Facebook Google+ Twitter

Białe miasteczko?

Strajki w Polsce osnute są legendą. Wiązały się bowiem, od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, z walką o chleb, ale przede wszystkim o wolność i godność człowieka.

Białe miasteczko to ładnie brzmiące określenie szczególnego obozowiska i związanego z nim wydarzenia, trwającego już od kilku tygodni, do którego doszło w pobliżu kancelarii premiera. Można by sądzić, że był to pomysł amatorów ciekawych wakacji pod namiotami, łączący atrakcyjność lokalizacji z prowokacją zapewniającą dopływ adrenaliny, zwłaszcza w związku z dającą się przewidzieć interwencją policji, bo namioty ustawione zostały w środku stołecznego miasta.

Tym razem jednak nie chodziło o miłe spędzenie wakacji. Pod namiotami schroniły się pielęgniarki, które postanowiły zastrajkować, czyli zaprotestować przeciwko zbyt niskim wynagrodzeniom.?Strajki w Polsce osnute są legendą. Wiązały się bowiem, od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, z walką o chleb, ale przede wszystkim o wolność i godność człowieka. W walce o chleb nie chodziło wówczas o pieniądze, bo ludzie je mieli, ale o możliwość kupienia za nie podstawowych artykułów żywnościowyc. Kluczem do urzeczywistnienia tego postulatu była wolność, dostęp do prawdy, swobody komunikowania się ze światem, wolny rynek. W tle tych żądań była sprawa podstawowa, a mianowicie uszanowanie godności każdego obywatela.

Gdybyśmy spojrzeli w odległą przeszłość, w której nie funkcjonowało jeszcze pojęcie strajku jako
nacisku na pracodawcę, podejmowanego, by uzyskać lepsze warunki pracy i płacy, to zauważymy, że w systemach ekonomicznych, w których jedyną zasadą było bezwzględne posłuszeństwo wobec pracodawcy i jego zysk, wszelka odmowa pracy była karana nawet więzieniem i śmiercią. Przecież jeszcze przed kilkunastu laty strajki w państwach tak zwanej demokracji ludowej były nielegalne. Przyznanie pracownikom prawa do strajku i posługiwanie się nim w warunkach państwa demokratycznego, a więc w państwie prawa, przynajmniej teoretycznie zmienia jego charakter. Strajk nie powinien już służyć celom politycznym, bo od tego są instytucje demokratyczne, a więc wolne wybory i powołane zgodnie z wolą społeczeństwa organy władzy. Pozostaje natomiast narzędziem upominania się przez pracowników o sprawiedliwe warunki pracy i słuszną zapłatę.

Jest niezmiernie trudno ustosunkować się do konkretnych wydarzeń strajkowych. Różne formy protestu podjęli lekarze, a dołączyły do nich pielęgniarki. Jedni i drudzy stawiają żądania płacowe. Podobne działania podejmują nauczyciele i policjanci. Jest to o tyle znamienne, że zbuntowały się środowiska pracy, które pełnią szczególne funkcje w społeczeństwie, uznawane za misyjne. Tradycja, jaka towarzyszyła zawodom nazywanym wolnymi, czyli pochodzącym z wolnego wyboru, widziała w osobach podejmujących się takiej drogi życiowej ludzi powołanych do spełniania wyższych celów i poświęcających się dla ich realizacji. Z takiego punktu widzenia nie wynikało w żaden sposób, że osoby wybierające taką misję nie mają prawa do godziwego utrzymania siebie i rodziny. W dzisiejszych warunkach przysługują im pełne prawa do wynagrodzenia, które odpowiada ich wykształceniu, stażowi pracy i wartości służby społecznej, jaką wypełniają. Ta sama zasada dotyczy lekarzy.

W każdym zawodzie uwzględnia się różnice między zwykłymi pracownikami a specjalistami, tym bardziej w dziedzinie medycyny, która dziś nie może się obyć bez specjalistów. Szczególnym zaniedbaniem jest to, że już dawno dostrzeżono wartość menedżerów w gospodarce, w bankowości, w przedsiębiorstwach; są oni wynagradzani w sposób niestandardowy, natomiast nie zauważono podobnej różnicy wśród ludzi odpowiedzialnych za zdrowie i życie ludzkie.

Można odnieść wrażenie, że ludzi wolnych zawodów potraktowano w reformach ekonomicznych jako grupę osób, które prawdopodobnie nie upomną się o swoje i mogą poczekać na to, co się im słusznie należy. Przeciągnięto strunę. Wiadomo przecież, że tradycyjny, wysoki etos tych zawodów uległ daleko posuniętej erozji i wiele wykonujących je osób traktuje swoją pracę po prostu jako źródło utrzymania. Chyba tylko wyjątkowo jest to postawa świadoma, częściej natomiast jest przyzwoleniem na lansowaną opinię, że to taki sam zawód jak inny, że pracownicy służby zdrowia to tacy sami ludzie jak inni i mają te same prawa. To niewątpliwie jest prawdą, ale w tej opinii gdzieś ginie pojęcie powołania, poświęcenia się służbie innym, radości ze spontanicznego i nieodpłatnego niesienia pomocy, jednym słowem, zatracone zostało samo jądro etosu.

Zarówno lekarze, jak i pielęgniarki mają prawo do wynagrodzenia, będącego godną rekompensatą za ich kompetentną i odpowiedzialną służbę i każdy wie, że od lat to prawo jest lekceważone, a ich pensje urągają elementarnemu poczuciu sprawiedliwości.?Społeczeństwo raczej nie kwestionuje słuszności protestu, ale zadaje sobie szereg pytań dotyczących różnych aspektów strajku: ekonomicznych, prawnych, politycznych, a zwłaszcza etycznych i odpowiedzialności moralnej za to, co jest jego skutkiem, zwłaszcza dla pacjentów. Na te pytania trzeba pilnie szukać odpowiedzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.