Facebook Google+ Twitter

Białe jest kolorowe. Recenzja reportażu Ilony Wiśniewskiej

Jednostajna i nieco nudna pokrywa ze śniegu i lodu dobrze sprawdza się jako tło dla wyjątkowo barwnych postaci. Choć na Spitsbergenie żyje zaledwie 3 tys. osób, gwarno tu od nich i tłoczno od różnorodności.

 / Fot. J. LepiorzAutorka reportażu, Ilona Wiśniewska, mieszka w Longyearbyen, jednej z dwóch największych miejscowości Spitsbergenu, od 2010 roku. Odległość z Longyearbyen do bieguna północnego to ok. 1000 km, tyle co między Zakopanem i Szczecinem. Tyle, że tutaj, na największej wyspie Norwegii na Morzu Arktycznym, odległości odczuwa się nieco inaczej. W ogóle wszystko jest inaczej, tylko ludzie tacy sami. Ze sobą, oprócz ciepłych butów i ubrań, przywożą zwykłe radości, miłości, smutki i dylematy.

Pół roku ciemności i pół roku słońca, wszechobecne lodowce i jałowa pustka nie zmienia ludzkiego DNA ani zakodowanych w nim zachowań. Choć ta nieprzyjazna człowiekowi wyspa przerasta go i może nawet w jakiś sposób przeraża, on i tak radzi sobie całkiem nieźle, niestrudzenie szukając sposobów na przywrócenie normalności, gdy ospałemu ciału nie chce się funkcjonować bez słońca czy gdy nie da się zasnąć z nieustającą światłością za oknem. Albo gdy zaatakuje niedźwiedź.

Słowo egzotyka kojarzy się z gorącym klimatem, kolorowym ptactwem i malowniczymi plażami. Spitsbergen jest egzotyczny inaczej, w sposób mniej oczywisty, bardziej elegancki. Jest zamrożony i cichy, nie chce łatwo zdradzić swoich tajemnic. Większość czytelników, otwierając książkę, nie wie o nim zbyt wiele. Nie zna tutejszej fauny i flory, historii ludzkich osad z których zostały już tylko szczątki, krążących wśród mieszkańców legend czy przepisu na naleśniki z krwi renifera. Dzięki autorce "Białego..." można bardzo szybko oswoić ten obcy ląd, poczuć jego specyficzny klimat. Dzięki jej zdolności do wyławiania pozornie zwykłych a jednak frapujących ludzkich historii, czujemy, że gwarno tutaj od ludzi. Cudowna mieszanka narodowości, temperamentów i charakterów w jakiś głęboko ludzki sposób ożywia zamrożoną rzeczywistość.

Poznajemy historie samotnych myśliwych, naukowców z polskiej stacji badawczej Hornsund, kucharek w robotniczej stołówce, ciężko pracujących górników, fotografów-amatorów i wielu, wielu innych. Zarówno tych, ktorzy są tu obecnie, jak i tych, którzy spędzili tu kawałek życia kilkadziesiąt lat temu. Każdy z nich przyjechał tu gnany jakąś bardzo intensywną potrzebą. Czasem są to po prostu pieniądze, czasem zwykłe zrządzenie losu. Niektórzy na tym niepodatnym gruncie odkrywają w sobie nowe umiejętności, rozkwitają pełnią swoich możliwości. W zmarzniętych, jednakowych mieszkankach odnajdują swoje miejsce na świecie, choć świat widziany z perspektywy Spitsbergenu wydaje się być bardzo odległy.

Wiatr hula swobodnie po rosyjskiej osadzie górniczej zwanej Piramidą. Rosjan ewakuowano stamtąd jakiś czas temu, gdy wydobycie węgla stało się nieopłacalne. Zostawili za sobą puste skorupy mieszkań, hotel i knajpy, które teraz stały się atrakcją turystyczną. Gdzie indziej opuszczona osada nie budziłaby tyle emocji, ale tutaj, wśród śniegów, jak najbardziej. Wszystko jest tu bardziej ekscytujące, dzięki ekscentrycznej otulinie z mrozu, śniegu i lodowca.

W Longyearbyen samochodów się nie zamyka, kluczy nie wyjmuje ze stacyjki. To wyspa, nikt stąd autem nie ucieknie. Zamknięta społeczność, gdzie codziennie widzi się te same twarze i kupuje ten sam chleb w tym samym sklepie. Mimo tego nietypowego zaufania i wymuszonej nieco bliskości relacje międzyludzkie są raczej płytkie, ulotne. Mało kto mieszka tu bowiem na stałe, więc i po co angażować się w głębsze relacje? Ilonie Wiśniewskiej udało się jednak zaangażować i wydobyć z ludzi często osobiste opowieści, które budują atmosferę tego nietypowego miejsca.

Na stronie wydawnictwa Czarne czytam, że autorka to polinistka i fotografka. Po przeczytaniu jej ponad 200-stronicowej relacji ze Spitsbergenu jest dla mnie jednak przede wszystkim reporterką. Świetną reporterką, dostrzegającą to, co mości się pod podszewką ludzkich zachowań, skrupulatnie kolekcjonującą fakty ale i trochę przewrotnie komentującą skostniałą rzeczywistość, by nieco rozbić jej zastaną skorupę. Z prawdziwym wyczuciem pakuje te całe bogactwo treści w krótkie, spójne zdania. Prosta forma sprawia, że treść jest skondensowana ale i lekkostrawna, łatwo przyswajalna dla czytelnika spoza polarnego kręgu. Bariera znika i czujemy lodowaty podmuch mrożący policzki. To jeden z lepszych reportaży, jakie czytałem.

-------------------------------------------------
Ilona Wiśniewska - Białe. Zimna wyspa Spitsbergen
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 204

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dzisiejszej nocy mam wyjątkowe szczęście, co "rozwinę tekst", okazuje się, że wart było przeczytać. Tym razem również.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.