Pozycja materiału w rankingach:
Dzień Kobiet mnie przytłacza. Nie chodzi o peerelowską przeszłość tego święta, kiedy paniom wręczano rajstopy, goździki w celofanie lub tulipany – prosto z wiadra. Ósmego marca moja kobiecość głośno dopomina się o swoje: chce kolorów.
Jak ubarwić Dzień Kobiet, gdy na zewnątrz jeszcze szaro, zieloność w powijakach, a kwiaty – w doniczkach? Ja mam sprawdzony sposób. Uciekam do wspomnieniowych stopklatek i ląduję w magicznym Camarque... Może pewnego dnia Fortuna pośle mi swój promienny uśmiech i będę mogła spędzić tu wyjątkowy Dzień Kobiet?
Zatem postanowione – moja wymarzona wyprawa z okazji babskiego święta to podróż sentymentalna. Zanim dotarłabym do La Camarque – królestwa białych koni i flamingów – odwiedziłabym Arles, duszę Prowansji. W tym roku Dzień Kobiet wypada w niedzielę, a właśnie wtedy odbywa się w miasteczku niedzielny targ. Główną atrakcją nie są jednak oferowane przez kupców produkty, ale Cyganie, którzy dają gitarowe koncerty. Usiadłabym sobie na tarasie jednej z tutejszych kawiarni jak z obrazu holenderskiego mistrza, zamówiła szklaneczkę pastisu, i dała się ponieść rzewnej melodii... A ta zaprowadziłaby mnie prosto do Saintes-Maries-de-la-Mer, miejsca pielgrzymek Romów z całego świata.
To miasteczko jest jedynym z niewielu miejsc na Ziemi, gdzie kicz zachwyca. W każdym sklepiku na półkach piętrzą się obrazki z wizerunkiem Czarnej Sary, świętej patronki Romów, która przybyła do St. Maries-de-la-Mer na łodzi, jako służąca trzech Marii (Marii Magdaleny, świętej Marii Jacobé i Świętej Marii Salomé). Kobiety przywiozły do Europy tajemnicze zwoje z Palestyny, a Sara, zwana z powodu ciemnej
skóry Czarną, osiedliła się tu. Cyganie pokochali ją , bo była inna – tak jak oni. Co roku, 24 maja, przybywają tłumnie do miasteczka, aby wynieść posąg Sary do morza. Obrazki z patronką Romów to swego rodzaju ołtarzyki, zdobione wszystkim, czym tylko się da: paciorkami, koralikami, wstążeczkami, kamieniami - bez ładu i składu, i wydawałoby się – żadnej koncepcji. Są barwne i zdrowo przesłodzone, ale mają w sobie coś magicznego. Wiedzą o tym sprzedawcy, bo każą zainteresowanym słono płacić za te cudeńka.Zobacz także:
Artykuły
(2)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 37 | Miejscowość: Przasnysz | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Roman Woźniak 08.03.2009 15:55
Białe dzikie konie na rozlewiskach w delcie oglądałem na filmie i mimo że minęło około 50 lat pierwsze zdjęcie przywróciło mi pamięc o nich. Polecam
Na cętce źrenicy i w obiektywie: owady i bezkręgowce (2)
(odsłon: +110)