Pozycja materiału w rankingach:
Najpopularniejsza książka świata, corocznie kupowana oraz rozdawana w nakładzie ponad 100 mln egzemplarzy, pierwsza wydrukowana przez Gutenberga, pierwsza wyniesiona w przestrzeń kosmiczną...
Biblia to zbiór opowieści beletrystycznych, napisanych pierwotnie po hebrajsku, aramejsku i grecku, pomiędzy X wiekiem p.n.e. a II wiekiem n.e. Jej autorami jest kilkudziesięciu nieznanych mężczyzn, których rękopisy poprawiały i modyfikowały setki korektorów, gdyż nie zachował się oryginał żadnej z biblijnych opowieści, a jedynie kopie ich kopii. Ponieważ autorzy tej korporatywnej pracy nie konsultowali się ze sobą i reprezentowali odmienne poglądy, Biblia zawiera setki sprzecznych ze sobą opisów zdarzeń oraz wykluczających się wzajemnie nakazów i zakazów (dwa sprzeczne ze sobą opisy stworzenia człowieka i potopu; dwa sprzeczne rodowody Jezusa, cztery sprzeczne opisy chrztu i konania Jezusa, dziesiątki sprzecznych przykazań, itp. itd.). Także wachlarz gatunkowy utworów wchodzących w skład tego zbioru jest szeroki, gdyż dopiero w IV wieku dowolnie wybrano z tysięcy apokryfów kilkadziesiąt z nich jako kanon i nazwano Biblią – czyli Księgą (od greckiego słowa „biblion”). Jeśli chodzi o katolików, dopiero na soborze w XVI wieku, zatwierdzili oni swój kanon, czyli apokryfy, które mają być składnikiem Biblii. Zobacz także:
Artykuły
(11)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(1.99)
Wiek: 36 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
O mnie: http://mentat.blog4u.pl/
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ossen 22.03.2011 16:35
skąd teza że pisarze biblijni kopiowali wiele różnych sprawozdań z innych tekstów.? zastanówmy się o potopie np. -jeśli jest faktem to i pisarz biblijny i inni pisarze z których rzekomo on to skopiował powoływali się na prawdziwe wydarzenie przekazywane z ust do ust od poprzednich pokoleń, w końcu ktoś niezależnie je spisał, a to że w innych podaniach jest to bardziej "pięknie, poetycko" spisane pokazuje tylko że w biblia nie jest utworem poetyckim, co do pieśni nad pieśniami który jest poetycki-czy w kulturze brakuje miłości która prawie wszędzie jest taka sama? pisarz opisuje uczucia które są nieobce nikomu na calej ziemi..skąd domysł że skopiował to lub czerpał z tego opisu?
Marcin Stanowiec 26.01.2010 12:06
"Egzegeza" biblijna autora wpisana jest właśnie w taki szeroki plan. Autor przyjmuje z góry tezę, że nie ma Boga za słuszną. Nie widzi sposobu, nie ma pomysłu na poznanie go - czyli udowodnienie, że go nie ma. Jest różnica między odkryciem Boga, miłości, wolności a udowodnieniem Boga i pojęć, które wymykają się eksperymentowi, czyli nauce.
.
Całą biblijna reszta przeciągnięta jest w ramy ateistycznego schematu. Był taki francuski biblista, znakomity naukowiec, znawca antyku, a zarazem sceptyk - wyrażał wiele wątpliwości, które denerwowały wierzących. On powiedział, że aby zrozumieć Biblię trzeba patrzeć na nią oczami ludzi dla któych była spisana czy opowiadana. Tę samą zasadę odniósł też zresztą do mitologii greckiej i innych. Jeśli nie wczujemy się w tego, Greka, który przeżywał przygody Zeusa to nie zrozumiemy sensu mitu.
.
Ateizm, agnostycyzm i wszelkie apriori zamyka bramę do zrozumienia tekstu biblijnego. I wtedy pozotsaje takie potykanie się, przypatrywaniem się szczegółom, łapanie za słówka.
.
Zrozumienie Biblii wymaga przyjęcia takiej metody jak egzegeza, hermeneutyka i doktryna. Biblia jest tekstem wiary i trzeba zrozumieć równolegle do analizy tekstu biblijnego założenia wiary. Tak jak przezywa się małżeństwo w miłości a nie w zapisach prawnych. Nie mam na myśli uwierzenia, ale zrozumienia doktryny i duchowości.
.
Francuski profesor u schyłku swojego życia uwierzył w Boga. To oczywiście nie jest dydaktyczna konkluzja. Po prostu tak potoczyło się, jego życie.
Piotr Wierzbicki 24.01.2010 23:10
Paweł W. Obraża Pan Muzułmanów, stawiając znak równości pomiędzy zbrodniarzami a Muzułmanami.
