Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

72032 miejsce

Berlusconi - Moje Włochy, moje prawo

Kwiecień 2008. Silvio Berlusconi wygrywa wybory i odzyskuje Włochy. Od tej pory w radykalny sposób próbuje sprowadzić kraj na dobrą drogę lub, jak kto woli, na swoją drogę. W ciągu siedmiu miesięcy, z inicjatywy prezydenta Rady Ministrów, zostało wydanych ponad 70 dekretów...

Berlusconi... / Fot. ) PAP/EPA/CHRISTOPHE KARABABerlusconi wygrał wybory w wielkim stylu. W parlamencie i senacie jego ugrupowanie zajęło połowę miejsc co oznacza, że każdy innowacyjny pomysł nowego rządu zostaje zaakceptowany i natychmiast wprowadzony w życie. Oczywiście na tym się nie kończy. Sam Berlusconi, zmęczony polemikami, stosuje dość nietypowy sposób zarządzania Italią. Mianowicie sypie dekretami jak z rękawa*, które w krótkim czasie stają się prawem.

Zazwyczaj tego typu rozwiązania (dekrety) stosuje się w stanach krytycznych lub nagłych. Ustawy w nim zawarte wchodzą w życie już w ten sam dzień od momentu opublikowania ich w Dzienniku Ustaw po czym parlament ma 60 dni na przeistoczenie go w prawo. Jeśli coś pójdzie nie tak, to premier - jako organ władzy wykonawczej - ma prawo wydać ponownie ten sam dekret, który będzie obowiązywał przez kolejne 60 dni i tak w kółko. Jak się jednak okazuje taka potrzeba jeszcze nie zaszła, gdyż każdy dekret staje się prawem.

To po co Berlusconiemu parlament?

Skoro już wiadomo, że każde jego słowo zamieni się w prawo to po co procedury parlamentarne? Jeśli to jest rzeczywistość włoskiej legislacji to wcale nie dziwią mnie liczne zdjęcia posłów śpiących podczas obrad. I tak już wszystko zdecydowane a przed samym głosowaniem dzwoni dzwonek, więc...

Włoski poseł zarabia miesięcznie 17 tys. euro. Oprócz tego ma zwrot kosztów podroży i delegacji, nawet rodzina, która udała się z nim w zagraniczną podróż jest utrzymywana przez podatników. Na miesięczne wydatki, czyli na tak zwane „koszty reprezentacji” (zalicza się do tego żywność, ubiór, bielizna, wynajem aut, parkingi, restauracje i nawet papier toaletowy) przeznaczona jest dodatkowa kwota ośmiu tysięcy euro. Z tej kwoty każdy poseł musi też opłacić osobistego sekretarza, który nosi nazwę „portaborse”, czyli ten co nosi teczki. No i na koniec wszystkie inne przywileje gratis takie jak miejsce w honorowej trybunie na stadionie, karnet do kina i teatru, na autobusy i metra, pociągi i kuszetki gratis, kurs językowy, basen i siłownie, przeloty państwowymi liniami i prywatne kliniki. Jednym słowem koszt utrzymania posła wynosi... 150 tys. euro miesięcznie. Włoski parlament liczy 630 posłów, co oznacza miesięczny wydatek około 94 milionów euro.

Wystarczyłoby gdyby włoski parlament poszedł na czteromiesięczne, nieodpłatne, wakacje by planowane 400 mln euro na zapomogi dla miliona najbiedniejszych Włochów zwróciły się. Być może w przyszłości Berlusconi wyda taki dekret?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Facet idzie na całość. Całkiem jak u nas, tylko odwrotnie...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.