Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33161 miejsce

Biało-czerwoni skaczą bardzo źle. Czy to już kryzys?

Polscy skoczkowie wciąż powtarzają, że ich forma jest coraz wyższa. Niestety wciąż tego nie widać. Czarę goryczy przelały dzisiejsze zawody w Niżnym Tagile, w których żaden Polak nie zakwalifikował się do finałowej rundy.

Piotr Żyła / Fot. EPA/SERGEI ILNITSKYWyglądało to bardziej dramatycznie niż się skończyło. Dawid Kubacki zaraz po wyjściu z progu dostał bardzo mocny boczny podmuch wiatru po czym runął plecami w stronę zeskoku obiektu w Niżnym Tagile. Kibice odetchnęli z ulgą, kiedy zobaczyli 24-latka schodzącego o własnych siłach ze skoczni w towarzystwie fizjoterapeuty kadry, Łukasza Gębali, mając nadzieję, że ten wypadek będzie złym początkiem dobrych zawodów w wykonaniu biało-czerwonych.

Niestety, upadek Kubackiego miał swoją symbolikę. Dziś wszyscy podopieczni Łukasza Kruczka skakali dramatycznie. Nikt nie zdołał zakwalifikować się do drugiej rundy. Tak źle nie było bardzo dawno i coraz łatwiej zrozumieć jest rozgoryczenie kibiców, którzy powoli tracą cierpliwość do naszej kadry. Wczoraj niezłym wynikiem popisał się Piotr Żyła, który zajął 10. miejsce. Wiślanin tak dobrze w tym sezonie jeszcze nie skakał. Nie wolno zapominać jednak o tym, że do Rosji nie pojechało m.in. czterech skoczków z pierwszej dziesiątki PŚ.

Dziś Żyła zamiast walczyć o lepszy rezultat, musiał walczyć o przetrwanie. Poniekąd zresztą ze swojej winy. Wiślanin najpierw mocno spóźnił odbicie, po czym wiejący w plecy wiatr docisnął go do zeskoku. Problemy miał również Klemens Murańka, któremu po wylądowaniu odjechała narta, co w konsekwencji spowodowało upadek. Ziobro nawet nie doleciał do 110 metra, a Maciej Kot nie osiągnął punktu konstrukcyjnego, choć podczas jego skoku wiatr wiał pod narty prawie metr na sekundę.

Można to niepowodzenie zrzucać na karb loteryjnych warunków (zawody ostatecznie przerwano przed skokami czołowej dziesiątki pierwszej serii, zawody wygrał Severin Freund), ale po dzisiejszych zawodach nawet najwięksi optymiści zaczęli wątpić w to, że biało-czerwoni są świetnie przygotowani do sezonu. Po zawodach w Kuusamo, czyli dwa tygodnie temu, nasi skoczkowie mieli łącznie trzy dni poświęcone na treningi na skoczni. Zarówno przed wyjazdem do Lillehammer, jak i do Niżnego Tagiłu Łukasz Kruczek i jego zawodnicy powtarzali, ich forma idzie w górę, że to tylko początek sezonu i do najważniejszych imprez jeszcze daleko.

Ale nasi po treningach na Wielkiej Krokwi wciąż wyglądają w porównaniu z konkurencją bardzo niemrawo. Liczby nie kłamią. Polacy w Pucharze narodów zdobyli do tej pory 123 punkty. Dziś wyprzedzają nas Szwajcarzy, Czesi czy Finowie, którzy jeszcze do niedawna byli chłopcami do bicia.

Słowo klucz w polskiej reprezentacji: Engelberg. To właśnie tam za tydzień dotrze pucharowa karuzela. W ostatnich dwóch latach na skoczni Grosse Titlis nasi skoczkowie doznawali sportowej metamorfozy. Symboliczne były zawody sprzed roku, kiedy Kamil Stoch i Jan Ziobro wygrali po jednym konkursie. Nienajgorzej było dwa lata temu - podium Stocha i dwoje Polaków w czołowej dziesiątce. - Zawody w Engelbergu nierzadko są tymi pierwszymi najbardziej sprawiedliwymi w sezonie. Poczekajmy właśnie do nich, a potem będziemy oceniać formę naszych skoczków - apeluje Rafał Kot.

Po dzisiejszym konkursie jedno jest pewne - gorzej już chyba być nie może. Z naciskiem na "chyba".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.