Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18517 miejsce

"Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości" to film nierówny. Świetna warstwa wizualna i chaos scenariusza

"Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości" to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów. Został wyjątkowo negatywnie oceniony przez krytyków, a i wśród widzów spotkał się z mieszanymi opiniami.

 / Fot. www.batcave.com.plMało które filmy wywołują tyle zamieszania co adaptacje komiksów, zwłaszcza te należące do DC Comics. Wydawnictwo to jest odpowiedzialne za najbardziej kultowe i przełomowe serie komiksów i ich adaptacje w historii popkultury. W ciągu ostatnich lat realizują wyjątkowo trudne zadanie – nakręcenie wielkiej serii adaptacji komiksów superbohaterskich opartych na jednym, spójnym filmowym uniwersum. Zadanie skutecznie realizuje konkurencja w postaci Marvela - najpierw wyprodukowało filmy o Iron Manie, Kapitanie Ameryka, Hulku i Thorze, a następnie epicki cross over w postaci Avengers. DC ma jednak odmienne podejście.

Można wiecznie dywagować, która wytwórnia tworzy lepsze komiksy i filmy. Nie ulega jednak wątpliwości, że to bohaterowie DC cieszą się większą popularnością, konkretniej mówiąc Batman i Superman. Z tych właśnie powodów producenci wpadli na odważny pomysł –wyprodukowania cross over z tymi postaciami w roli głównej, który jednocześnie będzie wstępem do wielkiego, filmowego uniwersum.

Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości
jest bezpośrednim sequelem Człowieka ze Stali. Clark Kent (Henry Cavill) już od dwóch lat działa jako Superman. Jego istnienie i metody są jednak różnie odbierane przez ludzi. Zastanawiają się oni, czy swoją działalnością bardziej pomaga, czy szkodzi. Czy zawsze można na nim polegać? Czy pewnego dnia nie obróci się przeciwko ludzkości? Do sceptyków zaliczają się m.in. Bruce Wayne/Batman (Ben Affleck) i Lex Luthor (Jesse Eisenberg), którzy powoli wdrażają plan eliminacji Supermana.

Jaki filmowy Superman jest, każdy wie kto widział Człowieka ze Stali. Jedni odrzucili nowoczesny wizerunek bohatera, inni zaakceptowali. Jak w takim razie prezentuje się zupełnie nowy Batman grany przez Bena Afflecka? Kiedy ogłoszono wybór aktora, fani jednoznacznie wybuchli gniewem, obawiali się fatalnej kreacji niczym Deradevil z 2003 roku. Na szczęście okazało się zupełnie przeciwnie. To właściwy aktor na właściwym miejscu – jego wzrost, muskularna sylwetka , aparycja idealnie wpasowują się w postać. Aktor skutecznie przechodzi w czarującego playboya, nihilistę i wyrachowanego obrońcę miasta Gotham. Jest to zdecydowanie najbardziej zbliżony Batman do komiksowego pierwowzoru. Świetnie prezentuje się także Jeremy Irons jako jego służący, Alfred. To zupełnie inna postać niż ta zagrana przez Michaela Canea. Jest bardziej ponury, cyniczny i sarkastyczny. Po raz pierwszy na dużym ekranie zobaczymy Diane Prince aka Wonder Woman , graną przez Gal Gadot. Niestety jest jej niewiele na ekranie i jest ona wciśnięta do filmu jakby na siłę. Co nie zmienia faktu, że aktorka spisała się wyśmienicie, a po przemianie w Wonder Woman (w finale) robi ogromne wrażenie. Niestety zupełnie odwrotnie jest ze złoczyńcami. W filmie pojawiają się dwaj najwięksi komiksowi wrogowie Supermana – Lex Luthor i Doomsday. Ten pierwszy w niczym nie przypomina postaci znanej komiksów. Zamiast dojrzałego, opanowanego, niezwykle inteligentnego (łysego) geniusza zbrodni, otrzymujemy niepoczytalnego, zakompleksionego młodzieńca (z bujną czupryną) z manierą Jima Carreya. Doomsday pojawia się dopiero pod koniec, jego obecność nie jest szczególnie uzasadniona, a wyglądem zdecydowanie bardziej przypomina trolla z Władcy Pierścieni.

