Facebook Google+ Twitter

"Bez korepetycji nie zdam!" - młodzi o poziomie szkolnictwa w Polsce

Niezbędną wiedzę zdobywamy w szkole. Co jednak zrobić wtedy, kiedy szkoła nie jest w stanie zapewnić nam przyzwoitego poziomu nauczania? Dlaczego nauczyciele nie potrafią przekazywać swojej wiedzy uczniom?

 / Fot. Weronika RudnickaKorepetycje czyli dodatkowe, indywidualne i płatne lekcje są w Polsce coraz częstszym zjawiskiem. Młodzi są przekonani, że tylko indywidualne podejście do ucznia jest wstanie przynieść oczekiwane rezultaty.

Ewa, uczennica LO:
Od szkoły podstawowej biorę korepetycje z matematyki. Jestem przekonana, że bez nich nie zdawałabym do kolejnych klas. Co ciekawe, uczy mnie nauczycielka mojego brata. Na korepetycjach tłumaczy wszystko bardzo jasno i zrozumiale, a podczas lekcji - zawile i męcząco. Tak, że nikt nic nie rozumie.

Eliza, studentka:
90 proc. moich znajomych chodziło na dodatkowe zajęcia w klasie maturalnej (w tym najlepsza uczennica). Nie chciałam zostawać za nimi w tyle. Z jednej strony stwierdzam, że korepetycje to w pewnym sensie strata pieniędzy, a z drugiej - dzięki temu czułam się o wiele pewniej. Mobilizowało mnie to, dostawałam mnóstwo dodatkowych materiałów, naprawdę poszerzyłam swoją wiedzę, no i w rezultacie "wbiłam się w klucz" na maturze.

Paulina, uczennica LO:
Musze chodzić na korki, bo nauczyciele nie potrafią tłumaczyć. Dopiero po "korkach" wszystko umiem.

Mateusz, uczeń LO:
A jak nauczyciel jest dupa i nie radzi sobie z rozgadaną częścią klasy i ci, co chcą się nauczyć nie mają szansy? W domu mają sami przyswoić materiał?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

ja
  • ja
  • 05.10.2011 18:00

Nie zgadzam sie z ostatnim wpisem. Uczniowy gdyby tylko chcieli to nie chodziliby na korepetycje. Nie każdy jest mega zdolny i wszystko wynosi z lekcji. Wystarczy na zajęciach uważać, rozwiązywać zadania i posiedzieć trochę nad przerobionym mataeriałem w domu. Od tego sa podręczniki, zbiory zadań. Liczy się chęć! jezeli obecna m,łodziesz ma wszystko gdzieś, na lekcjach zamiast sie uczyć, sluchać itp itd tylko ciągle gadają i dokuczają innym to nic dziwnego, że nic nie umieją

Komentarz został ukrytyrozwiń
Magdalena lo
  • Magdalena lo
  • 04.10.2011 19:19

chodzę do liceum ..praktycznie rzecz biorąc nie dała bym rady gdyby nie dodatkowe lekcje z matematyki ...
wraz z upływem lat co raz ciężej jest zdać maturę.....a tym bardziej żeby tą maturę zdawać trzeba najpierw zdać do następnej klasy a to juz wtedy jest wyzwanie gdy z lekcji nie wyciąga się nic bo za każdym razem nauczyciel uważa że już to tłumaczył i że ie będzie powtarzał ...
albo z reformami jest coś nie tak albo problem tkwi w nauczycielach a szczególnie tych nauczycielach co uczą klasę polonistyczną (prawniczą) a zadania na klasówkach i na lekcji są rozwiązywane z poziomu rozszerzonego co się wogóle nie kwalifikuje do klasy humanistycznej ....

