Facebook Google+ Twitter

Baśń dla dorosłych. Recenzja "Dziewczyny w czerwonej pelerynie"

Nowy film reżyserki "Zmierzchu” możemy w Polsce oglądać od początku tegorocznych wakacji. Jest on kolejnym przykładem na to, że miłość może skomplikować każdą, nawet najprostszą, bajkę.

Kolejny ambitny zamysł przełożenia baśni na język filmowy, nie zdaje się już zaskakiwać. Nastała bowiem niepisana moda na ekranizowanie niemal każdej powieści, biografii, gry komputerowej – dlaczego więc nie bajki dla dzieci? Wystarczy dodać jej nieco więcej dramatyzmu, pozwolić bohaterom dorosnąć i, obowiązkowo, wepchnąć ich w sam środek miłosnej przepychanki – najlepiej między trojgiem bohaterów.

Taki, wydaje się, był pomysł Catherine Hardwicke. Postanowiła ona przerobić wszystkim znanego „Czerwonego Kapturka” na dramatyczną historię dla starszych widzów, zachowując niemal wszystkie cechy charakterystyczne baśni. Blondwłosa Valerie (Amanda Seyfried), wyróżniająca się nie tylko eteryczną urodą, ale także podarowaną od babci, jaskrawoczerwoną peleryną, od urodzenia mieszka w otoczonej tajemniczym borem wiosce. Jej dziecięcym zabawom, a później młodzieńczym spacerom, towarzyszy przystojny drwal, Peter (Shiloh Fernandez), do którego oczywiście pała odwzajemnionym uczuciem. Idylliczne spotkania przerywa jednak nie tylko smutna dla obojga wiadomość o tym, że Valerie ma wyjść za majętnego syna kowala, Henry’ego (Max Irons), ale także powrót okrutnego wilkołaka. Mimo zawartej z osadą umowy, potwór powraca w znamiennym czasie „czerwonego księżyca”, pustosząc wioskę i siejąc w niej przerażenie. Na ratunek wiosce przybywa ojciec Salomon (Gary Oldman), pogromca demonów, który odkrywa przed mieszkańcami straszną prawdę: wilkołakiem nie jest zwierze, ale ktoś z ich sąsiedztwa.

Choć opowieść braci Grimm zostaje przeniesiona do średniowiecznych realiów, Czerwony Kapturek nie jest już małą, niewinną dziewczynką, a drwal - bezinteresownym bohaterem, reżyserka wcale nie zamierza rezygnować z baśniowych realiów. Wioska, położona obowiązkowo za górami, za lasami, dopóki nie pojawia się w niej ucieleśniający wszelkie zło wilkołak, jest idylliczną krainą. Wszyscy są piękni i uroczy, a w skąpanym w jesiennym słońcu lesie, brakuje tylko migających tu i ówdzie elfów (bo białe króliczki już są). Niemniej bajkowa jest, położona z dala od zgiełku osady, chatka tajemniczej, aczkolwiek uosabiającej wszelką słodycz, babci. Dopiero gong, zapowiadający powrót potwora, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki powoduje, że drzewa porastają kolce, a niebo zsyła na osadę mroźną zimę (która bynajmniej nie wymaga od mieszkańców nałożenia cieplejszych kubraków).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.