Facebook Google+ Twitter

Bez entuzjazmu nie będzie teatru!

Od listopada 2005 roku na warszawskiej Pradze działa Teatr Wytwórnia. O pasji, kreowaniu teatru, problemach i radościach młodej sceny opowiada "Wiadomościom24.pl" Małgorzata Owsiany, współtwórca Wytwórni.

Małgorzata Owsiany.  „Wytwornia” funkcjonuje na teatralnej mapie Warszawy dopiero od roku. Policzyłam, że Państwo macie w dorobku trzynaście spektakli. Czy to już, czy dopiero trzynaście?

Chyba jednak „już”. Przygotowanie przez rok  tak dużej ilości premier to duży wysiłek. Na te spektakle musieliśmy zdobyć pieniądze, a były to profesjonalne premiery. Ponieważ dysponujemy niezbyt dużą sceną i tylko jedną salą prób, to gdy zachodziła potrzeba, wykorzystywaliśmy każdy metr żeby zrobić próbę! Do tego dochodzi trudność w zebraniu tego samego dnia i o tej samej porze aktorów i reżysera, na stałe często związanych z innymi scenami. Ten teatr funkcjonuje 24 godziny na dobę.  Jakoś się nam udało i cieszymy się z przypływu ludzi.

Publiczność dopisuje w takiej liczbie, o jakiej by pani marzyła?

Różnie. To miejsce jest bardzo trudne. W rok stworzyć nową scenę to dość karkołomne przedsięwzięcie. Przyzwyczajenie ludzi, żeby jeździli na Pragę, do teatru wymaga czasu. Z Placu Bankowego (centrum Warszawy – przyp.red.) jedzie się do nas tylko 7 minut, ale trzeba przejechać przez most na prawą stronę Wisły. Bariera mentalna jest większa niż jakiekolwiek inne.

Porozmawiajmy o początkach. Skąd wziął się pomysł na Teatr Wytwornia?

Nie było pomysłu. Grupa dramaturgów G8, do której należałam, szukała swojego miejsca. Nie upieraliśmy się akurat przy Pradze. Okazało się jednak, że jest tutaj wolna przestrzeń, którą dyrekcja Konesera (zabytkowa fabryka wódek – przyp.red.) i stowarzyszenie Monopol Warszawski, chciałyby uruchomić jako miejsce kultury. Wcześniej zapraszali tu Krystynę Jandę, Tadeusza Słobodzianka, ale oni nie chcieli podjąć się tej pracy. Umowa z fabryką była i jest niepewna, sporo własnych pieniędzy trzeba było włożyć w to miejsce. W końcu zaproponowano je nam.Teatr Wytwórnia. Fot. Janusz Owsiany

Oczekiwałam raczej, że zgodnie z modą ostatnich lat, to magia Pragi Was tu przywiodła.

Niezupełnie - raczej był to przypadek. W dodatku, myśleliśmy, że wystarczy pomalować, przygotować scenę i już będzie można grać. Kiedy zaczęliśmy prace, to okazało się, że chcieliśmy coraz więcej i więcej; tak, żeby był to profesjonalny teatr. Trzeba było zadbać o światła, potem pojawiła się myśl o konsolecie… Po roku jest już wszystko to, co ma w wyposażeniu każdy teatr.

Jakie problemy stają przed dramaturgami, którzy nagle stają się kierownikami teatru?

Wcześniej, jako grupa G8, pracowaliśmy razem sporadycznie, prawie się nie znaliśmy.   Nagle spotkaliśmy się tutaj, bez wcześniejszego doświadczenia w kierowaniu teatrem, bez zaplecza finansowego. Część osób nie była w stanie wytrzymać fizycznie i psychicznie nowej sytuacji. Utopijnie upieraliśmy się, by wspólnie podejmować wszystkie decyzje. W praktyce okazało się, że jest to niemożliwe, bo powoduje chaos w funkcjonowaniu teatru. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy z tego, co to znaczy prowadzić teatr. Ta hucpa, którą uprawialiśmy  wtedy i ten entuzjazm, który nie minął… Nie wiem z czego to się bierze! Ciągle mamy chęć kreowania tego miejsca i realizowania naszych pomysłów. Zapał pozwolił nam zacząć działać, ale oczywiście z czasem to nie wystarcza. Szybko zobaczyliśmy, że te wszystkie zawody, o których myśleliśmy, że są niepotrzebne, jednak by się przydały;  piarowiec jest potrzebny, organizator widowni …, a my mieliśmy tylko kartkę, na której zapisywaliśmy co trzeba zrobić i...czasem było ciężko. Z początkowego składu został Radek Dobrowolski i ja, ale przyszli też nowi. Daria Jędra dołączyła bardzo wcześnie; jest choreografką, prowadzi scenę tańca.

Nawiązując do nazwy jest to bardziej teatr czy wytwórnia (artystyczna)?

Zaczęło się od pomysłu na teatr dla nas, dramaturgów. Jednak już w czasie remontu okazało się, że chcemy otworzyć drzwi dla większej grupy. Teraz umawiamy się, że raz w roku robimy po jednym swoim przedstawieniu, ale zależy nam też, żeby przychodzili tu ludzie reprezentujący różne dziedziny sztuki. W tym sensie to jest wytwórnia sztuki. Ludzie maja   prawo tu przyjść i pokazać swój projekt, a my  walczymy, żeby ktoś to obejrzał.