Komentarz został ukrytyrozwiń
Lidia Markowicz
  • Lidia Markowicz
  • 03.10.2011 19:22

Trzeba trafu, że prawie jednocześnie ukazały się na W24 dwa artykuły dosyć ściśle powiązane ze sobą (p. dzisiaj Tragedia w szkolnictwie autorstwa Marii Maksim). Nie wiadomo więc jak i do którego odnieść się najpierw.
Może na początek wpis p. Romana Długosza - "poziom nauczania w Polsce jest za wysoki ". Proszę porozmawiać z nauczycielami akademickimi, żachną się i słusznie. Ok. 25% maturzystów nie powinno matury zdać. A ilu nie powinno dotrzeć do tego egzaminu? Robi się krzywdę tym młodym ludziom rozdmuchując wyobrażenia o tym jacy są genialni. Zdrowiej byłoby, gdyby po zakończeniu jakiegoś szczebla kształcenia ogólnokształcącego mogli wykonywać użyteczny zawód. Dalsze kształcenie wszystkich mija się z celem. Młodzież nie jest taka genialna, jak to się teraz im wmawia. Jednakowe to my wszyscy mamy żołądki, ale nie zdolności. Jak wiele zjawisk, zdolności podlegają rozkładowi Gaussa.
Drugi cytat : "czasu mało aby wszyscy mogli go ogarnąć". Zawsze go brak. A więc skupmy się na tym co istotne - po co tyle godzin religii zamiast matematyki, fizyki, chemii - nauk rozwijających logiczne myślenie, czyli to, czego najczęściej brak absolwentom szkół. No i te "wynalazki" - klasa o profilu prawniczym, dziennikarskim i jakieś tam jeszcze. Wydziały prawa potrzebują ludzi dobrze znających i poruszających się w historii, łacinie (nota bene również znakomicie rozwijającej zdolności logiczne). Dziennikarstwo potrzebuje ludzi sprawnie posługujących się językiem (nie tylko polskim) i mających solidne pojęci o kilku dziedzinach, a przede wszystkim o ŻYCIU! Kiedyś na te studia przyjmowano dopiero po ukończeniu innego kierunku, niekoniecznie humanistycznego.
A nadmiar wiedzy wyniesiony ze szkoły nie jest koniecznie potrzebny, szkoła ma nauczyć JAK SIĘ UCZYĆ. Pretensje do nauczycieli, że czegoś nie nauczyli są bezzasadne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po prostu poziom nauczania w Polsce jest za wysoki , czasu malo aby wszyscy mogli go ogarna,c dlatego trzeba nadganiac korepetycjami. Nauczyciele powinni uczyc uczniow zgodnie z ich zdolnosciami zainteresowaniami i to juz od przedszkola aby cele i talenty uczen zdobywal zgodnie ze swoimi zainteresowaniami , zdolnosciami , podctawy tak ale scisle w odpowiednim kierunku zdolnosci ucznia . Powinno sie, klasc nacisk na wychowanie uczniow aby mlody czlowiek mial wlasciwe spojrzenie na kulture moralnosc , zwyczaje kultur ktore sa, we wspolczesnym swiecie itd. itp. ? Doka,d obecne nauczanie prowadzi uczniow ? oby nie na manowce byle wiedziec , byle zaliczyc , co to za przyszlosc nam rosnie.!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Lary Niedowiary
  • Lary Niedowiary
  • 03.10.2011 00:23

