Facebook Google+ Twitter

Bezpłatna komunikacja, czyli nie płacę, ale wymagam...

Coraz głośniej we Wrocławiu o akcji niekasuj.pl. Hasło "żądamy bezpłatnej komunikacji miejskiej" wita odwiedzających stronę inicjatywy. Czy darmowa komunikacja to na pewno same korzyści?

Baner akcji niekasuj.pl / Fot. http://niekasuj.pl/Pomysłodawcy tego przedsięwzięcia - Związek Syndykalistów Polski - twierdzą, że darmowe przejazdy komunikacją miejską to same korzyści, nie tylko dla portfeli pasażerów ale dla całego miasta. Bezpłatny transport miałby niby zmniejszyć korki na ulicach Wrocławia, co przyczyniłoby się do popularnego ostatnio nurtu ekologicznego.

W swym manifeście Związek Syndykalistów Polski zawarł zdanie "Wszyscy płacimy podatki. Pieniądze, którymi zarządza Ratusz są nasze i my mamy prawo decydować na co zostaną przeznaczone." Oczywiście pieniądze z podatków miałbyby być przeznaczone na darmowy transport, otóż może ktoś nie wie, ale do publicznego transportu miasto i tak musi dopłacać, a pieniądze z biletów są tylko częścią dochodów MPK.

Sam pomysł bezpłatnej komunikacji nie budzi większych kontrowersji, dyskusji podlega akcja protestacyjna, którą organizatorzy postanowili przeprowadzić - wzywają do niekasowania biletów.

W mojej opinii niekasowanie biletu jest to zwykła kradzież. Nikt nikomu przecież nie każe jeździć tramwajem, jak ktoś nie chce, może wybrać rower, taksówkę lub przejść się piechotą. Dla mnie sprawa jest prosta - chcę jechać, płacę złoty dwadzieścia, kasuję bilet i jadę, nie kasuję nie wsiadam. To jest tak samo jakbym miał ochotę na pizzę - idę do pizzerii: płacę to jem, nie płacę to mogę tylko obejść się smakiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 22.09.2009 20:50

Mam miesięczny i chciałabym, aby każdy kto korzysta z komunikacji miejskiej go zakupił. Zdarzyło mi się kilka razy spóźnić do szkoły, dlatego że kierowca wezwał policję, bo jeden z pasażerów nie miał biletu. Nikogo nie chciał wypuścić z autobusu, był krzyk i wielka awantura. Marzę, żeby takie sytuacje się więcej nie zdarzały.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chory socjalistyczny pomysł. Zamiast prywatyzować wszystko co pożera nasze podatki to lewicowi działacze chcą jeszcze bardziej pogrążyć nasz kraj. Nie jest żadną tajemnicą że firmy prywatne radzą sobie lepiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sprawdzanie biletów na przystankach faktycznie zajmowałoby zbyt wiele czasu i nie ma w tym niczego odkrywczego. Jeśli na przystanek wjeżdża jeden tramwaj/autobus na mniej niż pięć minut, to wydłużenie jego postoju o dwie minuty to tragedia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W większości miast Polski obowiązuje chory system, polegający na tym, że sprawdza się wyrywkowo jakiś tam, niewielki odsetek pasażerów na okoliczność uiszczenia zapłaty. A wyobraźmy sobie np. seans w kinie albo widowisko sportowe, na które wpuszcza się ile tylko osób wlezie, a dopiero po zamknięciu drzwi sprawdza się kilkunastu widzów, czy weszli z biletem, czy na tzw. "krzywy ryj". Oczywiście taka sytuacja sprawiłaby, ze nie opłacałoby się płacić za wstęp, a instytucja, która wprowadziłaby taki, chory system zanotowałaby drastyczny spadek przychodów z biletów. Ale w branży miejskokomunikacyjnej to zupełnie normalne. Mało tego - rozmawiałem na ten temat z osobami związanymi z komunikacją i te osoby twierdzą, że nie da się (!) nie wpuszczać bez biletu bo autobus/tramwaj będzie za długo czekał na przystanku.

Tolerowanie pasażerów niepłacących wiąże się również z masowym nawiedzaniem pojazdów komunikacji miejskiej przez osoby, które nawet, gdy zostaną napotkane przez kontrolera, zostaną ominięte przy kontroli biletów. Największymi grupami uprzywilejowanymi są żule i chuligani. Tych pierwszych kontrolerzy się brzydzą, drugich - boją. Tymczasem przedstawiciele klasy menelskiej nie tylko śmierdzą, uprzykrzając w ten sposób jazdę uczciwym pasażerom (tj. tym, którzy zapłacili za przejazd i zasługują na jazdę w znośnych warunkach), ale również, jako ze mają w zwyczaju potrzeby fizjologiczne załatwiać "pod siebie", zostawiają po sobie brudne siedzenia. Z kolei chuliganeria jest grupą, która ma upodobanie do niszczenia taboru. Koszty naprawy, czyszczenia i samego przejazdu osób, których można by po prostu nie wpuszczać, pokrywają oczywiście uczciwi pasażerowie, bo te koszty są wliczone w cenę. Ewentualnie jeśli to nie wystarczy, można sięgnąć do kieszeni podatników, a więc również tych, którzy znając poziom usług komunikacji miejskiej z tychże usług nie korzystają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.