Włodzimierz D. 03.01.2010 23:30
Mariusz Orłowski: "Zainteresowanych tematem odsyłam do publikacji:"
He,he! No dobre sobie!
"3) Daniken Erich von: Objawienia."
Nawet nie przypuszczałem, że Daniken miał OBJAWIENIA. Prorok jaki, czy co? Co najwyżej garkotłuk. Ale takich proroków, dla dobrych pieniędzy i popularności w obecnych czasach nie brakuje. A dla mnie to żaden autorytet w sprawach biblijnych, nie mówiąc o pozostałych autorach.
Mariusz Orłowski 31.10.2009 17:10
Tomek Sroczyński - CD:
11. O każdym konkretnym twierdzeniu wyrażonym w języku naturalnym można zasadnie powiedzieć, że jest prawdziwe lub że jest fałszywe, bez względu na to jakiej sfery ono dotyczy, czy fizyki, czy antropologii, czy religii, czy magii, itd.
12. Prawdziwość i fałszywość twierdzeń ma odniesienie wyłącznie do rzeczywistości (mechanizm referencji) - albo twierdzenie zgadza się z rzeczywistością, albo się nie zgadza.
a. Sperma, jajeczka, embrion i płód nie są osobami ludzkimi (w ogóle nie są osobami) - potencjalnie mogą się nimi stać, zarodek jest pasożytem żerującym na ciele kobiety, jest niezdolny do samodzielnego utrzymania własnej homeostazy, nie posiada cech które nawet religia przypisuje duszy jako wyznacznikowi człowieczeństwa, nawet nie odróżnia siebie od otoczenia, nie jest zdolny do najprostszych refleksji nad czymkolwiek, nie przejawia żadnych uczuć, itd. Takie zwierzę jest na poziomie psychicznym zwłok człowieka którym usunięto by półkule mózgowe, w zależności od stadium rozwoju płód jest na biologicznym poziomie ryby, płaza czy gada, zaś noworodek na poziomie świni czy szympansa, dopiero około 4 roku życia człowiek uzyskuje potencjał psychiczny (intelektualny, uczuciowy) większy niż dorosłego szympansa.
b. Śmierć jest przejściem fazowym pomiędzy dążeniem do homeostazy a rozpoczęciem dążenia do wzrastania entropii układu, jakim jest zwierzę. Wraz z rozpadem połączeń neuronów w mózgu, świadomość i osobowość człowieka bezpowrotnie przestaje istnieć.
c. Wszystko co istnieje jest materialne, umysł, nośniki każdego oddziaływania, itd. Z definicji "nic" nie ma desygnatu, a na materię może oddziaływać tylko materia, stąd przyczyną każdego oddziaływania jest materia.
d. Logika nie jest wymyślona przez człowieka ale przez niego odkryta, gdyż wszystko podlega związkowi przyczynowo-skutkowemu przez co jest zdeterminowane. I to właśnie opisują zasady logiczne, że coś musi bądź nie może mieć miejsca. Tak więc logika jest bezbłędna, co innego z konkretnymi systemami nazywanymi przez ludzi logiką, a logiką nie będącymi (np. różne definicje "prawdy", które nie definiują prawdy).
e. Różnie należy postępować, w zależności od różnych celów i odmiennych hierarchii wartości. Nie ma żadnej etyki która byłaby obiektywnie uzasadniona, bez względu na cele których osiągnięciu miałaby służyć. Jak w każdej sensownej działalności, najpierw wyznacza się cel, a następnie ustala co należy czynić i czego uniknąć aby cel osiągnąć.
f. Określenie i przyjęcie osobistego etosu powinno przebiegać następująco: sprecyzować i uhierarchizować swoje wartości najwyższe pozytywne (np. miłość, prawda) oraz negatywne (np. lęk, odrzucenie), względem nich wyznaczyć realistyczne cele (np. szczęśliwa rodzina, kariera pisarska), stworzyć zasady których stosowanie ekonomicznie doprowadzi do celów, a tym samym osobistych wartości pozytywnych.
g. Wszystko co tu piszę wynika z praw przyrody, które są opisane w wielu dyscyplinach naukowych, począwszy od matematyki, cybernetyki i fizyki, przez biologię, antropologię, socjologię, po psychologię, kognitywistykę, teorię dowodzenia czy organizację pracy.
h. Życie obiektywnie nie posiada żadnego celu i sensu. Popęd seksualny nie jest biologicznym celem - ewolucja nie wyznaczyła żadnych celów; prokreacja istnieje tylko z jakiegoś powodu a nie w jakims celu (po prostu ewolucja u gatunków dwupłciowych przebiega szybciej i mają one większą przeżywalność, co utrwala popęd seksualny u kolejnych pokoleń).
j. Masz patologicznie rozbudowane tendencje do antropomorfizacji obiektów i procesów nieożywionych - natura i ewolucja nie myśli, nie wyznacza żadnych celów, nie działa z sensem, nie planuje. Toteż nic one nie dały po coś komukolwiek - jeśli coś przetrwało tzn. tylko tyle że było stabilniejsze od czego innego, i tak - humanoidy które dziedziczyły po przodkach (także jako wytwór kultury) przekonanie o sensie i celowości istnienia, miały wyższą przeżywalność i były bardziej efektywne od tych co poczucia celu i sensu nie miały (poczucie sensu i celu zaspokaja w urojony sposób motywy panowania i bezpieczeństwa).
