Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25764 miejsce

"Bękarty wojny", czyli Tarantino znów zachwyca

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-09-15 19:34

Obaj pochodzą z Tennessee i 11 września zaprezentowali polskim widzom kinematograficzną perełkę. Quentin Tarantino i porucznik Aldo Raine, choć nagród w Cannes zdobyli niewiele, podczas premiery zostali nagrodzeni gromkimi brawami.

Quentin Tarantino doskonale zdaje sobie sprawę, że ma już zapewnione miejsce w historii kina. Na pokazach filmów sygnowanych jego nazwiskiem zwykle jest komplet publiczności i nic nie wskazuje, aby taki stan rzeczy miał ulec zmianie w najbliższym czasie. W związku z tym, amerykański reżyser może sobie pozwalać nawet na najbardziej zuchwałe kinematograficzne eksperymenty. Właśnie takim filmem są "Bękarty wojny".

Podczas, kiedy zapoznajemy się z obsadą filmu czytając napisy początkowe, w tle leci muzyka rodem z westernu, ściślej z filmu "Alamo", który święcił triumfy w latach 60. ubiegłego stulecia. Jeszcze nic nie wskazuje na to, że niebawem reżyser rzuci nas na francuską prowincję, gdzie porucznik SS Hans Landa, zwany również Łowcą Żydów, będzie poszukiwał ukrywających się wrogów rasy aryjskiej. Z gospodarstwa, które wizytuje niemiecki oficer z życiem uchodzi tylko jedna Żydówka, nastoletnia Shoshanna, której niebawem nadarzy się okazja do zemsty na oprawcy swojej rodziny. Oczywiście dziewczyna nie omieszka skorzystać z takiej szansy…

Równolegle do wątku Shoshanny, reżyser zawiązuje historię oddziału żydowskich żołnierzy z USA, którzy zostają zrzuceni we Francji, aby siać postrach w szeregach nazistów. Porucznik Aldo Raine, grany przez Brada Pitta, żąda od każdego swojego podopiecznego stu skalpów wroga. Niebawem na niemiecką armię pada blady strach, a krwawe dokonania tytułowych Bękartów urastają do rangi legendy.

W tym miejscu należy zaznaczyć, że film ten nie ma nic wspólnego z produkcją historyczną. Sam Tarantino w jednym z wywiadów powiedział, że "To nie jest film historyczny. To jest film zajebisty!" Słowa reżysera doskonale oddają istotę obrazu. Przyjrzyjmy się zatem po kolei, co składa się na ową "zajebistość"?

Przede wszystkim, świetny scenariusz. Mimo że film trwa ponad 150 minut, nie dłuży się ani trochę, a widząc napisy końcowe, żałuje się, że to już koniec. Trudno jednak było spodziewać się czego innego, skoro Quentin pracował nad tym projektem już od ponad dekady. Historia jest poprowadzona w dość niekonwencjonalny sposób, a Tarantino jak zwykle nie obawia się uśmiercać postaci, które zaskarbiły sobie podczas seansu sympatię widza. Nawet jeśli akcja momentami zwalnia, wciągają błyskotliwe dialogi. Tutaj należy pochwalić, oprócz scenarzysty, także aktorów, którzy doskonale wpasowali się w wizję reżysera i świetnie radzą sobie zarówno we władaniu bronią, jak i językiem. Najlepszym przykładem jest Aldo Raine, który dzięki swojemu charakterystycznemu akcentowi raz za razem wywołuje salwy śmiechu, szczególnie kiedy próbuje rozmawiać po włosku. Wielu zarzucało Bradowi Pittowi sztuczną grę, jednak myślę, że Tarantino zamierzenie powierzył mu rolę niezbyt inteligentnego zabijaki, który zdecydowanie lepiej czuje się wycinając komuś na czole swastykę niż towarzysząc pięknej aktorce w kinie. Ponadto, Aldo "Apacz" Raine jest karykaturą stereotypowego Amerykanina, który ma mgliste pojęcie o świecie i najlepiej czuje się na swoim ranczo. W takim wypadku, Brad Pitt wypadł w swojej roli co najmniej przyzwoicie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.