Facebook Google+ Twitter

"Białoruś każdego dnia zabierała nam wolność". Spowiedź młodego Białorusina

Kiedy został zmuszony do opuszczenia swojego rodzinnego domu miał zaledwie 14 lat. Tego dnia nie zapomni do końca życia. Był 25 maja 2007 roku, przyroda w Homlu (miasto położone w południowo-wschodniej Białorusi) właśnie w pełni rozkwitała.

Na zegarze wybiło południe. Młody Olek Januszkiewicz wraz ze swoją matką przekroczył granice Polski oddalając się od swojej rodziny i przyjaciół, aż o 1186 km.

Miasto Homel / Fot. http://www.darmowe-zdjecia.org/(Nie)szczęśliwe dzieciństwo

Homel - ponura dzielnica gangsterska, założona na dawnym lotnisku. A w niej szara, odrapana kamienica bez drzwi wejściowych. Przy futrynie najczęściej chwieją się samotni pijacy, którzy swe czynności fizjologiczne załatwiają wprost na jej próg. Skrzypiącymi, drewnianymi schodami dostajemy się na trzecie piętro, numer mieszkania osiem. Mijamy puste butelki po taniej wódce,
szczury, niedopałki i zużyte prezerwatywy. Stajemy przed brązowymi drzwiami z wydrapanym numerem osiem. W środku nic nie wygląda lepiej - dwa ciasne pomieszczenia bez prądu i wody. Zdarza się, że po ścianie przebiegnie karaluch, a spod szafki wyjrzy mysz. Podłoga lepi się od czarnej mazi. Posępną scenerię zamyka gryzący zapach wilgoci unoszący się w powietrzu. - Nigdy nie było łatwo, ale radziliśmy sobie. Dopiero po śmierci taty, cały nasz świat legł w gruzach. Moja mama nie potrafiła odnaleźć się w nowej sytuacji, nagle wszystko zaczęło nam coraz bardziej doskwierać. Najbardziej denerwowało mnie to, że nie mogłem jej wtedy pomóc, byłem po prostu za młody. Przez kilka miesięcy czułem się jak ciężar, kula u nogi. Chciałem wtedy popełnić samobójstwo, myślałem, że mamie beze mnie będzie lżej - łamiącym się głosem opowiada Olek.

Bez super bohatera

Nie jest łatwo, kiedy umiera jedyna osoba utrzymująca trzyosobową rodzinę. 14 września 2005 roku wraz ze śmiercią Bogdana Januszkiewicza (taty Olka)
do mieszkania numer osiem wkradła się bieda, głód i zimno. Na starej kanapie najczęściej siedziała Alina (mama Aleksandra), trzymająca w jednej ręce tani alkohol, a w drugiej papierosy. Po kątach snuł się sam Olek, dzieciak z podstawówki chcący popełnić samobójstwo. Całymi dniami nic nie jadł, nie pił, nie bawił się z innymi dziećmi, wolał kątem oka obserwować matkę. Bał się, że skończy tak samo jak jego ojciec. Zapije się na śmierć. - Nie chcę opowiadać jak się wtedy czułem, na samą myśl o tych emocjach mam ochotę rozpłakać się jak kilkulatek, który nie dostał wymarzonej zabawki. A jeśli chodzi o tatę, to był on moim super bohaterem, bronił mnie i mamę, przed tym wszystkim co się działo w kamienicy. A działo się sporo: pijaństwo, awantury, przemoc, publiczny seks i ludzie bez perspektyw - ze łzami w oczach mówi Olek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Brawo Weronika - Dobry artykul , dobra robota.! Ps. Wroclaw to bardzo duza metropolia Dolnego Sla,ska .Pracowalem 3 miesia,ce , to cos o nim wiem.?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.