Facebook Google+ Twitter

Bezludna wyspa marzeń Phlillipe'a Petita

Czasem potrzeba nam czegoś w rodzaju pigułki szczęścia – dowodu, że wszystko ma jakiś sens, a szalone marzenia mogą stać się rzeczywistością. Takim zastrzykiem optymizmu jest jeden z najnowszych filmów pokazywanych w polskich kinach, pt. „Człowiek na linie”.

Plakat promujący film / Fot. materiały organizatoraFilm w reżyserii Jamesa Marsha jest dokumentem, który przedstawia kulisy artystycznego przestępstwa. Opowiada historię Phillipe’a Petita, francuskiego linoskoczka, który miał niesamowite marzenie: pragnął przejść po linie rozpiętej między wieżami World Trade Center. Wydaje się szalone? To jeszcze bardziej podsycało pragnienie Phillipe’a i jego towarzyszy, którzy ochoczo włączyli się w realizację marzenia swojego przyjaciela. „Człowieka na linie” ogląda się jak dobry film fabularny. Reżyser skorzystał z ujęć archiwalnych, ale też z aktorskich rekonstrukcji. Nie brakuje w nim również wypowiedzi członków „WTC Association”, które fantastycznie ubarwiają film. Widzimy na ekranie ich emocje – wciąż bardzo żywe, choć „atak” miał miejsce już dawno, w 1974 roku. Warto wspomnieć, że cała akcja była nielegalna, a Petit odpowiadał za nią przed sądem. I mimo że finał tego „skoku” jest widzom dobrze znany, kolejne etapy przygotowań na 110. piętrze nieistniejących już wież WTC wciąż trzymają w napięciu.

Jednak nie jest to zwykła opowieść. Historia, którą przybliża nam niepozorny linoskoczek, tchnie magią, a Petit jest (dosłownie i w przenośni) magikiem: swoimi sztuczkami potrafi wywołać u publiczności śmiech i wzruszenie, a przede wszystkim – dać wiarę. Wiarę w to, że dziecięca naiwność i dążenie do celu bez względu na wszystko mogą zaprocentować. Petit jest doskonałym gawędziarzem, który – jak powiedział jeden z jego przyjaciół – „potrafi wciągnąć w swój świat”. I rzeczywiście: jego żywiołowość i namacalny wręcz optymizm sprawiają, że chce się być częścią świata, który kreuje.

Żeby nie było zbyt cukierkowo: „Człowiek na linie” przekazuje również gorzką, choć powszechnie znaną prawdę – to droga do spełnienia marzeń jest najprzyjemniejsza, a gdy osiągnie się już wszystko, zostaje pustka. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić. Phillipe Petit zapłacił za 45 minut na linie rozpiętej między wieżami WTC. Dlaczego to zrobił? - Nie rozumiem, dlaczego wszyscy o to pytają, po prostu musiałem to zrobić - odpowiada na ekranie. - Musiałem się znaleźć na bezludnej swoich marzeń - dodaje.

Zatem jeśli i wy poszukujecie swojej bezludnej wyspy i potrzebujecie inspiracji, to gorąco zachęcam do obejrzenia tego filmu – naprawdę warto!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

fajny film:]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.