Wystarczą własne chęci i umiejętne planowanie czasu. U mnie o ile z tym pierwszym było OK, to często marnowałem czas na rzeczy niepotrzebne, a m.in. na siedzenie przed komputerem. 2 lata w liceum opierały się na ściągach. Generalnie z przedmiotów, których nie trawiłem i nie potrzebowałem ich. Czyli: biologia, chemia, geografia, historia. Kupka ściąg ma wysokość około 10 centymetrów. Ale tego nie chciało mi się uczyć. Natomiast matematyka to było to co lubiłem i lubię nadal. Maturę zdałem bez problemu. Generalnie się śmiałem z ludzi, którzy wydawali by się być lepsi ode mnie podczas nauki w liceum, a chodzili na korki z różnych przedmiotów, które mieli zdawać na maturze. Natomiast generalnie nie myślałem o fizyce, że będę ją zdawał. 2 lata oczywiście opieps*ania się, a w 3-ej klasie fizyki nie miałem i się zdecydowałem na nią, bo w tym momencie dopiero wybierałem studia i tego wymagało to abym obecnie mógł studiować na uczelni technicznej, oczywiście studia dzienne. Kupiłem za 80 złotych zestaw repetytoriów, z których uczyłem się cały tydzień ferii oraz później mniej więcej godzinę na tydzień. Przed samą maturą znowu zasuwałem i zdałem bez problemu. Natomiast osoby, które chodziły na korepetycje wydały przez ten czas około 2000 złotych. Generalnie dla mnie korepetytor to osoba, która siedzi nade mną i "pilnuje żebym się uczył". Na początku jest ciężko, ale warto mieć trochę własnej motywacji, Allegro, kupić materiały. Ale wystarczy sobie pomyśleć, że od wyniku matury zależy moja przyszłość, ja tak zacząłem myśleć ponieważ zależało mi na kierunku, który mnie interesuje, a nie z odrzutu, czyli 2-gi czy 3-ci w priorytetach przy wyborze studiów. Obecnie mamy początek października, więc na nic jeszcze nie za późno. Warto już o tym myśleć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Weroniko, z tymi "korkami " jest trochę tak, jak z kopertami dla lekarzy w szpitalu, gdzie pacjenci są święcie przekonani, że bez koperty lekarz ich nie wyleczy, nie zoperuje dobrze lub nie zapewni należytej opieki i troski. A przecież lekarze - łapówkarze stanowią tylko margines. Tak samo utarło się już (a pewnie i media mają w tym swój udział), że bez korepetycji nie będzie można zdać matury czy dostać się na studia. To wielkie uogólnienie. Oczywiście, jest pewien margines nauczycieli, którzy spoczęli na laurach po uzyskaniu awansu zawodowego i tylko odbębniają lekcje, nie bacząc na wyniki swego nauczania. Ale większość nauczycieli stanowią naprawdę twórczy, zaangażowani w proces nauczania i wychowania ludzie. Problem polega na czymś innym, mianowicie- na systemie oświaty (pisze to b. nauczyciel, emeryt, który jeszcze rok temu pracował przy tablicy).
Otóż, nauczyciel w trakcie lekcji realizuje materiał wyznaczony programem nauczania, własnym rozkładem materiału, opartym również na siatce określającej ilość godzin przeznaczonych w danym roku szkolnym na nauczanie danego przedmiotu. Planując rozkład materiału, musi jeszcze założyć, że wypadną jakieś nieprzewidziane przerwy (np. praktyki w szkołach technicznych, wycieczki, wyjścia do teatru, do kina, uroczystości, przerwy na egzaminy wewnętrzne, etc.). W związku z tym, zmuszony jest do uszczuplenia tych godzin. Praktycznie więc "goni " z tym materiałem, by na koniec roku z czystym sumieniem móc w dzienniku zapisać: "Planowany materiał został zrealizowany".
Komfortową jest praca z niezbyt liczną młodzieżą w klasie. Gdy na lekcje językowe (j.angielski , niemiecki) był obowiązkowy podział na grupy, ja na języku polskim stale miałem pełny stan uczniów w liczbie 38. Musiałem te 38 osób o różnym temperamencie utrzymać na lekcji w ryzach, zainteresować je , odpytać, zaktywizować podczas realizacji nowego tematu. Dobrze jeszcze, gdy przynajmniej kilka osób przeczytało lekturę, bo można było wówczas podczas na lekcji prowadzić dyskusję, rozwiązywać problemy. Ci, co znali lekturę tylko ze streszczeń, "wpadali" i potem musieli specjalnie zaliczać całość, a to znowu powodowało uszczerbek czasowy nauczyciela i uczniów.
Nie ma we współczesnej szkole czasu na utrwalanie, na ugruntowanie zdobytych wiadomości. Dlatego, co bardziej ambitni uczniowie, mający wielkie plany na przyszłość, szukają korepetytorów. Pozdrawiam, Tomasz

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.