Pozycja materiału w rankingach:
W stolicy Malezji pokojowo koegzystują trzy wielkie kultury: muzułmańska, hinduska i konfucjańska. Gdzie nie spojrzeć, zobaczymy kobiety w islamskich hidżabach, indyjskich sari i minispódniczkach.
Po blisko trzynastu godzinach lotu z Londynu zszedłem na płytę lotniska w Kuala Lumpur (KL). Moje nozdrza zaatakowało gorące, tropikalne powietrze wymieszane z oparami paliwa lotniczego. Odprawa imigracyjna zdawała mi się wlec w nieskończoność, choć trwała zaledwie pół godziny. Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(14)
Średnia ocen
(4.79)
Wiek: 30 | Miejscowość: Bangkok | Kraj: Tajlandia
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marek Lenarcik 04.01.2010 05:10
@ Barbara - dzięki. Na książkę mam czas. Wydać coś takiego to nie sztuka. Tak jak nie sztuką jest wydać serię notek z bloga. Widziałem i takie. I pewnie się sprzedają. Dobra okładka, dobry tytuł i leci. Ale czy jak już kupisz coś takiego to czy sięgniesz po tego autora następnym razem? No właśnie, ja chyba wolę przemyśleć projekt jeszcze kilka lat i napisać coś z zupełnie innej półki. :-)
BARBARA Romer Kukulska 03.01.2010 20:20
Zgadzam się z autprem i jego wątpliwościami, też bym miała. WG mnie to nie jest część ani rozdział książki o Malazji. To jest relacja przewodnikowa. Jeśli to miała by być książka to brak mi tutaj czegoś....;]
Marek Lenarcik 03.01.2010 20:02
@ Magdalena - no na pewno. Lektura "W Azji" Terzaniego wyraźnie pokazuje jak jego teksty ewoluowały. Te, które pisał w latach 70-tych są dramatycznie inne niż te napisane 20 lat później. Z jednej strony to normalne - więcej widział, więcej rozumiał, miał więcej do powiedzenia. Więc z pierwszą dużą publikacją pewnie nie warto czekać w nieskończoność. Co do azjatyckich wrażeń - poszedłem dziś do fryzjera. Niby nic szczególnego, gdyby nie to, że dwóch obecnych fryzjerów okazało się być transwestytami. (Słynni tajscy ladyboys!) Przyznaję bez bicia, że czułem się nieswojo, ale przełknąłem ślinę i dałem sobie umyć głowę i się ostrzyc. Zabawne, że klientka obok mnie, całkiem urocza Tajka czuła się o wiele bardziej komfortowo niż ja. Dla nich transwestyci są "sanouk". Najwierniesze tłumaczenie tego słowa to "zabawa" - niemalże życiowy cel każdego Taja i Tajki...
Magdalena Gawryś 03.01.2010 19:45
Zanim Bruczkowski i Terzani wydali swoje książki też pewnie mieli wątpliwości ...
Stefania Najsarek 03.01.2010 19:20
Marku, zajrzę, uzupełnię zaległości :) Pamiętam Cię, już kiedyś wpisywałam się, też artykuł zainteresował mnie.
A jeśli masz zdrowie i wytrzymujesz tamtejsze warunki, to nie rezygnuj. Mało tu mamy takich
osobistych relacji, więc każda będzie życzliwie przyjęta.
A książka?... choćby Arkady Fiedler, czy inni podróżnicy, podobnie opisywali własne przeżycia.
Masz tak bogaty materiał, że każdy znajdzie w niej coś ciekawego.
Powodzenia i pozdrawiam :)
Marek Lenarcik 03.01.2010 19:11
@ Jadwiga - dziękuję! Do upału można się przyzwyczaić a nawet polubić. Zacząłem czwarty miesiąc swojego tańca na równiku i przyznaję, że wolę to niż wieczne chmury i irlandzki deszcz, którego doświadczałem przez ostatnie trzy lata :-). Jest coś fajnego w szybkim, styczniowym marszu na śniadanie na mieście, gdy na dworze słońce i +32 :-)
Marek Lenarcik 03.01.2010 19:03
Dziękuję Stefanio! Prawda jest taka, że teksty nie ukazują się w kolejności podróżowania. Wszystko zależy od czasu i weny twórczej. Wszystko zaczęło się w Kuala Lumpur. Dalej był Singapur, Phuket (Tajlandia), Dżakarta, Bali, Timor-Leste, znów Bali i Malezja (Kuala Lumpur i Melaka) i podróż pociągiem z Kuala Lumpur do Bangkoku przez 3 dni z postojem w Hat Yai (Tajlandia). Tak dla hecy, bo wcale nie było taniej ( a wręcz drożej!) niż samolotem :-). W marcu przyjmę pewnie Wietnam lub Myanmar (Birma), bo będę musiał tajską wizę odnowić. Chciałbym zrobić coś o "demokratycznych" wyborach, które odbędą się w tym roku w Birmie po raz pierwszy od prawie 20 lat, ale jeszcze nie wiem czy się uda. Od prawie miesiąca mieszkam w Bangkoku - mieście znienawidzonym przez wielu turystów. Wieczne korki, zanieczyszczenie powietrza, chaos i tropikalny upał sprawia, że turyści po 2-3 dniach uciekają na wyspy. Ja dałem miastu szanse i z każdym tygodniem kocham je coraz bardziej. Wracając do tekstów - rzuć okiem na mój profil. Kilka już jest. Będzie więcej! :-)
Stefania Najsarek 03.01.2010 18:48
Na razie ruszasz w dalszą drogę... czyli można spodziewać się kolejnych interesujących relacji?
Bardzo czekam na nie; a za tę, gdyby można było więcej gwiazdek...,
jednak *5 musi wystarczyć :))
Marek Lenarcik 03.01.2010 18:43
Ok, wystarczy tego słodzenia, dobra? :-) Teraz na poważnie potrzebuje porady. Ten tekst to mocno zmodyfikowana wersja rozdziału z mojej przyszłej książki. Chwalicie tutaj, ale sam mam wiele wątpliwości. Wysłałem wersję "książkową" do kilku przyjaciół z prośbą o konstruktywną krytykę i znajomi potwierdzili moje obawy. To tekst typu: Byłem tu, widziałem to, dzisiaj zrobiłem to. W trakcie tej podróży zrobiłem trasę Kuala Lumpur-Singapur-Phuket-Dżakarta-Bali-Timor-Melaka(Malezja)-Hat Yai (Tajlandia)- Bangkok. I zasadniczo KL jest jednym z tych miejsc, gdzie jak widać w tekście w sumie nie wiele się wydarzyło. Kupilibyście książkę napisaną tym stylem? Bo ja nie jestem pewien...
MEDtube.pl hitem internetu! Polacy zrewolucjonizują medycynę?
(odsłon: +754)