13. Termin "manipulacja" pochodzi od wiązki siana noszonej na czele starorzymskiego manipułu i przejęty z łaciny oznaczał realne oddziaływanie, na wzór oddziaływania "snopu wojska". Dziś również "manipulacja" oznacza oddziaływanie, także nieświadome, także czysto fizyczne (np. dziecko manipuluje klockami). Do oddziaływania w interakcjach społecznych odnosi się termin "manipulacja psychiczna".
14. Te "cuda" o których piszesz dawno zostały wyjaśnione na gruncie fizyki ze szkoły średniej. Np. to co robią księża z tzw. krwią św. Januarego, ja mogę na poczekaniu zrobić z ketchupem, i dodatkowo nikomu nie będę kazał przy tym przede mną klękać (mechanika płynów). Nie interesują mnie Twoje i innych oszołomów przeświadczenia o tym że miało miejsce to co mieć miejsca nie mogło. Z dokumentacji medycznej zawsze wynika że cudu nie było, tylko niekompetentni intelektualnie oraz zaślepieni swoją wiarą ludzie widzą tajemnice tam gdzie ich nie ma. A "nie ma żadnej tajemnicy poza umysłem niewtajemniczonego", jak mawiali ninja, którzy wg obserwatorów latali po niebie i znikali z zamkniętych cel. Np. ostatnio Kościół Rzymskokatolicki zbłaźnił się ze swoimi twierdzeniami o cudzie eucharystycznym w polskim kościele - kuria twierdziła że "serce" zbadała renomowana uczelnia, że jest ludzkie, jaka grupa krwi, itd., a okazało się że uczelnia w ogóle tego eksponatu nie badała, w ogóle go nawet nie dostała, tylko dwóch patologicznie religijnych uczonych, którzy są na tejże uczelni zatrudnieni, stwierdziło - bez podstawowych badań - że jest tak jak głosi Kościół. Jak Bóg sprawi, że komukolwiek odrośnie ręka lub głowa, to będzie warte zainteresowania; że u kogoś wystąpiła remisja choroby lub że wyzdrowiał ktoś kto prócz modlitw leczył się medycyną akademicką, to mnie nie interesuje bo niczego nie dowodzi.
15. Wysil się na minimum zdrowego rozsądku, bo tego co piszesz nie można nazwać delikatniej niż durnotą - np. piszesz: "Natomiast jeżeli ktoś cierpiał w życiu przez chorobę lub kataklizm niewinnie, na pewno zostanie mu to wynagrodzone po śmierci." - wynika z tego, że Ty i twój Bóg jesteście zwyrodnialcami, bo tylko takie osobniki mogą uważać, że można upokarzać, krzywdzić i zabijać ile się da, bo przecież jak się potem da zadośćuczynienie za zadane cierpienia to będzie wszystko w porządku a samemu pozostanie się nadal istotą miłości. Dalej: piszesz że Bóg "zainicjował rzeczywistość materialną" ale to nie jego wina że stworzył wulkany, huragany, choroby, itd. które atakują niewinnych; piszesz że Bóg stworzył piekło ale nikogo nie skazuje na męki bo wg Ciebie ludzie sami pchają się do piekła - to tak jakbyś pisał że sądy nie wydają wyroków skazujących pozbawienia wolności tylko przestępcy sami udają się do więzienia, walą w bramy i krzyczą: zamknijcie nas! Bredzisz jakbyś się naćpał - skoro Bóg jest wszechmogący i on wszystko i wszystkich stworzył, to mógłby nie stwarzać piekła, kataklizmów, chorób, takiego szatana i człowieka co się zbuntują i będą czynić krzywdy; skoro jest wszechwiedzący to wiedział że jeśli stworzy rzeczy takimi jakimi je stworzył, to stworzy świat nieustannego cierpienia, a jednak się na to zdecydował, więc nie jest żadnym Bogiem miłości i miłosierdzia tylko pospolitym egoistycznym zwyrodnialcem; skoro nie umiał stworzyć aniołów i ludzi takich aby jednocześnie posiadali wolną wolę i nie czynili krzywd to znaczy że nie jest wszechmocny a więc nie jest Bogiem tylko bożkiem. Powyższe jest jednym z licznych dowodów dedukcyjnych, a więc niezawodnych, na nieistnienie desygnatu miłosiernego Boga (por. Mackie John: Cud teizmu, roz. 9: Zagadnienie zła).
