Facebook Google+ Twitter

Bękarty wojny: wojna wedle Tarantino

Temat wojny najczęściej pojawia się w formie dramatu - żywot żołnierza na froncie, bądź jego rodziny to raczej nie jest materiał na komedię romantyczną. Wojna otwiera również pole do popisu dla miłośników kina gore. Wszak walczący byli nie tylko ludzcy, pełni dylematów moralnych. Często mundur nakładali zwyrodnialcy lubujący się w obrazach śmierci, hektolitrach krwi i poodcinanych częściach ciał.

 / Fot. PlakatOd wczoraj można oglądać w kinach wojnę oczami Quentina Tarantino. Amerykańskiego reżysera chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. "Pulp Fiction" (1994), "Kill Bill" (2003-2004), czy "Sin City" (2005), to jego najbardziej znane filmy. W 2007 roku na ekranach polskich kin pojawiła się dylogia, którą Tarantino nakręcił wspólnie z Robertem Rodriguezem pt. "Grindhouse" ("Grindhouse" i "Planet Terror"). "Bękarty Wojny", najnowszy film reżysera, nominowany został do Złotej Palmy w konkursie głównym tegorocznego festiwalu w Cannes.

Pierwszy obraz to znana już między innymi z "Kill Billa" tablica rozdziału i jego tytuł, skąd dowiadujemy się, iż jesteśmy "Dawno temu, w okupowanej przez nazistów Francji". Sielankowy obraz wsi - kobieta wiesza prześcieradło. Nagle rozlega się ryk silnika samochodu, w którym jedzie "Łowca Żydów", pułkownik Hans Landa (Christopher Waltz) ze swą hitlerowską świtą. Przyjechał pokazać, jak wspaniale Tarantino buduje napięcie. Jak zwykłą rozmową można złamać człowieka, który wyda na śmierć pięć innych osób.

Kolejny rozdział, nowi bohaterowie. Na placyku przed bunkrem stoi ośmiu żołnierzy. Wyprostowani, wpatrzeni w jeden punkt, na baczność. Przed nimi przechadza się swobodnym, żołnierskim krokiem sam porucznik Aldo Raine (Brad Pitt). Podczas seansu zastanawiałam się, czy można było znaleźć kogoś bardziej... amerykańskiego do tej roli. Nie można było. Nadęty, zarozumiały, arogancki, pewny siebie, żądny krwi nazistów. Skalpy, okrucieństwo, krew. Na oczach widzów powstał oddział "Bękartów", których zadaniem jest siać postrach wśród żołnierzy niemieckich. Z niezłym skutkiem, trzeba przyznać. Hitler szaleje ze złości, że nie udaje się rozbić małego oddziału Żydów, mordujących mu nazistów.

Tymczasem młody niemiecki żołnierz poznaje blondwłosą właścicielkę kina, która z całego serca nienawidzi Niemców. Żołnierz okazuje się być bohaterem wojennym, gwiazdą filmu o własnych wyczynach. Premiera filmu wyreżyserowanego przez Josepha Goebbelsa ma być wielkim wydarzeniem, które przyciągnie do małego kina w Paryżu samego Hitlera.

W filmie mało jest muzyki. "Dla Elizy" przeplatane gorącą hiszpańską gitarą - o takie smaczki zadbał Ennio Morricone. Warto posłuchać. Nie jestem pewna, czy samodzielnie, bez obrazu, poszczególne utwory będą równie czarujące.

Za co kochamy Quentina Tarantino? Za hektolitry krwi na ścianach? Za groteskowe postaci? Za cięte dialogi? Bardzo czarny humor? W tym filmie wielbiciele twórczości Amerykanina znajdą wszystko, czego oczekują. Ponieważ wojna to szaleństwo, Tarantino zaprezentował całą galerię ludzkich na nią reakcji. Nienawiść, strach, paranoja, odwaga, okrucieństwo, zemsta, rozpacz... I trudno nie zgodzić się z ostatnią sceną filmu, w której Brad Pitt, ryjąc nożem naziście swastykę na czole tak, żeby nawet po zdjęciu munduru dało się go zidentyfikować jako Niemca, mówi: "Chyba wyszło mi arcydzieło".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Brawo... przynajmniej ostatnią scenę zrozumiałaś. Cała reszta to pieprzenie na potęgę. Dlaczego opowiadasz czytelnikom fabułę filmu? PO CO?!
Grindhouse dzieli się na dwie części, ale nie są nią Grindhouse i Planet Terror, lecz Death Proof i Planet Terror. Grindhouse to gatunek bardzo popularny w latach 70', a te dwie produkcje to nic innego, jak hołd złożony wszystkim tandetnym filmom, z pięknymi kobietami, zombie i dużą ilością krwi w rolach głównych.
No z tym Hitlerem to przesadziłaś... Dowiadujemy się tego w 3/4 filmu. Początkowo przedsięwzięcie nie bierze go pod uwagę, a jego obecność nadaje jeszcze większego napięcia.
A Tarantino zrobił coś więcej, aniżeli zaprezentował całą gamę ludzkich uczuć. On ujął najbardziej szalony scenariusz, w najbardziej REALNY sposób. Koncepcja Hansa Landy, jako biurokraty? Zemsta młodej Żydówki i jej realizacja? Wszystko genialnie proste. Jeśli chodzi o uczucia, to proponuję pooglądać Listę Shindlera, albo jakieś inne gówno.
Przemiło, że rozumiesz przesłanie w ostatniej scenie. Szkoda, że nie potrafisz ogarnąć ogółu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Sin City" to przede wszystkim film Rodrigueza, Tarantin jest współreżyserm, na Twoim miejscu jako inny przykład twórczości Tarantino podałabym niezwykłe "Wściekłe psy" czy "Jackie Brown".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.