Facebook Google+ Twitter

"Beksińscy. Portret podwójny" - portret innych, choć zwyczajnych

„Magdalena Grzebałkowska napisała wielką, głęboką i brawurową książkę reporterską. Złoty kruszec znalazł świetnego wydobywcę”. Czy trzeba lepszej rekomendacji niż wystawiona autorce książki „Beksińscy. Portret podwójny” przez Mariusza Szczygła? Nakładem wydawnictwa Znak, niezwykła biografia ukazała się właśnie na rynku.

 / Fot. okładka książkiZdzisław Beksiński był znanym i kontrowersyjnym malarzem, jego syn - Tomasz, dziennikarzem muzycznym, związanym m. in. z radiową Trójką, gdzie prezentował swoje "wampiryczne" audycje muzyczne. Obaj byli "od zawsze" inni, nie pasowali do przeciętności, która ich otaczała, obu też połączyła tragiczna śmierć: Tomek popełnił samobójstwo w 1999 roku, Zdzisław został zamordowany w swoim mieszkaniu.

21 lutego mija 9 lat od tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego, 24 lutego przypadnie 85. rocznica jego urodzin, a 17 lutego 2014 roku ukazała się niezwykła biografia autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej pt. "Beksińscy. Portret podwójny”.

„To nie jest książka o znanym i modnym malarzu, który malował dziwne i straszne obrazy. To nie jest książka o jego mrocznym synu, który fascynował się śmiercią i tak długo próbował popełnić samobójstwo, aż mu się udało. Ani też książka o obsesjach, natręctwach, fobiach i artystycznych szałach. […]To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności – tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić.[…] można przeczytać na stronie wydawnictwa Znak.

„Ta książka nie powstała z fascynacji malarstwem Zdzisława Beksińskiego, nie byłam też fanką audycji radiowych Tomka Beksińskiego” - wyjaśniała genezę książki autorka, Magdalena Grzebałkowska, w [b]Polskim Radiu[/a].

Miała już na koncie biografię księdza Twardowskiego, gdy zaproponowano jej napisanie historii Beksińskich. I choć kolejną książkę zapowiadała dopiero na emeryturze, tę propozycję przyjęła natychmiast. Miała jednak świadomość, że jej wiedza o Beksińskich nie odstaje zbyt daleko od powielanych przez brukowce stereotypów: skandal, samobójstwo, morderstwo, fatum, obrazy, które prowokowały śmierć, muzyka, która zbliżała do samobójstwa... "Myślałam, jak chyba wszyscy, że nad rodziną Beksińskich wisiało jakieś fatum. Tymczasem okazało się, że żadnego fatum nie było i musiałam to odrzucić. Wtedy przestałam się zajmować mistyką, a zajęłam się prawdziwym życiem Beksińskich - mówi Grzebałkowska.

By wydostać się z tego klimatu i móc napisać książkę o Beksińskich, a nie o tym co zrobiły z ich wizerunkiem media, wyjechała do Sanoka, rodzinnego miasta Zdzisława Beksińskiego, którego zresztą szczerze nie znosił, nie odnajdując się w klimacie małego, peryferyjnego miasteczka. Tam dotarła do muzeum, które jest prawnym spadkobiercą dzieł Zbigniewa Beksińskiego, a także skontaktowała się z sanoczanami, którzy doskonale pamiętają rodzinę, choć wiele lat temu wyjechała do Warszawy.

Na ilość materiałów do wykorzystania w książce autorka narzekać nie mogła. Ojciec i syn uwielbiali pisać listy, ponadto Zdzisław Beksiński nie tylko pisał, ale też jako pasjonat sprzętu radiowego, nagrywał swoje przemyślenia. Dzięki mrówczej pracy udało się Grzebałkowskiej stworzyć biografię dwóch „osobnych” mężczyzn, w których tle stała Zofia Beksińska, żona i matka. Choć w materiałach jest prawie niewidoczna, jak mówi o niej autorka, nie można mieć wątpliwości, że to dzięki niej jej mężczyźni jakoś funkcjonowali, bo w codziennym życiu byli kompletnie niezaradni. "Zdzisław Beksiński nie chciał mieć dziecka, "bo miał sztukę". Syn był poniekąd... prezentem dla żony - Zofii. I efektem presji społecznej. Ale oczywiście Zdzisław kochał go, o czym mówił też po samobójstwie Tomasza. To bardzo skomplikowane relacje i chyba nie do odgadnięcia" - tłumaczy Grzebałkowska.

Kim są w jej biografii Beksińscy? Tomasz to nadwrażliwiec, nad wiek dojrzały, a przez to odstający od innych dzieci, nieprzeciętnie inteligentny. Po przeprowadzce rodziny do Warszawy zrealizował swoje marzenie - podjął pracę w radiu, ale stworzył wokół siebie mit, który ostatecznie go przerósł. Zbudował mit wampirycznego radiowca - jak o nim mówi Grzebałkowska - i ostatecznie został ofiarą tej kreacji. „Po pewnym czasie był bardzo zmęczony popularnością. Ludzie chcieli, żeby był ich księciem ciemności, a on wybrał po prostu taką stylistykę i później chciał ją zmienić. Na ulicy zaczepiali go, opowiadali na przykład o uwielbieniu i, że chcieli się zabić przy jego audycji. Taka popularność ogromnie go męczyła. A fani ciągle domagali się Tomka wampira” - mówi Magdalena Grzebałkowska.

Także w śmierci Zdzisława Beksińskiego widziano realizację samospełniającej się przepowiedni. Jego mroczne obrazy niemal budowały jej scenerię. Tymczasem prawda, choć brutalna, jest zdecydowanie mniej niezwykła. "Byli kowalami swego losu" - mówi Magdalena Grzebałkowska. "Tak ułożyli sobie życie".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Sięgnę po lekturę. Dziękuję za recenzję, która przybliżyła taką niezwykłą pozycję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To musi być pasjonująca lektura, jak postaci, o których Autorka pisze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.