16. Moja Ukochana jest dojrzała intelektualnie, pracuje naukowo i podziela moje poglądy - jedynie u maluczkich zrozumienie funkcjonowania czegoś umniejsza dostrzeganą tego czegoś wartość, ja i moi Przyjaciele nie wartościujemy ulegając regułom niedostępności. Nie jestem altruistą i żaden z moich Przyjaciół nie jest, jesteśmy zdrowymi psychicznie ludźmi, czyli wspieramy się wzajemnie aby zaspokoić nasze osobiste potrzeby materialne i psychiczne, i żaden z nas nie jest hipokrytą który by temu faktowi zaprzeczał.
17. Wspomnienia i posiadane przedmioty nie czynią z nikogo naukowca - naukowcem jest ten kto stosuje metodologię naukową do wydawania sądów, bez względu na to czy wcześniej uzyskał tytuł profesora czy nie ma żadnego tytułu naukowego, czy wcześniej opublikował 100 artykułów w czasopismach uczelni, instytutów i stowarzyszeń czy 0.
18. Powoływałeś się na falsyfikowalność, teraz na Karla Poppera - więc warto wspomnieć że ten uczony, twórca zasady falsyfikowalności, był zagorzałym ateistą. Że był on dla kogoś miły, niczego nie dowodzi. Twoje pytanie "Dlaczego zatem nie wolno zastosować uproszczenia poczucie sensu życia -> sens życia?" jest idiotyczne - to tak jakbyś pytał np. dlaczego nie można zastosować uproszczenia: jabłko = samochód, bo to są dwa odmienne pojęcia określające różne desygnaty. W jednym pomieszczeniu o danej temperaturze mogą być ludzie (którzy tam weszli z podwórza, z sauny i innego pokoju) którzy będą odczuwali że im gorąco, że im zimno i że przebywają w temperaturze pokojowej, i te ich odczucia są bez znaczenia, zaś faktyczną temperaturę będzie wskazywał termometr w określonej obiektywnej skali - więc poczucie że jest zimno albo że życie ma sens, ma się nijak do tego jaka jest temperatura oraz czy życie ma sens. Gdyby poczucie czegoś równało się temu czemuś, to świat byłby pełny demonów z ludzkich snów i umysłów pacjentów szpitali psychiatrycznych.
19. Ateista wie, że nie ma Boga. Jeśli ktoś tego nie wie a deklaruje swój ateizm, to jest agnostykiem (i np. nieistnienie Boga wydaje mu się jedynie prawdopodobniejsze) albo oszukuje siebie i/lub innych z powodu ulegania mechanizmom obronnym, typu: uprawiałem przygodny seks - Bóg każe za to piekłem - nie chcę iść do piekła - więc: Boga nie może być. Podejście ateisty do zagadnienia Boga jest jak podejście entomologa do Amazonii - nie zakłada apriorycznie że istnieje tam owad opisany w jakiejś baśni, tylko penetruje lasy, gdy owada znajdzie wie że taki istnieje, gdy znajdzie nadgryzione liście czy pancerzyki chitynowe zastanawia się czy świadczą one o istnieniu jakiegoś owada, a jeśli tak to jakiego, entomolog ten wie z obliczeń że nie może w Amazonii żyć owad wielkości takiego z filmu "Żołnierze kosmosu" bo uniemożliwia to siła grawitacji czy ilość tlenu. Podejście wierzącego do Boga jest jak podejście Szerpów do yeti - wierzą że on istnieje bo słyszeli o nim opowieści niewyedukowanych chłopów, gdy widzą sierść małpy twierdzą że to włosy yeti, co więcej mają określone przekonania o tym jaki jest yeti, tak samo jak wierzący - ulegając mechanizmom obronnym - mają przekonania o tym że Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny, choć takie przekonania są sprzeczne z elementarną logiką oraz świętymi pismami.
