Facebook Google+ Twitter

Bezwstydna Maria

Niestety, od ślepo wierzącej w swoją nietypową seksmisję Marii Peszek niczego ciekawego o seksie się nie dowiemy. Ale wie ona przynajmniej jak robieniem szumu wokół swojej osoby odwrócić uwagę od tego misyjnego pustosłowia.

Okładka płyty / Fot. KAYAXWystarczy na sztandarach nowej płyty powiesić hasło seksualnej swobody, a nożyce same się odezwą. Oburzenie „Naszego Dziennika”, plus książka „Bezwstydnik”, plus świetny występ w programie znanego showmana, plus razy kilka słowo „wzwód” pojawiające się w każdym wywiadzie z artystką. Wszyscy o Marii Awarii słyszeli i skuszeni rozpustną tematyką jej nowego krążka, zapewnili mu w niespełna tydzień, status złotego. W tym i ja.

„Marzyłabym o tym aby ludzie śmiali się i płakali czytając "Bezwstydnik", a słuchając płyty odczuwali nieodpartą ochotę aby się kochać”


Pomimo, że fanem „Miastomanii” jestem szczerym i wiernym trudno mi uwierzyć, w orgiastyczne przeżycia towarzyszące odsłuchowi „Marii Awarii” tak gorąco przez niektórych znajomych deklarowane. Ta płyta przecież w formie archaiczna, wcale w treści nie przełomowa, to zwyczajne rozczarowanie i ideologiczny pic na wodę.

Po tym jak wespół z Waglewskim na swoim debiutanckim albumie Marysia odczarowała skostniałą formę piosenki poetyckiej, obecne jej i producenta płyty - Andrzeja Smolika - posunięcia ocierające się o zachowawczy blues i chilloutowe plumkanie są najnormalniej na świecie nudne, momentami jedynie przykuwające. Ale z drugiej strony nie na rewolucję muzyczną się nastawialiśmy, bo to woltą obyczajową ta awaria miała stać.

„Są kobiety pistolety”


Marysia śpiewa o wystrzałowych kobietach, sama jednak mierzy do nas z mizernej wiatrówki. Teksty, dawniej jej największy atut, dzisiaj najsłabszy punkt. Napisane zwyczajnie słabo, oparte na banalnych skojarzeniach i infantylnych porównania rozczarowują najmocniej. Słowa klejone są bardziej pod brzmienie i częstochowski rym niż treść, najczęściej dla mocnego efektu podbijaną banalnym turpizmem. „Poliż mnie/ I'm Polish” sąsiaduje z „Heh hej hej/ Tyś mój klej/ Superglue/ I love you”. Pół biedy gdy jest to zwyczajna grafomania, gorzej gdy Maria plecie głupoty. Bo jeśli w „Mrs. Bartolozzi” Kate Bush artystycznie wyemancypowała panią domu, to w „Rosole” Peszkówna sięgnęła po przekłamany stereotyp serialowej kury domowej. Kobieta wyzwolona? Bardziej tania skandalistka, która w ramach szemranej rewolucji, próbuje nam wmówić, że do walki o jakość naszych orgazmów, musiała zaangażować się sama sztuka reprezentowana – jakżeby inaczej – przez Marię Awarię. Za trzy świetne teksty („Ciało”, „Marznę bez ciebie”, „Maria Awaria”, ewentualnie „Kobiety Pistolety”) jestem wdzięczny. Za resztę podziękuję, bo z moim libido wszystko okej.

„Wierzę w ciała zmartwychwstanie, poprzez czułość, przez kochanie”


No właśnie. Pora na wielkie ogólnonarodowe przesłanie, które ten album zawiera, czyli „seks jest ok”. Pytanie czy Polacy o tym rzeczywiście nie wiedzą i czy ta płyta naprawdę mogła ich zgorszyć. Szanując ekshibicjonizm Peszkówny zaprzeczam teorii jakoby to wydawnictwo było wulgarne, czy tam nawet niegrzeczne. Są wzwody, napletki, łona i wiele innych. I co? Fizjologia, dorosłemu człowiekowi nieobca. Tyle że przedstawiona w sposób wielce nieciekawy, bo jestem pewien, że członek, wagina i zachodzące między nimi relacje, to tematy, które zobrazować można znacznie barwniej niż posługując się banalną metaforą rosołu. A przecież tak przekonująco wypadła w wywiadach, taka inteligentna kobieta. Cóż, pozostaję w smutku, bo przy „Marii Awarii” jedyne co może stanąć, to serce. Z żalu.

Klip "Ciało" promujący nową płytę Marysi Peszek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

żem zapracowana, za "jamalutką"
i +

Komentarz został ukrytyrozwiń

sromotnica bezwstydna! fallocentryczna Maria! Maria seksu pełna! Zdrowaś...
właśnie zabierałam się do napisania recenzji tej płyty :] w związku z chwilowym brakiem czasu dopiero zauważyłam, że artukułna ten temat już tu jest. Brawo! W sumie się zgadzam, mi też nic nie stanęło po zapoznaniu się z "Awarią". momentami byłam znudzona tekstami. Jednakże Muzyka Smolika zasługuje na plusika, autor też:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetnie się bawi tym językiem w sensie przenośnym, tą katolicką programową pruderią, i ma więcej jajec w sobie niż niejeden facet!

Komentarz został ukrytyrozwiń

w dzisiejszych czasach nie trudno być skandalistą, wystarczy zniżyć się do poziomu bruku

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak usłyszałam kawałek nie wiedząc, czego słucham, to pomyślałam - Co za żałosne rymy częstochowskie? To jakieś disco-polo?
Po informacji, że to nowa płyta Peszkowej zadałam sobie tylko pytanie - Czy bez tego całego skandalizowania ktoś by to w ogóle kupił?

Komentarz został ukrytyrozwiń

w przeciwieństwie do pozujących na i chcących dopiero być: Dorotki, Fryc, czy Joli - ona rzeczywiście jest skadalistką, płyta suuuper
a czy w naszym polskim ku.widołku tak jest super z "tymi sprawami"? to dlaczego nazwa srom ze staropolskiego znaczy wstyd? dlaczego o seksie nasze dzieci dowiadują się z "lekcji przystosowania do życia w rodzinie" prowadzonych przez katechetki, która czerwnieni się słysząc słowo "penis" - nie wspomnieć o ich mówieniu...
a Maria Peszek bawi się tym peszeniem... muzyzcnie b. fajnie
więc absolutnie zgodzić się nie mogę!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-)+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Fajny tekst i dobrze się czyta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki za punkty :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.09.2008 13:29

(+): fantastyczna recenzja.

płyta zresztą też ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.