejących niejako "pomiędzy".

Konkludując:

1. Przestrzeń jednowymiarowa to klaustrofobiczna, zamknięta płaszczyzna o wielu delikatnych, walorowych odcieniach bardzo wąskiego przedziału barw. Ich rodzaj zależny jest od promienia przypisanego jej okręgu. W zależności od miejsca położenia znajdziemy się zawsze w świecie dwubarwnym: purpurowo błękitnym, zielono żółtym….

2.Dwuwymiarową zaś możemy odnieść do widoku czegoś na kształt mondrianowskich, ostrych barwnych podziałów. Jeśli zaś zanurzymy ją w przestrzeni trójwymiarowej - przybierze kształt torusa z subtelnymi tonalnymi przejściami i pełnej gamie kolorów.

3.Przebywanie w przestrzeni czwartego rzędu pewnie przyprawi nas o zawrót głowy, o coś w rodzaju agorafobii. To migotliwy świat, w którym dominująca biel i czerń wyznacza kształty uciekające możliwości definiowania.

Przekładając wyobrażenia te na dwuwymiarową przestrzeń malarską z pełną swobodą możemy kreować dowolne barwne „światy” wszak pod warunkiem zachowania ograniczeń wynikających z fizycznych właściwości światła. Sprzeczności są pozorne i nie muszą się wykluczać. Przeciwnie, mimo ograniczeń łączą się w spójną całość i dopełniają.

Myślą przecież możemy przenieść się do odległych galaktyk czy hiperprzestrzenni z prędkością praktycznie dowolną, a jednocześnie ograniczoną do 100 m/s czyli tyle, ile wynosi prędkość impulsu nerwowego. Zamknięty kalotą mózg sam w sobie stanowi przestrzeń immanentną i jednocześnie transcendentną. Wyobraźnia, myśl czy "psyche" obdarzone są możliwością pokonywania wszelkich barier, kreowania dowolnych światów, nadawania im nowych znaczeń, transmutowania emocji wyrażanych barwami.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 03.01.2013 08:54

Interesujące, choć bliższe by mi było roztrząsanie kwestii samej relatywności barw.
Ale chyba lepiej trzymać się prośby/polecenia znajomego -;))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Art, "fizyczczny", bez .... nie razbierjosz, bez wikipedii, rzecz jasna.
St. Lem bawił się takimi zagadnieniami, a i Star Trek.
Ośmielę się przypuszczać, iż my, rodzaj ludzki, ;) nie jesteśmy w stanie dotrzeć do jakiejś dymensji , nie widzimy i nie czujemy pola innej przestrzeni. Dlatego wg mnie słusznie autor pisze w komentarzu
"Nie sposób więc opisywać relacji człowiek- świat-barwa- przestrzenie bez odniesień do fizyki i "psyche" jednocześnie."

PS. Szkoda, że fizyka jest "niemodna".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam ale muszę dodać "wtręta".

1. Cytata z Nicoli Morgan jest pięknie w poetycki podaną sumą wrażliwości na barwny świat ze wszystkimi jego atrybutami. Nie pisałem o tym, bo "emocjonalne oddziaływania barwne" wymagają szczególnego, zupełnie oddzielnego i bardzo precyzyjnego wywodu. Tego zaś chciałem oszczędzić ewentualnym czytelnikom.

2. Skoro światło (widzialne) ma budowę korpuskularną i jednocześnie falową zasadne stało się pytanie jak obserwator rodem z trójwymiaru będzie je postrzegać w innych wymiarach. I tu jest zagwozdka, którą starałem się rozwiązać. Hiperprzestrzenie są konstruktami teoretycznymi ,"na papierze" choć część fizyków skłania się do twierdzenia, iż są równie realne jak nasz świat.

3. Materia jest sprężoną energią i jednocześnie nośnikiem informacji. Ciało ludzkie to też system informacyjny, który wchodzi w interakcje z otoczeniem. Staje się tym samym również rodzajem energii. Nie sposób więc opisywać relacji człowiek- świat-barwa- przestrzenie bez odniesień do fizyki i "psyche" jednocześnie.

4. Podziękowania wielkie czytelnikom za brak chęci oplucia mnie już na wstępie. Mój znajomy po przeczytaniu (trochę większej objętościowo) innej mojej pracy w temacie j.w. powiedział: "zluzuj majty".
I tego będę się trzymać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chylę czoła Autorze! - rozważania "tylko dla orłów", ale i ja pokuszę się o komentarz :-)
Myślę, że to osobowość jednostki decyduje o tym, jak jest przez nią odbierany nasycony barwami świat.
Czas, rodzaj i skala emocji, wrażliwość, mają zasadniczy wpływ na postrzeganie otaczającej rzeczywistości.
Wrócę do artu! - zaintrygował mnie temat.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten krótki komentarz Pani Jadwigi uzmysłowił mi, dlaczego patrząc na jakiś obraz, każdy z nas widząc to samo, widzi nie koniecznie to samo...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Aleksandrze!
Rzecz dla ludzi będących z fizyką za pan brat; ale nie od rzeczy będzie, jeśli na temat postrzegania świata w kolorze wspomnę o zjawisku synestezji.
Oto, co czytam na okładce niewielkiej ksiażeczki dla młodzieży Nicoli Morgan "Poniedziałki są czerwone"
(wyd.Amber Wydanie I Warszawa 2003. przkład Agata Kowalczyk):

"Poniedziałki są czerwone. Smutek ma pusty, błękitny zapach. A muzyka może smakować czymkolwiek, od musu bananowego po siki nietoperza. Własnie to musze wam wyjaśnić, począwszy od dnia, kiedy wszystko sie zaczęło - od dnia, kiedy obudziłem się w szpitalnym łóżku z kalejdoskopem w głowie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.