Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19606 miejsce

"Bez cukru, proszę" w księgarniach

"Bez cukru, proszę" jest wywiadem rzeką z Katarzyną Miller - jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich psycholożek, co zawdzięcza w dużej mierze pojawianiu się w różnego rodzaju mediach, z telewizją śniadaniową na czele.

 / Fot. znak.com.plKsiążka jest poniekąd biografią psychoterapeutki. Poznajemy historię jej życia od niełatwego dzieciństwa, po aktualny związek partnerski z niejakim Edkiem. Dużo jest o trudnej i niezbyt zdrowej relacji z matką. Temat kobiecości przewija się często przez karty publikacji. Autorki (rozmowę przeprowadza Danuta Kondratowicz) sporo miejsca poświęcają kobiecości - K. Miller nie kryje się ze swoim upodobaniem do mężczyzn, otwarcie mówi o swoim (i nie tylko swoim) biseksualizmie, tym jak inspirują ją kobiety, wreszcie przyznaje się do aborcji (jako kolejna osoba publiczna po Marii Czubaszek i Krystynie Mazurównie).

Nie brak w życiorysie Miller też radosnych, a nawet zabawnych chwil. Zarazem autorka nie boi się tematów trudnych, zahacza wręcz o rozbuchany ekshibicjonizm, że przytoczę choćby historię Jej pierwszych doświadczeń seksualnych - dokładnie anatomicznie opisanych, czy wesołe w efekcie końcowym wydarzenie, jakim było zrobienie kupy w majtki podczas jednego z zagranicznych wojaży. O niejakiej odwadze świadczy również dokładne przywoływanie licznych skądinąd partnerów seksualnych - podawanych niekiedy z imienia i nazwiska.

Katarzyna Miller jest niewątpliwie postacią barwną. Autorką opowiadań erotycznych, której zdarza się zasnąć podczas sesji z pacjentem. Sama odbyła psychoterapię. Wierzy w uzdrawiającą moc snów i ma za sobą próbę samobójczą. Zwolenniczka eutanazji, która zabiera własne kwiaty doniczkowe do hotelowych pokoi. Lubi kabaret Hrabi i disco polo. Pracuje od ponad czterdziestu lat i nie planuje rychłej emerytury. Słowem kobieta-żywioł.

Fani popularnej psycholog zachwycą się Nią jeszcze bardziej. Ci, którzy nie pałają sympatią do autorki, utwierdzą się w przekonaniu, że jest to kobieta szalona. Niezdecydowani natomiast zapewne szybko wyrobią sobie zdanie. Wobec rozmowy rozgrywającej się na kartach książki trudno bowiem pozostać obojętnym.

Czy warto przeczytać? Moim zdaniem: tak. Warto bowiem poznawać bliżej nietuzinkowe osoby. Niekoniecznie trzeba się w różnych kwestiach z K. Miller zgadzać. Trzeba jednak pamiętać, że "Bez cukru, proszę" jest wywiadem na poziomie kolorowej prasy, bo choć przemycono w niej trochę poważnych tematów, nie sposób nie mieć wrażenia, że trzyma się w ręku wydanie specjalne "Vivy", czy innej "Gali".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Marku, a jak mierzysz "format człowieka" ?
To ważne, bo jak niektóre miary przyłożyć, to pani Miller okazuje się całkiem sporego formatu ;)

Pewien rodzaj ekshibicjonizmu niekoniecznie musi być niepotrzebny.
Na przykład przeczytałem właśnie świetną książkę-wywiad z profesorem Mikołejką: "Jak błądzić skutecznie". Polecam, bo to uczące, choć nie pouczające zapisy przemyśleń człowieka myślącego, analizującego, syntezującego i przeżywającego.
Ekshibicjonizmu też jest trochę właśnie, związanego z własnymi, traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa, ale tam przynajmniej, według mnie, czemuś to służy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedyś czytałem (i napisałem recenzję) o łóżkowych wynurzeniach człowieka trochę większego formatu niż pani Miller, a mianowicie Michaela Lindsaya-Hogga. Też z "sypaniem" nazwiskami swoich współkopulantów.

Cóż przychodzi do głowy tym ludziom, ażeby utrwalać to na papierze? Może powinni również - w ramach własnych skłonności do ekshibicjonizmu - robić sobie fotki i wystawiać je w internecie. Gapiów na pewno by im nie zabrakło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pytanie: czy powinna wykonywać zawód psychologa osoba, która przyznaje się do: próby samobójczej (!) aborcji, opisuje z detalami swoją inicjację seksualną?

Do czego potrzebna jest wiedza pacjentom na temat jej: biseksualności albo fakt, ze do pokoi hotelowych jeździ ze swoimi doniczkowymi kwiatkami?

Pozytywnie oceniam recenzję napisaną przez p. Piękoś, ale w jednym punkcie nie zgadzam się z nią. Sporny fragment: "O niejakiej odwadze świadczy również dokładne przywoływanie licznych skądinąd partnerów seksualnych - podawanych niekiedy z imienia i nazwiska." Odwadze? Dla mnie przede wszystkim o niedyskrecji i... (daruję sobie). Biedni, wymienieni z nazwiska, mężczyźni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.