20. Nie napisałeś wcześniej PO CO mam jechać, więc moja odmowa była bezwzględnie racjonalna (bo ani nie troszczysz się o mnie ani nie uznaję Cię za człowieka rozsądnego). Co do mojego życia - cele mam zbyt obszerne by o nich tu pisać, nie jest to ani wiedza ani rozród, ateizm nie implikuje że życie musi być męczące, każda istota dąży do realizacji motywów których sama sobie nie wybrała, wiem że wszelka działalność jest obiektywnie bezsensowna i bezcelowa i już o tym pisałem. Masz błędne przekonania co do życia ateisty - wg ludzkich kryteriów jest ono sensowniejsze i przyjemniejsze niż życie wierzącego, który robi wszystko by spełnić żądania jakiego okrutnego dyktatora, który stworzył sobie wierzącego z kaprysu, aby go wychwalał, i który jeszcze grozi najokrutniejszą karą za wszelkie odstępstwa od narzuconych przez siebie praw - takie życie wierzącego uwłacza ludzkiej godności, jest niewolnictwem bez szansy na ucieczkę nawet w śmierć. Co więcej, takie życie wierzącego jest bezsensowne i bezcelowe, bo jego przeznaczeniem jest spełnianie zachcianek dyktatora, który w zamian oferuje tylko tępe samozadowolenie w raju, które można uzyskać farmakologicznie czy stymulacją elektryczną fragmentów mózgu. Nie będę jeździł nigdzie zobaczyć "cud" którego nie ma, bo mnie i tak oszołomy nie dopuszczą na tyle blisko abym zjawisko wyjaśnił racjonalnie, na gruncie nauki.
Tomasz Sroczyński 27.10.2009 15:39
Mariuszu, czekam cierpliwie na resztę ;).
Pozdrawiam, miłego dnia.
Autor usunął profil 26.10.2009 18:33
Kolejny wpis (m.in o błędach poznawczych, które pan popełnia) będzie już tylko na prive.
Mariusz Orłowski 26.10.2009 15:34
Witold W. Mazur - odniosłem wrażenie, że usprawiedliwia Pan swoje istnienie oraz przypisuje mu sensowność i celowość
właśnie za pomocą tezy jakoby był Pan zaplanowany, z definicji "planu" wynika zaś że jest on robiony przez KOGOŚ i
służy osiągnięciu konkretnego celu dla tego kogoś. Napisał Pan: "Nie wszystko nieodkrywalne jest warte do odkrywania ,
bo jeszcze przyjemności wyższego rodzaju czekają na człowieka (towarzystwo miłych i inteligentnych kobiet, wesołe
miasteczko, wyjście w plener nocą itd.)" - mamy kompletnie odmienne hierarchie wartości, dla mnie seks, łaskotanie
przez endolimfę rzęs w uchu czy deprywacja czopków w oku są o wiele mniej istotne niż znajomość prawdy. Nie funkcjonuje
Pan po to żeby dyskutować, nie są to Pana "zamierzone, planowe działania", tylko reaguje Pan na bodźce, a pańska
reakcja ma na celu jedynie likwidację dysonansu poznawczego, poprzez racjonalizowanie pańskich nieuzasadnionych
przekonań - bo i w końcu sam Pan przyznaje że daje sobie prawo do życia iluzjami a prawda jest dla Pana mniej istotna
niż rozmowa z potencjalną partnerką seksualną. Swoją drogą - czy warto mi prowadzić dyskusję z kimś takim (czy może ona
mieć zadowalające minimum sensowności)?
W przeciwieństwie do Pana - nie interesuje mnie jak się kto czuje i co sobie wyobraża, tylko interesuje mnie prawda -
nie zamierzam nigdy nikogo oszukiwać tylko po to żeby on mnie lubił czy był dla mnie miły (to kolejny przykład na
różnicę naszych hierarchii wartości: u Pana dominuje motyw aprobaty społecznej - podmotyw konformizmu, a u mnie motyw
panowania - podmotyw poznawczy).
Napisał Pan: "Autorze proszę się zdecydować, czy pan jest za czy przeciw" - od początku wyrażam tutaj spójne swoje
oceny, że każda wiara jest negatywna, i twierdzenie że coś jest lepsze lub gorsze od czegoś innego konkretnego, niczym
nie zaprzecza mojemu stanowisku - to tak jakbym pisał np. że broń biała jest przeżytkiem i że katana jest lepsza od
rapiera - jedno nie przeczy drugiemu. Istotne są tu dwie inne kwestie: że odrzuciłem wszelkie systemy światopoglądowe
zanim zacząłem jakiś reprezentować (co wskazuje na mój obiektywizm) oraz że, skoro wg mojego światopoglądu wszystko
jest obiektywnie bezsensowne, to mogę wybrać dowolny system przekonań z innych względów niż jego prawdziwość i
celowość, np. ze względów etycznych (których podstawą jest konsekwencja), i z tego powodu jestem w stanie np. stać się
ateistycznym męczennikiem reprezentującym poglądy Arabów i muzułmanów, i umierając jako taki będę z siebie dumny (choć
nie w pełni usatysfakcjonowany).
