Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7714 miejsce

Batman: Zabójczy Żart. Zepsuty Żart (recenzja)

Miało być pięknie - ekranizacja kultowego komiksu, świetna obsada podkładająca głosy. Niestety, to nie wystarczyło na dobry film animowany.

 / Fot. uniwersumdccomics.com.plZabójczy Żart autorstwa Alana Moorea jest kamieniem milowym wśród komiksów. To m.in. on rozpoczął mroczną erę komiksów, udowodnił że mogą one posiadać głębszą treść, oraz ostatecznie zdefiniował Jokera jako doskonałe nemezis Batmana. Zabójczy Żart mocno wpłynął na status quo komiksów o Batmanie, stanowił inspirację do każdego filmu aktorskiego z udziałem Jokera (z Batmanem Tima Burtona na czele). Po prawie 30 latach fani doczekali się animowanej ekranizacji arcydzieła brytyjskiego pisarza.

Komiks koncentruje się na postaci Jokera, większość wydarzeń poznajemy z jego perspektywy. Odkrywamy jego tragiczną przeszłość, ideologię którą się kieruje, oraz jego relację z Batmanem. Alan Moore po raz pierwszy ukazał Batmana i Jokera jako swego rodzaju Ying i Yang – przeciwieństwa, które w specyficzny sposób przyciągają się i uzupełniają. Starcie między nimi ma tym razem inny charakter. To przede wszystkim walka dwóch ideologii - między ideą wyznającą nadzieję, rozsądek i porządek, oraz tą głoszącą chaos, szaleństwo i anarchię.

Głosom postaci użyczyli legendarny już Kevin Conroy w roli Batmana i Mark Hamill w roli Jokera. Aktorzy, których możemy kojarzyć z większości animacji i gier komputerowych o Batmanie (już od czasów Batman The Animated Series). Wykonują tutaj po raz kolejny kawał kapitalnej roboty – Conroy ze swoim ponurym, beznamiętnym głosem ponownie udowadnia jak powinien brzmieć Batman, natomiast fantastyczny Hamill cytujący wspaniałe dialogi z komiksu Moorea to już istna poezja.

Mamy ekranizację legendarnego komiksu i angaż równie legendarnych aktorów. Czy coś mogło pójść nie tak? Niestety i to bardzo. Zabójczy Żart mimo bogatej treści posiada jedynie 48 stron, co nie jest wystarczającym materiałem na pełnometrażowy film. Studio zamiast wyprodukować krótkometrażowy film, wolało wydłużyć metraż poprzez wprowadzenie zupełnie nowych wątków. Uznano, że ważną rolę w fabule pełniła Barbara Gordon (aka Batgirl), dlatego warto było rozwinąć jej postać. Pierwsza połowa seansu opiera się wyłącznie na wątkach wykreowanych na potrzebę filmu. Problem w tym, że w ogóle nie odnoszą się one do wątków z Zabójczego Żartu. Początkowo na pierwszym planie jest walka Batgirl z mafią, oraz relacja z jej mentorem, Batmanem. Fabuła w I akcie jest banalna, oklepana do bólu, nudna oraz absolutnie nijak nie wpływa na wątki znane z komiksu Alana Moorea. Jakby tego było mało więź między Batgirl i Batmanem daleko odbiega od tej z komiksów. Relacja uczennica-mentor przekształcona została w jakiś wymuszony, niesmaczny i ocierający się o patologię romans. Dialogi są sztampowe i sztuczne. Batman: Zabójczy Żart przez pierwsze 30 minut męczy i żenuje olbrzymią ilością banału, sztampy i tandety. Pierwsza i druga połowa filmu opowiadają dwie kompletnie różne historie, które nijak nie łączą się ze sobą. Druga połowa filmu to niemal całkowicie wierna adaptacja kultowego komiksu. Zostaje odtworzona prawie każda scena, kadr w kadr włącznie z dialogami. Podnosi to znacznie poziom scenariusza – historia w końcu budzi emocje, skłania do poważnych refleksji i portretuje fascynującą postać Jokera, oraz jego relację z Batmanem. Dokonano paru zmian– dodano trochę kiepskich dialogów, trochę usunięto, oraz rozwinięto sceny akcji.

Można pomyśleć, że skoro druga połowa filmu jest prawie w 100% wierną adaptacją wspaniałego komiksu to znaczy, że będzie prezentował on równie wysoki poziom. Niestety, poza beznadziejnymi nowymi wątkami film ma jeszcze inny poważny problem, żenująco kiepską animację. Batman: Zabójczy Żart jest być może najgorzej wyglądającym filmem w historii animowanych adaptacji komiksów DC. Podobnie jak poprzednie filmy, jest to produkcja tworzona z myślą o rynku DVD/Blu-Ray, dopiero z czasem postanowiono wpuścić go do kin. Budżet wynosił jedynie 3,5 mln dolarów (dla porównania, Zwierzogród kosztował 150 mln), ale nawet z takimi środkami można było dokonać dużo więcej. Batman: Zabójczy Żart nawet w porównaniu z innymi animowanymi adaptacjami komiksów DC wygląda kiepsko, a w porównaniu do wspaniałych ilustracji Briana Bollanda z pierwowzoru wygląda wręcz koszmarnie. Poziom animacji przypomina kiepskie kreskówki z lat 90 – brakuje tutaj jakichkolwiek detali, niewielka ilość klatek na sekundę (brakuje jakiejkolwiek płynności), efekty świetlne praktycznie nie istnieją, modele wygenerowane komputerowo (samochodu w scenach pościgu, woda, albo karuzela) wyglądają jak z gry sprzed 15 lat, kolory są zdecydowanie zbyt przyciemnione i jednolite. To aż niebywałe, aby animacja oparta na tak kultowym komiksie, która jako jedyna doczekała się premiery kinowej, wyglądała tak beznadziejnie. Zapomnijcie o wszelkich urokach z komiksu Moorea - o fotorealiźmie, dbałości o detale, efektownych przejściach między kadrami, intensywnej grze kolorami. Wszystko stało się szare, przyciemnione, uproszczone, pozbawione jakiegokolwiek stylu.

Batman: Zabójczy Żart wydawał się samograjem – wystarczyło stworzyć jedynie w 100% wierną, krótkometrażową ekranizację, bez jakichkolwiek poprawek (po co zmieniać coś, co jest doskonałe), a animację utrzymać przynajmniej na poziomie ostatnich filmów. Tak proste zadanie przerosło twórców. Jedyną zaletą jest znakomita obsada, co skłania do pewnej refleksji: film miałby więcej sensu, gdyby skompresowano go do zwykłego audiobooka, najlepiej dołączanego do zestawu razem z komiksem. Podczas seansu chciałem przeskoczyć od razu do drugiej połowy filmu, zasłonić sobie oczy i słuchać wspaniałych dialogów

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.