Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19725 miejsce

Batalia o obowiązkowy język angielski

Reforma edukacji zakłada naukę języka obcego od pierwszej klasy. Ale według MEN językiem tym nie musi być angielski. Innego zdania są sygnatariusze listu otwartego do Donalda Tuska. Chcą, by angielski stał się obowiązkowy we wszystkich szkołach.

Podręczniki do języka angielskiego dla najmłodszych. Obecnie obowiązkowo uczy się z nich tylko 41 proc. uczniów podstawówek / Fot. Seweryn LipońskiSkuteczna nauka języków jest jednym z głównych celów reformy polskiej edukacji, o której pisaliśmy przed tygodniem. Absolwent szkoły średniej ma posługiwać się przynajmniej dwoma, albo nawet trzema językami obcymi. Może się jednak zdarzyć, że żadnym z nich nie będzie angielski. – A powinno się go uczyć jak najwcześniej i obowiązkowo – protestuje na łamach „Dziennika” Lech Wałęsa i podpisuje specjalny list do premiera, w którym wraz z wieloma innymi znanymi postaciami domaga się, by angielskiego uczono we wszystkich szkołach, już od pierwszej klasy podstawówki.

Autorytety chcą angielskiego


„Nauka języka angielskiego już od pierwszej klasy szkoły podstawowej to jedyna szansa na to, by dzieci w przyszłości stały się obywatelami, którzy tworzą Europę, a nie zaledwie ją doganiają. (...) Apelujemy o jak najszybsze przygotowanie planu, który wprowadzi obowiązkowy angielski od pierwszej klasy szkoły podstawowej aż po ostatni rok nauki w liceum” – możemy przeczytać w liście otwartym do premiera Donalda Tuska. Podpisali się pod nim znani politycy, naukowcy, a także ludzie ze świata sportu i kultury – w sumie 59 osób. Wśród sygnatariuszy są m.in. Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Kazimierz Marcinkiewicz, Wojciech Fibak, Andrzej Zaorski i Andrzej Sapkowski.

Co na to resort edukacji? Na razie brak oficjalnego oświadczenia, ale nie jest tajemnicą, że MEN nie zamierza zmieniać swoich planów. Przed tygodniem, w wywiadzie dla „Dziennika”, minister Katarzyna Hall odpierała argumenty, powołując się przy tym na europejskie zalecenia. – Unia Europejska od kilku lat wyraźnie twierdzi, by nie faworyzować jednego języka. Jeżeli są w Polsce takie regiony, w których mocno zakorzeniony jest na przykład język niemiecki i jego nauczanie jest zgodne z oczekiwaniami dyrektorów i rodziców, dlaczego mielibyśmy to zmieniać? – pytała retorycznie. Dodała, że i tak zdecydowana większość szkół w podstawówkach będzie uczyć angielskiego.

Anglistów brak


Według nieoficjalnych pogłosek, może jednak chodzić o coś zupełnie innego. W Polsce jest zbyt wielu nauczycieli niemieckiego, francuskiego itd. Uczynienie angielskiego obowiązkowym przedmiotem od pierwszej klasy oznaczałoby dla wielu z nich, w praktyce, utratę pracy. Przynajmniej dla tych uczących w podstawówkach. Nowa podstawa programowa zakłada bowiem, że drugiego języka obcego uczniowie zaczynają się uczyć dopiero w gimnazjum. Co więcej, szkoły – szczególnie te na wsi – narzekają na brak anglistów.

Jednym z sygnatariuszy listu do Donalda Tuska jest znany kompozytor Wojciech Kilar / Fot. Cezary P. / http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Wojciech_Kilar_2.jpg / licencja: GNU FreeBatalię o obowiązkowy angielski rozpoczął w minionym tygodniu „Dziennik”, publikując serię artykułów poświęconych przydatności tego języka we współczesnym świecie. Gazeta zamieściła m.in. wywiady z Agnieszką Holland i Normanem Davisem, w których rozmówcy zachęcali do nauki angielskiego już od najmłodszych lat.