Wasza oferta jest imponująca. Działa teatr, scena dla dzieci, scena tańca, kino, kawiarnia Kasablanka, klub dyskusyjny Przekroju, Hajdpark itd. Mnogość propozycji może być atutem, ale może tez spowodować rozmycie kształtu artystycznego tego miejsca. Zamiast profesjonalnej sceny, może powstać coś w rodzaju „domu kultury”, ale w takim negatywnym znaczeniu.

Jest taka obawa. Silniejsza jest jednak chęć przyjęcia ludzi, którzy chcą coś zaprezentować. Nie zrezygnujemy z nich! Jeśli absolwenci ASP pytają,   czy mogą zrobić u nas wernisaż, to ja wiem, że oni tu muszą wejść. Jest takie niebezpieczeństwo, że wystawa będzie kiepska, że zaburzy nam obraz naszego cudownego teatru (śmiech), ale trudno.

Państwo zostaliście określeni mianem teatru offowego. Zgadza się pani z ta klasyfikacją?

W Polsce chyba nikt nie wie co to jest teatr offowy! Jest mi wszystko jedno co mówią.Teatr offowy utrzymuje się beż żadnych dotacji. To by się w naszym przypadku zgadzało tylko częściowo, bo my dostajemy pieniądze z Urzędu Miasta - wyłącznie na produkcję, ale jednak. Pracują u nas aktorzy profesjonalni, ale my profesjonalną dyrekcją teatru nie jesteśmy.

Patrząc na repertuar też z tą „offowością” jest różnie. Może „Komponenty” i „Paw królowej” wpisują się w tę stylistykę, ale np. „Planeta” czy „Kalimorfa” chyba nie?

To nie jest teatr, który ma jakikolwiek profil. My tego po prostu nie chcemy. Cała grupa pracujących pochyla się nad każdą nową propozycją. Jeśli coś nas zaciekawi, to włączamy do repertuaru. To jest specyfika tego miejsca. Praca ma dawać nam przyjemność. Dlatego nie ulegamy modom, naciskom, by pokazać coś dla jakichś korzyści.

Stowarzyszenie Monopol Warszawski ma w swym statucie zapisane działania edukacyjno-kulturalne, przywracające świetność dzielnicy i fabryce. Czy wasza praca też wiąże się z taką misją edukacyjną?

Nie wiem, czy to się nazywa misją edukacyjną. Chcemy mieć kontakt z mieszkańcami dzielnicy. Bardzo liczymy na obecność młodzieży; jest ruchliwa, trafia tu więc najszybciej. Zresztą każdy może tu dla siebie coś znaleźć.

Repertuar rzeczywiście może zadowolić różne gusta. Jest „Kalimorfa” - (na podstawie słynnej powieści „Kolekcjoner” J.Fowless'a-przyp.red.) i monodram Małgorzaty Rożniatowskiej „Uwaga złe psy”. Oba spektakle traktują o chorej miłości, ale jest i ciepła, sentymentalna „Planeta” o samotności. Jest "Zum beispiel" na scenie tańca, albo spektakle dla dzieci. Miesiąc temu odbyła się premiera Pani sztuki „Kraniec”. Jak publiczność przyjęła premierę?

Kiedy szukałam reżysera, pomyślałam, że to będzie ktoś młody, bez szkoły reżyserskiej, bo takim ludziom trudno jest dostać propozycję w teatrze. Poprosiłam o współpracę Piotra Nowaka, który jest aktorem. W spektaklu elementem spajającym jest powódź. Piotr uparł się, żeby na scenie też się ona pojawiła. Myślałam, że żartuje, ale on do tego doprowadził! Woda leje się na aktorów, co w połączeniu z efektami   świetlnymi daje niesamowite wrażenie. Ostatnio mieliśmy spektakle o 22.00 i widzów siedzących na dostawkach!

Plany na najbliższą przyszłość?

Mamy sprecyzowane, bo to jest czas składania dotacji. Nigdy nie wiemy czy je dostaniemy, a tylko na utrzymanie budynku   wydajemy około ośmiu tysięcy miesięcznie. W nowym roku zapraszamy do współpracy Pawła Salę; chcemy też zrobić spektakl z reżyserem niemieckim. Swoja sztukę będzie przygotowywał Radek Dobrowolski.

Życzę realizacji planów!

  Rozmawiała Lidia Raś


 

Małgorzata Owsiany - studiowała literaturę francuską i amerykańską w USA; dziennikarz i dramaturg; sztuki - m.in.:"Pepi"(dla PR), "Perła"(dla Teatru TV), "Komponenty" (nagroda dziennikarzy w III edycji Festiwalu Sztuk Odważnych Radom 2003, "Pogranicze wiatru", "Kraniec" - premiera 17 listopada br.w Teatrze Wytwórnia.Współtwórca grupy dramaturgów G8 i Teatru Wytwórnia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Ciekawa postac, ktora nie odpowiada monosylabami, albo zdaniami pojedynczymi. Takie wywiady czyta sie z zainteresowaniem :) +

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.12.2006 20:47

Lidko - super. Bardzo miło czyta się wywiad - pytania przemyślane, rozmówca ma coś do powiedzenia. Zdecydowany plus za treść, formę i promocję teatru!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lideczko, jak zwykle rewelacyjny tekst!!!! "miło się czyta"- to za mało powiedziane!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.