Czy istnieje jakiś moment, po którym możemy wybaczyć komuś jego winy? Akt żalu i skrucha jak widać nie wystarczą tym, którzy na co dzień tytułują się gorliwymi chrześcijanami.
Wszyscy pamiętają początek stycznia 2007 roku kiedy to arcybiskup Stanisław Wielgus obejmował funkcję Metropolity Warszawskiego. Tłumy ludzi, błysk fleszy i człowiek przepraszający za swoją słabość. Po ingresie duchowny usunął się w cień, a media co jakiś czas donosiły o kolejnych dokumentach w Instytucie Pamięci Narodowej, które obciążały arcybiskupa. Można rzec, że do piątku 04.04 br. o osobie arcybiskupa było cicho. Jednak to właśnie w piątek Towarzystwo Naukowe KUL przyznało mu nagrodę im. ks. Idziego Radziszewskiego za całokształt dokonań naukowych. - To jest nagroda dla najlepszych z najlepszych - mówił dziennikarzom "Rzeczpospolitej" prezes Towarzystwa ks. prof. Augustyn Eckmann.
Warto nadmienić, że wśród laureatów tej nagrody znajdują się m.in. prof. Władysław Tatarkiewicz, abp Józef Życiński czy prof. Marek Safjan. Rzeczywiście ich zasług nie sposób podważać. Jednak czy można podważać zasługi abp Stanisława Wielgusa na polu nauki? Wydaje się, że nie, ponieważ były rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zasłynął jako doskonały filozof i propagator humanizmu chrześcijańskiego, w duchu którego prowadził swoją pracę naukową. Publicysta blisko związany z Kościołem Roman Graczyk uważa, że powinno się oddzielić zasługi abp od jego agenturalnej przeszłości. Czy jednak powinniśmy oddzielać słowa od czynów? Już apostołowie mówili, że wiara bez uczynków jest martwa.
Oburzenie nagrodzeniem abp Wielgusa wyraziło wiele osób związanych ze środowiskiem. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski na swoim blogu pytał dlaczego nie nagrodzono oficerów SB, którzy umożliwili kształcenie się Jego Ekscelencji. Senator PO Jarosław Gowin przypomina niedawną rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II i mówi o wielkiej pomyłce. W podobnym tonie wypowiadali się także inni znani publicyści katoliccy, tacy jak Tomasz Terlikowski czy Szymon Hołownia. Jednak w wypowiedzi tego ostatniego pojawia się istotny znak zapytania. Jak długo możemy stygmatyzować osobę, która popełniła błąd? Czy w przebaczeniu odgrywa jakąś rolę czas, jaki upłynął od popełnienia czynu, który mamy wybaczyć?
Niewątpliwie należy oddzielić zagadnienie przebaczenia od kary, jaką ponieść należy za swoje winy. Pamiętamy, jak papież Jan Paweł II wybaczał "bratu, który zadał mu cios", czyli Mehmetowi Ali Agcy. Jednak co istotne nie negował słuszności odbycia przez niego kary w więzieniu, prosił o ewentualne złagodzenie jej wymiaru, ale nie o całkowitą amnestię. Pytanie, jak powinno karać się osoby współpracujące ze Służbami Bezpieczeństwa PRL i czy w ogóle kara ma w tym przypadku rację bytu. Zagadnienie lustracji w Kościele, ale w ogóle w Polsce, to bardzo trudny temat. Nie możemy jednak zaakceptować faktu, iż część hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce nie chce tego zagadnienia w ogóle poruszać. Biskupi często operują argumentem przeciwko opinii publicznej, mówiąc, że to sprawa Kościoła i tylko on może rozwikłać ten problem w zgodzie z nauką o miłosierdziu. Jednak, jak widać środowisko blisko związane z Kościołem w Polsce nie waha się używać mocnych słów.
Wydaje się, że w przypadku Jego Ekscelencji abp Stanisława Wielgusa kara została już wymierzona. Znajduje się on na marginesie życia Kościoła i prawdopodobnie nigdy już aktywnie w to życie się nie włączy. Warto przypomnieć osobom na co dzień tytułującym się katolikami, a mającymi wpływ na kształtowanie się opinii wśród społeczeństwa, że nauka o przebaczeniu i miłosierdziu stanowi fundament tej religii. Pozostaje nam wciąż czekać na jakiś głos rozsądku od hierarchów w sprawie lustracji duchownych. Gdyby ich stanowisko było jasne, być może sprawa przyznania nagrody za zasługi naukowe nie wzbudziłaby tyle kontrowersji.