Wizualnie film prezentuje się bardzo dobrze – dużo dopracowanych, wyjątkowo stylowych kadrów, dobre efekty specjalne. Podobnie jest z warstwą dźwiękową – ponownie otrzymamy kilka bardzo klimatycznych utworów, skomponowanych przez Hansa Zimmera (o ile lubicie jego twórczość) i Junkle XL. Sceny akcji są emocjonujące i efektowne, zwłaszcza te z udziałem Batmana. Batman v Superman utrzymany jest w podobnym tonie co Człowiek ze Stali i trylogia o Mrocznym Rycerzu – dominuje mrok, powaga, klimatyczne filtry nałożone na obraz. Dla niektórych wada, dla mnie zaleta. Miła odmiana po kolorowych, pełnych humoru filmach Marvela.

Fani komiksów mogą zauważyć liczne nawiązania, szczególnie do The Dark Knight Returns Franka Millera. W obu przypadkach mamy wątki społeczno-polityczne. Świat jest podzielony na sympatyków i sceptyków superbohaterów. Często oglądamy relacje telewizyjne, wywiady, dyskusje między politykami. Sam Batman jest ukazany w podobny sposób, jako upadły bohater. Starzeje się, jest coraz bardziej zmęczony, zgorzkniały, traci kontrolę nad sobą, sięga po coraz bardziej drastyczne metody. Przynajmniej kilka scen jest wierną rekonstrukcją z kultowego komiksu. Są też oczywiście nawiązania do innych tytułów. Jest sekwencja snu mocno zainspirowana Injustice: Gods Among Us, trzeci akt filmu przypominający The Death of Superman, oraz cała masa krótkich scen, pojedynczych ujęć i dialogów nawiązujących do jeszcze innych komiksów.

Batman v Superman powstawał znacznie dłużej, niż produkcje konkurencji. Starano się stworzyć jak najlepszy film – poważniejszy, ambitniejszy, z rozmachem. Zamierzano jedną produkcją stworzyć wstęp do większego cross overa, jakim jest Liga Sprawiedliwości. Niestety ambicje przerosły twórców. Wymienione wyżej zalety nie są w stanie wybronić okropnego scenariusza. Film posiada podobne wady co Niesamowity Spider-Man 2 i Avengers 2: Czas Ultrona, zawiera zbyt wiele wątków i postaci. Co chwile przeskakujemy między różnymi historiami, które przez dłuższy czas w ogóle się nie przeplatają. Sceny są źle zmontowane, tempo nierówne, brakuje spójności. Efekt jest taki, że z czasem trudno w ogóle nadążyć za fabułą, czuje się chaos. Jest też cała masa dziur fabularnych, absurdów i nieścisłości. Starano się zbalansować wątki, ale przez to żaden nie jest dostatecznie rozwinięty. Bohaterowie ciągle działają, jednak nie wiadomo jakie są relacje między nimi oraz ich motywacje. Zdecydowanie najciekawszy jest wątek Batmana, ale niestety on równie powiela te błędy. Film trwa 2 i pół godziny, ale nadal ma się wrażenie pośpiechu. Najbardziej niezrozumiałe są wątki nawiązujące do Ligii Sprawiedliwości. Pojawiają się znikąd liczne postacie, które poznamy dopiero w przyszłości. W rezultacie Batman v Superman wygląda jak niedokończony, pocięty film. Część kluczowych scen dla rozwoju charakterologii postaci i fabuły przepadła, a przebieg niektórych wątków poznamy dopiero w późniejszych filmach.

Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości jest bardzo nierównym filmem. Posiada bardzo dobrą warstwę wizualną, obsadę (nie licząc Eisenberga) i sceny akcji, za to scenariuszowo jeden, wielki bajzel. Film pozbawiony ładu, składu i sensu. Może przypaść do gustu, jeżeli jesteście fanami DC, twórczości Nolana i Snydera, oraz macie dużą tolerancję dla błędów w scenariuszu. Ale nawet przy takim nastawieniu, będziecie nieraz czuli dezorientację i niedosyt. Niestety jest to przerost formy nad treścią. Pozostaje mieć nadzieję, że wersja rozszerzona wydana na Blu-Ray okaże się bardziej dopracowanym, logicznym i spójnym dziełem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Chaos? A może scenariuszowa mgławica i zapaść ogarnia kino za Atlantykiem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.