Facebook Google+ Twitter

Beznamiętnie w Ateneum

Izabella Cywińska, dyrektor artystyczny Teatru Ateneum w Warszawie, postanowiła uraczyć widzów drugą sztuką tego sezonu we własnej reżyserii. Po nieudanych „Odejściach” Havla, przyszedł czas na „Namiętności” wg opowiadań I.B. Singera. Niestety, okazały się one kolejnym pokazem niemocy Ateneum skazującym ten teatr na zejście do rangi teatru dzielnicowego.

plakat do "Namiętności" w Ateneum / Fot. AteneumCywińska sięgnęła po - jak wspomina w jednym z wywiadów - tekst, który interesował ją od dawna. Opowiadania Isaaca Bashevisa Singera to pełne lepkiego kurzu spotkanie ze zwykłymi ludźmi z żydowskich ulic. Te, często impregnowane pędzlem miłości, obyczajowe obserwacje pasjonują od dziesiątek lat czytelników na całym świecie. Sama pamiętam, jak za czasów studiów zamykałam się na poddaszu i pochłaniałam teksty Singera. Mają one w sobie tę moc prostego ujmowania ducha, która krzepi.

Reżyserka zaadaptowała do „Namiętności” trzy opowiadania Noblisty: „Broda”, „Przygoda” oraz „Wielbicielka”. Stworzyła dzięki temu nieskomplikowaną historię kobiet udających się do Autora po pomoc, jako do kogoś między ludźmi a Bogiem. Zwierzają mu się one z najskrytszych problemów miłosnych, seksualnych oraz tożsamościowych. Autor słucha... namiętnie, by przeżywszy ich historie stworzyć własne opowiadania. Prawdziwy Singer miał ożyć teatralną adaptacją Cywińskiej.

Zatem siedząc już na widowni Teatru Ateneum i widząc rozświetlającą się dekorację „Namiętności”, stanowiącą swego rodzaju reminiscencję singerowskiego świata, poczułam się jak za dawnych lat, czytając Singera na poddaszu. Scenografia Jana Kozikowskiego jest ujmująca: scena zabudowana stylizowanymi podestami, schodami, drzwiami, budkami, balkonami i oknami, zupełnie jak przy ulicy Próżnej w Warszawie, a wszystko to w drewnie o jakby cynamonowej aurze. Singer znajduje się zatem w „Namiętnościach” jak gołąb na strychu, otulony estetyką ni to z Van Gogha, ni to z Chagalla...

 / Fot. AteneumNiestety cały ten pięknie stylizowany świat zaczyna się powoli walić od pierwszych niepewnych kroków aktorów po drewnianej ulicy. Tym samym, „Namiętności” pomimo interesującej tematyki i scenografii, okazują się kolejną porażką Izabelli Cywińskiej w jej własnym teatrze. Porażką, która utwierdza w przekonaniu, że Teatr Ateneum to niestety geriatryczne miejsce na teatralnej mapie Warszawy. Już od momentu kiedy zaczyna się akcja, spektakl nie jest tym, czego można by się spodziewać po jego zapowiedziach.

Mimo, że reżyserka zaangażowała do głównej roli Grzegorza Damięckiego, który dysponuje doskonałymi warunkami by wcielić się w Singera w kwiecie wieku, to jego gra jest zupełnie nieprzekonująca. Aktor sili się, wymachuje palcem w widownię (tak w prologu jak i w epilogu), biega po schodach, rzuca się na podłogę... wszystko bez większego celu. Podobnie jest z resztą, dobrych przecież, aktorów Ateneum. Nawet Jadwiga Jankowska-Cieślak, którą jeszcze z dreszczem wspominam z „Wymazywania” Krystiana Lupy w Teatrze Dramatycznym, nie ratuje sytuacji swą dojrzałą i kuszącą zmysłowością.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

(+) Właśnie wróciłam ze spektaklu. Odczucia niestety bardzo zbliżone - dobrze, że "namiętności" szargały mną tylko półtorej godziny. A scenografia obiecywała tak wiele...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nieobraźliwa negatywna recenzja jest trudniejsza do napisania niz pozytywna...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za świetną recenzję, szkoda, że negatywną, ale to już nie wina Autorki

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Pani Lindo, jestem zachwycona Pani bogatym językiem! Proszę o więcej, więcej i więcej Pani tekstów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.