Nie rozumiem czego ma dowodzić Pana "LITERATURA KONFRONTACYJNA" - dużo słów, dużo wieloznaczności, konkretnej treści
mało, na temat - bardzo mało. Nauka dawno temu odpowiedziała na wszelkie pytania egzystencjalne, precyzyjnie i
racjonalnie. Doda, jako osoba głupia (niedojrzała, nieoczytana) i inteligentna, podsumowała Biblię tak jak zrobiłby
każdy niezależny inteligentny acz posiadający znikomą wiedzę człowiek. W tej Pana "literaturze konfrontacyjnej" razi
mnie, że kompletnie nie przestrzega Pan zasady źródłowości - nie wiadomo co Pan pisze, co parafrazuje, a co i skąd
cytuje. Nauka nie może współpracować z religią, z powodów które już wymieniłem (choć dziś modne jest nawoływanie do łączenia rzeczy sprzecznych w imię poprawności politycznej). Albert Einstein był niedojrzały intelektualnie i z tego powodu nie stanowi dla mnie jakiegokolwiek autorytetu (wydawał on nagminnie naiwne i bezsensowne tezy o wszystkim poza matematyką i fizyką, dodatkowo często sam sobie zaprzeczając). Motyw poznawczy nie przekłada się bezpośrednio na obiektywizm, gdyż do obiektywizmu jest potrzebna dojrzałość intelektualna a nie bezrefleksyjne posiadanie ogromu danych na wzór bezmyślnej biblioteki. Jest dla mnie truizmem, że człowiek taki jak Pan nie może być zaskoczony przez prawdę, jeśli ona podlega Pana ignorowaniu oraz wyparciom. Nie będę powtarzał wypowiedzi aby ponownie odpowiedzieć na te same zarzuty. O znaczenie słów nie prowadzę żadnego boju - aby poznać definicje proszę sobie kupić słownik, i tyle. Ciekawe z punktu widzenia psychoanalizy jest że zaczął Pan do mnie pisać w 3 osobie, ale oszczędzę sobie gnębienia piszących nie na temat.
Autor usunął profil 25.10.2009 10:49
Sprostowanie
Zachowań człowieka i jego kultury nie da się badać w ujęciu jedynej, słusznej teorii (np. teorii biologicznej), a co za tym idzie przyjęcia konkretnej metody badawczej....
Autor usunął profil 25.10.2009 10:30
Odpowiedź na ostatni wpis autora z 21.10.br
„Pisze Pan "Jeśli chodzi o powstanie, to powstałem z jasnym planem" - więc w jakim archiwum jest ten plan? w jaki sposób uzyskał Pan do niego dostęp? kto jest planistą? po co Pana zaplanował i w jakim celu Pan funkcjonuje? co wykonanie przez Pana robocizny da planiście (jakie korzyści)? no i w końcu, czemu planista tak skiepścił swój projekt”?
Jeśli pan zażartował z UE, to ja sobie tez pożartowałem co do jasnego planu powstania. Nikt sie o tym prawie nigdy nie dowie. Po co? Nie jest mi potrzebna taka wiedza, bo bez tego wiem, co chciałbym osiągnąć w życiu. Z moich słów nie wynika „o powstałem z jasnym planem” że to ma sie od razu odnosić do Siły Nadprzyrodzonej. Nie wszystko nieodkrywalne jest warte do odkrywania , bo jeszcze przyjemności wyższego rodzaju czekają na człowieka (towarzystwo miłych i inteligentnych kobiet, wesołe miasteczko, wyjście w plener nocą itd.).
A funkcjonuję m.in. też po to, żeby móc odpowiadać (chętnie to robię), żeby się czasami mylić, sprzeczać się, argumentować i mam wiele powodów dlaczego warto funkcjonować. I chętnie w życiu przyglądam się zasklepionym skorupom, nie raz chcąc nawet puknąć je w strukturę i czasami przegryźć twardą skórę. To są zamierzone, planowe działania. I ta moja „robocizna” co da iluzorycznemu planiście. Nie dziele się z nikim owocami mojej pracy, jeśli nie będzie to konieczne. I zawsze to powtarzam-nie odbieram sobie prawa do iluzji, nawet wtedy kiedy jakiś nawiedzony, namolny ateista (to jest przykład ogólny) chce mnie od tego odwieźć. To tylko będzie jego stracony czas i brak konsekwencji w tym, w czym się czuje najlepiej-w zaprzeczaniu na pokaz, o ile nie przemawia inny powód takiego jego zachowania. A jeśli chodzi o projekt. Ważne, żeby projekt naszego wymarzonego domu, projekt mostu nie były sknocone, bo wtedy może być tragiczna klapa. I tym się bardziej przejmuję niż projektem Planisty, który działa według jasnego planu-po prostu bez planu.
„To że ludzie czuja się obrażeni, nie oznacza że się ich obraża - np. wg definicji prawnej zniewaga musi być celowa, niezgodna z prawdą, oraz nie może służyć dobru społecznemu aby być wykroczeniem, przestępstwem, obrazą. W tej kwestii wiele osób publicznie krytykujących i epitetujących innych, wygrało procesy w Polsce i zostało uniewinnionych...”