Warto zauważyć, że w pierwotnej wersji projektu podstawy programowej mowa była o nauce języka angielskiego w szkole podstawowej. Katarzyna Hall twierdzi, że była to jedynie redaktorska pomyłka. W ostatecznej wersji nie ma ani słowa o angielskim, czytamy jedynie o obowiązkowej nauce dowolnego języka obcego nowożytnego.

Według danych GUS, tylko co trzeci Polak potrafi mówić po angielsku. Niepokojąco spada też odsetek uczniów szkół podstawowych objętych obowiązkową nauką tego języka – w roku 2006/07 było ich zaledwie 41 proc., czyli o kilkanaście punktów procentowych mniej, niż jeszcze trzy lata wcześniej (54 proc.).

Warto przeczytać:
MEN wycofuje się z obietnic, wywiad z Katarzyną Hall
59 postaci polityki, nauki i kultury apeluje do Tuska
Pełna treść listu i jego sygnatariusze

źródła: dziennik.pl, interia.pl; English Rules

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (34):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 26.07.2008 22:48

Motywacja przy nauce jezyka obcego to podstawowa rzecz.
Nauka języka obcego to ponad wszelką wątpliwość jest procesem polegającym na zapamiętywaniu przede wszystkim określonych słówek i zwrotów. Różne reguły gramatyczne i ortograficzne są pomocne, ale bez nich też można nauczyć się języka obcego. Różne są jednak formy zapamiętywania - jedni muszą wielokrotnie powtarzać ( w pamięci lub na głos) inni wolą słuchać jak inni mówią. Ale wszyscy muszą utrwalić w pamięci określonych zasób aby móc posługiwać się innym językiem. Małe dzieci też słuchają języka ojczystego, ojczystego jak się już nasłuchają to zaczynają mówić. Jeśli ktoś zatem mówi, że on nie uczy się języka obcego na pamięć to jest on w błędzie , gdyż proces rejestracji w pamięci u niego przebiega w inny sposób. Obojętnie zatem jaką metodą uczymy się języka obcego, to wszystkie metody prowadzą do jednego - do utrwalenia w korze mózgowej odpowiedniej bruzdy, gdzie jest zapisana odpowiednia ilość słówek czy zwrotów, lub reguł gramatyczno-ortograficznych. Ktoś kto ma słabą pamięc nie jest w stanie nauczyć się języka nawet ojczystego. Dlatego też, przypatrując się niektórym naszym krajanom, można stwierdzić, że po polsku oni niezbyt dobrze mówią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja bym się chciał uczyć słowackiego - w końcu mam tylko 30 km. do granicy. Jednak nie mam żadnej motywacji, bo się mogę spokojnie z nimi po polsku dogadać ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Barbaro, nie kryguj się, tylko napisz o swoich doświadczeniach :) Twoja sytuacja jest nietypowa, bo trafiłaś do kraju wielojęzycznego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W Szwajcarii chcoano również wprowadzić angielski jako pierwszy obc język już od ....przeczkola.
Niektóre kantony nawet wprowadziły.
Obrzyli się SZwajcarzy- Helweci. Jak to ? Szwajcar ze Szwajcarem będzie musiał komunikować po angielsku ?

W niemieckojęzycznch kantonach pierwszm językiem ma być francuski. a we francukicj niemiecki. W końcu i w początku to języki narodowe oficjalne, u r z ę d o w e.
Dzieje się jakoś tak, że francofoni kiepsko mówią po niemiecku, a germanofoni radzą sobie po francusku, lub włosku. Tak więc jakoś się porozumiewają.
W woojsku jednak chłopc są wymieszani. I muszą się zrozumieć.
Toteż frankofoni odbywają najczęsciej służbę w niemieckojęzycznej części kraju i na odwrót.
Po debacie jednakże uznano, że angielski jest obcym językiem. gdy niemiecki francuski lub włoski " obcymi" sensu stricte nie są. więc mają pierwszeństwo.

