Facebook Google+ Twitter

"Benjamin Button" - opowieść o zmaganiu się z samotnością

„Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” to melancholijny obraz oparty na motywach opowiadania Scotta Fitzgeralda. To opowieść o człowieku, który rodzi się jako 80-letni staruszek, by następnie młodnieć wraz z upływem czasu.

Plakat reklamowy filmu. / Fot. Materiały dystrybutoraBenjamin Button (nominowany do Oscara Brad Pitt) zostaje porzucony przez ojca przerażonego jego odmiennością, a następnie przygarnięty przez opiekunkę z domu starców – Queenie (także nominowana Taraji P. Henson). Poznaje tam Daisy (Cate Blanchett), wnuczkę jednej z pensjonariuszek. Zawiązuje się między nimi nić przyjaźni, która później przerodzi się w silne uczucie. W miłość, która musi walczyć z czasem, która rozwinie się dopiero, gdy bohaterowie spotkają się w połowie drogi życiowej, przy czym każde z nich będzie dążyć w innym kierunku.

Oglądając „Benjamina” warto zapomnieć o trzynastu nominacjach do Oscara. Budują one zbyt wysokie oczekiwania, które nie zostają w pełni spełnione. Obraz Davida Finchera to film dobry, ale nie wybitny. Trudno porównywać go z zeszłorocznymi czarnymi końmi, ponieważ ma zupełnie inną dynamikę. Akcja rozwija się bardzo powoli, obraz momentami nuży, i chociaż ani razu nie spojrzałam podczas projekcji na zegarek, czułam zmęczenie spowodowane brakiem punktów zwrotnych w filmie. Dwie i pół godziny seansu to chyba jednak trochę za długo.

Ale wracając do zalet, niewątpliwym atutem obrazu jest doskonałe aktorstwo. Odtwórcy ról pierwszoplanowych – Brad Pitt i Cate Blanchett stworzyli barwne, prawdziwe postacie, których dramaty potrafią poruszyć widza. A trzeba przyznać, że Pitt miał do wykonania naprawdę trudne zadanie, zaś wywiązał się z niego znakomicie. Nie zawiódł także drugi plan – Tilda Swinton tchnęła życie w epizodyczną rolę znudzonej mężem Elizabeth Abbott, zaś Taraji P. Henson stworzyła postać ciepłej i kochającej opiekunki Buttona.

Oklaski należą się także za kostiumy i scenografię, wprowadzające doskonale w realia epoki i budujące klimat „Benjamina”. Film także słusznie otrzymał nominację do Oscara za najlepszą charakteryzację. Natomiast odniosłam wrażenie, że Fincher nie wykorzystał w pełni potencjału drzemiącego w opowiadaniu Fitzgeralda. Poza pewnymi nietypowymi sytuacjami wynikającymi z odwróconego biegu życia Benjaminowi egzystencja mija podobnie jak innym ludziom.

Dla mnie „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” to fascynująca opowieść o zmaganiu się z samotnością, uciekającym czasem i nieubłaganym losem. W filmie Finchera padło wiele sentencji skłaniających do refleksji. Mnie najbardziej poruszyła wypowiedziana przez Pigmeja, mówiąca iż, ludzie różniący się od innych, odmienni zawsze będą cierpieli samotność i odrzucenie, ale pozostali też się czują samotni, tylko że w nich budzi to lęk.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.02.2009 22:31

za obiektywizm i lekkie pióro

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.02.2009 22:30

bardzo zgrabna recenzja, płynnie się czyta, rzeczywiście 13 nominacji do Oscara stawia bardzo wysoką poprzeczkę, chyba nawet wyższą niż film zdoła przeskoczyć

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.