Jeśli ktokolwiek zarzucił panu kiedyś w życiu że pan obraża, to nie dlatego że obraza jako pojecie musi pasować do prawnej definicji, bo wtedy każdy z nas musiałby być wyposażony w mini słownik zniewag, z prawną ich interpretacją- przecież to się mija z sensem. Jeśli ktoś stygmatyzuje określeniem np. oszołom, to znając słownikowa definicję nie ma potrzeby zasięgać opinii prawnej w tym względzie. Skoro ludzie reagują natychmiast, to znaczy że im się nie podobają nie uprawnione, głupie etykiety, których stosowanie może się łączyć z wywołaniem wrażenia u dyskutanta, który ma odmienny punkt widzenia, że jego słowa są mniej warte.
„mogę pokusić się o zaprezentowanie stanowiska muzułmańskiego…”
„odrzuciwszy wszelkie systemy filozoficzne, religijne i etyczne…”
Autorze proszę się zdecydować, czy pan jest za czy przeciw
LITERATURA KONFRONTACYJNA
I. Trochę z beletrystyki-fragment
Ułomność i Ślepota przemierzały przez świat. Wiatr i deszcz dawały sie równo we znaki Ułomnej jak i Ślepej. Ułomność chwiała się, targana na wszystkie strony, lecz mimo to była dumna z faktu, że tak działa przyroda. Ślepota też była zlana równo deszczem, ale wierzyła w to, że to skutek buntu miliona traw , które wiatr wyrwał z gleb i one spadły z nieba pod zmienioną postacią a silne wiatry są wynikiem swary bóstw. Ułomność była bardziej przebiegła z charakteru niż Ślepota. Ułomna wiedziała gdzie zaprowadzić Ślepą, żeby ta wreszcie przejrzała na oczy. Ślepa bardziej odczuwała, niż Ułomna i chciała wyczekać odpowiedniej chwili, żeby Ułomna wreszcie coś odczuła. Ułomna pod pretekstem zabawy w odkrywanie, zaprowadziła Ślepą na teren kopalnych skamielin. Ślepa widząc pazurki, drobne fragmenty szkieletu itd. postanowiła, że od tej chwili jej arsenał amuletów się powiększy, a tym samym wzmocni to w niej element kultowy. Ułomna słysząc to i widząc poczynania Ślepej, wpadła w szał i zaczęła poszukiwać odpowiedniej kości szkieletu z zamiarem wbicia go w mózg Ślepej. Szukając skamieliny o ostrym kształcie Ułomność zahaczyła o wystający inny fragment znaleziska i się przewróciła. Po raz pierwszy (od dłuższego czasu) Ślepota zaśmiała się, lecz przejęła się też faktem, że dowodzenie na siłę może zakończyć się guzem i spóźnioną refleksją i emocją po czasie. Ślepota objęła również kultem i to narzędzie, które wcześniej miało wylądować na jej głowie. Ułomność przez chwilę stałą sie prawdziwą ułomną.
Doszło do nagłej zmiany scenerii i ukształtowanie terenu też było już inne. Podczas wędrówki obydwie natrafiły na most. Stanęły przed nim. Rzadko ze sobą rozmawiały, a tym bardziej spoglądały na siebie. Nie wiedziały od której strony mostu zacząć dalszą wędrówkę, lecz tym razem każda z osobna. Zadziałała przyroda-trzęsienie ziemi. Most był i mostu już nie ma. Ułomność i Ślepota znalazły sie dopiero w kropce – bo nie wiedziały z której strony gruzów obiektu zacząć dalszą wędrówkę, ale już na pewno każda z osobna.
*
Nie szukajcie dinozaurów w Biblii ani w innych księgach Świętych, bo tam ich nie znajdziecie. Niech zajmuje się nimi paleontologia i archeozoologia. Zapisy kopalne, owa kambryjska eksplozja która spowodowała pojawienie się ogromnej ilości różnych form życia - nie mogą stać się narzędziem badawczym losów ludzkich przedstawionych w biblii, niezależnie od tego, czy losy są autentyczne czy wymyślone czy te losy spisał „napruty winem i palący jakieś zioła” Duchowy Guru, jak niedawno o tym się wyraziła tandetna showmanka, która nieźle chyba sobie popiła, artykułując tych kilka sylab.
II. Między stanem faktycznym a próbą pozarozumowego uchwycenia – (co da konflikt metoda naukowa-biblia, nauka-wiara). Czy są szanse na kolejny trudny dialog?