A co do metod.
Gdy się jest dzieckiem, inne, gdy młodzieża, dorosłym , młodym, itdalej. to metody inne.
Im człek młodszy tym szybciej się uczy ale i szybciej zapomina język. który zostaje niejako "zjedzony" przez następny lingwinistyczny wysiłek.
Mam trochę doświadczeń własnych, ale czy to warto nudzić

Tak czy owak dzieci dwu języczne , albo trzy, są bystre, mają wygimnastykowany umysł i nie mają pewnych, niektórych kompleksów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grażyna, Daniel wyraźnie źle ocenił skuteczność takich kursów.
Ja mogę powiedzieć to samo, bo też uczyłam się angielskiego w szkole i potem na kursie i to było o kant stołu potłuc.

I pamiętam taką historię. Obóz młodzieżowy - jakiś zagraniczny turysta rozbił namiot na naszym terenie. Wszyscy chcieli z nim porozmawiać, ale kiepsko to tym wszystkim szło. Wtedy podszedł chłopak i przeszedł swobodnie na angielski. Oooo, ile on się musiał uczyć? Ja się uczyłam 3 lata i daleko mi do niego. Ja 8 i też nie ma o czym mówić. Ile się uczyyyłeś? Rok. Oooo! (zbierając szczęki z podłoża) a gdzie? (myśląc - to musi być genialna szkoła, rodzice kupią nam tam lekcje ;) Sam się nauczyłem - stwierdził i sobie poszedł.

Twój przykład też dowodzi, że język musi być do czegoś potrzebny. To jest różnica między POWINIENEM (bo opłaci mi się to w przyszłym życiu zawodowym) a MUSZĘ (bo Ci ludzie obok właśnie mówią w tym języku, bo ten ciekawy film jest właśnie w tym języku). Powinienem to bardzo kiepska motywacja.

Szybciej języka nauczy się człowiek, który się osłucha, czy to na żywo, czy w telewizji, na czymś, co go naprawdę W TYM MOMENCIE interesuje, a potem widząc, czego mu brakuje (w znaczeniu, co jest mu potrzebne) uzupełni to sobie, niż człowiek uczony języka na lekcjach.

Swoją drogą jeśli chcesz, to możesz zapytać np. w Archibaldzie o ludzi awanturujących się podczas procesu rekrutacji "ależ mój syn jest już na wyższym poziomie, bo oni już doszli do present perfect continuous!". I co z tego, skoro umiejętności synka nie są wystarczające ani do zapytania o drogę, ani do porozmawiania o czymkolwiek, a jego zdolność rozumienia języka jest niższa niż w przypadku średniointeligentnego psa.

Obowiązkowe lekcje to kanał. Taki sam jak nieprzydatne wieloletnie lekcje rosyjskiego, czy równie nieprzydatne wieloletnie posyłanie dzieci na kursy językowe.
Lekcje miałyby sens, gdyby zostały przygotowane jako dodatek do czegoś, co dzieci zaciekawi.
Dlatego moim zdaniem filmy, czy wręcz kreskówki po angielsku mogłyby być puszczane z krótką lekcją powiązaną z tematem, puszczaną wcześniej. Ale normalne lekcje? Bez żartów.
I język przekazywany przez TV miałby szansę dotrzeć także do biednych dzieci, bo telewizor z publicznym programem nie jest aż takim luksusem jak nauczyciel angielskiego.
Tylko podstawą jest to, żeby dzieci tę wiedzę wchłonęły nawet nie zauważywszy, że to lekcja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

wkowanie slowek xD dobre, dobre:D slowka ktore pamietam i ktorymi sie posluguje to te z angielskich tekstow, ktore przeczytalam, lub te ktore na kursie sie czesto powtarzaly i w ogole przez okres mojej nauki czesto sie powtarzaly.
To, co wkujesz raz dwa zapominasz i nie ma na to rady - dlatego z jezykiem trzeba obcowac, a nie wkowac nie wiadomo co, po co i jak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wkuwanie słówek? A po co? Uczyłem się angielskiego w jednej szkole, w drugiej, na kursach. Dostałem jakieś tam podstawy, ale wypowiedzieć się w obcym języku nie umiałem, a i rozumieć niewiele rozumiałem. Ale komuna się skończyła i na polski rynek weszły telewizje kablowe z bogatą ofertą kanałów anglojęzycznych. Ktoś pamięta jeszcze Sky One, Sky Movies itp?

Zacząłem spędzać całe dnie przy telewizorze, oglądając filmy i programy w wersji oryginalnej, z angielskimi napisami. Po pewnym czasie się osłuchałem, zacząłem rozumieć coraz więcej. Jak czegoś nie złapałem, słownik w rękę i sprawdzałem, ale nic nie kułem na pamięć. Można powiedzieć, że mój angielski wyhodowałem między innymi na programach typu "Cops" :) Może dlatego mam specyficzne czasami słownictwo :)

W czasie inwazji na Kuwejt i pierwszej wojny w Zatoce na angielskim w liceum oglądaliśmy CNN. I to ja tłumaczyłem komentatora, bo profesorka od angielskiego niezbyt dobrze rozumiała amerykański akcent...

Potem nastał czas Internetu. Te 14 lat spędzone w sieci to kolejny skok jakościowy mojego angielskiego. Słownictwo z wszelakich dziedzin, bez wkuwania, zawitało w mojej głowie.

Nie mam żadnego oficjalnego certyfikatu, nawet FCE. Ale pracuję między innymi dla amerykańskiej kancelarii prawnej, gdzie 80% opinii piszę po angielsku. Moje teksty sprawdzane są przez proofreadera - i nie znajduje u mnie więcej błędów niz u innych osób - owszem też robię błędy, ale głównie dotyczą one braku lub nadmiaru "the" i "a" :)

I teraz najciekawsze - ja NIE ZNAM zasad angielskiej gramatyki :) Jeśli ktoś każe mi nazwać czasy, którymi się posługuję lub opisać zasady ich stosowania - nie dam rady. Ja po prostu mówię i pisze po angielsku, podobnie jak po polsku - bez skupiania się na tym jakiej formułki użyć i jak to nazwać. Pracuję z ludźmi, którzy mówią lepiej, mają większy zasób form gramatycznych itp. ale proporcje czasu jaki oni zainwestowali w naukę, wkuwanie, do tego, gdy ja "bawiłem" się przy TV czy Internecie są nieporównywalnie lepsze na moją korzyść. A i tak wygrywam z nimi w "dziwnym" słownictwie...

Jestem żywym przykładem na to, że języka można się nauczyć praktycznie, bez mozolnych kursów i rycia słów na pamięć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

hehe. właśnie wrróciłam ze spaceru, atu pod domem dwa autobsy estońskie w wielkim kłopocie. Mają mapę , maja gps. Ale, akurat rozkopano ulice i jest przejazd przez miejsce gdzie te autobusy sie nie zmieszcza. Deliberują, machaj rękami ale po niemiceku nikt nie może się dogadać. w tym zaułku nikt też po angielsku. Nieśmiało spytałam po rosyjsku czy może ktoś z nich po rosyjsku umie to pokaże im drogę na parking, a do hotelu skrót na piechotę.
Jakież było zdziwienie i uciecha. Dada. gawarim po ruski, kanieszno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Za Grażyną.

Ja optuję za chińskim. Filmy z chińskim lektorem, choć raz bądźmy w awangardzie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Iwona, teraz WSZYSTKIE filmy, zawsze, są z lektorem. Wielu ludzi to irytuje.
Jeśli ktoś chce mieć z napisami, to musi dodatkowo płacić (tego biedna wieś nie przekroczy) a i opcje płatne wyglądają bardzo smętnie.
Wystarczy, że w telewizji ogólnodostępnej wprowadzonoby chociaż część filmów z napisami, o sensownych porach (nie wtedy, kiedy dzieci są w szkole). Cały ranek i wczesne popołudnie należałyby do babć i dziadków niepodzielnie :) A w reszcie czasu po prostu filmy w wersjach oryginalnych wspomagane tylko napisami stanowiłyby zauważalny fragment propozycji. To już by wiele dało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.