Ułomna czasami nauka i ślepa czasami wiara-mimo tego są to też źródła, na czerpanie z których zostaliśmy niejako skazani. Jedyny być może rodzaj skazania, który nie odbiera wolności (tej w sferze wyznawanych poglądów i tej w wymiarze fizycznym). Zachowań człowieka i jego kultury nie da sie badać w ujęciu jedynej, słusznej teorii (np. teorii biologicznej), a co za tym idzie przyjęcia która nie może sobie rościć prawa do bycia jedynym narzędziem heurystycznym. Istnieją na równych prawach co najmniej dwie znane perspektywy czy narracje: przyrodnicza i humanistyczna. Źle zaczyna sie dziać wtedy, kiedy dana perspektywa ogranicza samą siebie poprzez stosowanie świadomego redukcjonizmu poznawczego. Czy nie można zaobserwować narzucającego się podejścia redukcjonistycznego w praktyce badawczej współczesnej nauki, szczególnie tego jej zakresu który dotyczy możliwości umysłowych człowieka (jaka duża niewiara), jego pasji poznawania (lekceważący ton), potrzeby przeżywania emocjonalnego, potrzebę imaginacji, potrzebę wiary (sugerowanie związku z chorobą). Może denerwować i słusznie synkretyczny styl biblii, jej antynaukowa wymowa w treści, lecz religia zaspokaja powyższe potrzeby. Można rozumieć tworzony front racjonalności (taki stan jest konieczny) wobec każdego przejawu bezsensowności, ale dlaczego potęguje się działania których celem jest wyeliminowanie z życia zbiorowości społecznej tak ważnej tkanki kulturowej jaką jest religia, wiara. W ostatniej dekadzie czasu namnożyło się od wielu rozmaitych koncepcji, intelektualnych projektów, dowolnych teorii i to bez żadnej racjonalnej kontroli. Pisała o tym niepokojącym zjawisku dr Agnieszka Lekka-Kowalik „Antynauka - jej źródła i konsekwencje”, podkreślając że konstruowanie dowolnych teorii dowolnymi metodami przebiega wedle poszerzonej zasady anything goes, czyli wszystko ujdzie. Czy w warunkach intelektualnej „biegunki” (wpływ wielu modnych terminów) da się jeszcze sensownie badać Biblię z zachowaniem reguł postępowania naukowego. Znana jest prowokacja Sokala (Alan Sokal fizyk amerykański) który zdemaskował rzekomą naukowość rozmaitych prądów z zakresu kulturoznawstwa, socjologii, teorii literatury, poprzez publikację własnego tekstu (zamierzony bezsens) w Social Text. O stanie natomiast głębokiej dezorientacji intelektualnej pisał prof. Frank Furedi „Gdzie podziali wszyscy intelektualiści”.
Jakby na problem nie patrzeć czy jest nadal możliwe zbliżenie nauki i wiary?
Która lepiej: nauka czy religia potrafią odpowiedzieć na cztery zagadnienia (może i główne) ludzkiej egzystencji: ból, przemijanie, odrzucenie, akceptacja. Może odpowiedzi nie ma, no to przynajmniej niech się to odbywa w atmosferze szacunku dla Tych, którzy mają opóźniony zapłon.
W pojedynkę ani nauka ani religia nie poradzą sobie z poruszaniem problemów egzystencjalnych. Na trzeciego wpycha sie beletrystyka i sztuka. I ich obecność jest konieczna. Nie może sie to odbywać wedle zasady że im więcej to lepiej. Jest ścisła hierarchia: nauka na szczycie a potem układanka według osiągnięć na polu iluzji. W dalszym ciągu nauka ma niepodważalną funkcje w rozwoju, w pogłębianiu wiedzy (technologie, medycyna, przepływ informacji) ale czy to oznacza, że tym samym, obszar oddziaływania religii ma być poważnie skurczony, nie wyłączając całkowitą jej eliminację, zdaniem agresywnych opluwaczy. Według forum ateista „Nauka odkrywa, bada, naświetla, jej zasługi takie jak postęp w medycynie, a zatem ratowanie życia – są nie do podważenia. Ale i religia ma swoje zalety. Przede wszystkim jest to ewolucyjnie wytworzony hamulec zachowań, ogranicznik nieposkromionych instynktów. Takie wartości jak godność, honor i większość innych dogmatów kulturowych – jakkolwiek krytycznie byśmy na nie, nie patrzeli – są wytworem właśnie czysto religijnym. Chodź w blasku światła filozofii czasami stają się bezsensowne, to ich użycie w niektórych sytuacjach ułatwia współżycie społeczne”. Przenieśmy zasady współżycia społecznego na konkretne zagadnienie -sferę stosunków międzyludzkich w zakładach pracy a zobaczymy jak zbawienny wpływ może mieć owe przeniesienie. Im lepsze te stosunki, tym może być większa wydajność, a tym samym zwiększony zysk firmy.
http://www.forum.ateista.pl/showthread.php?t=5373
"Nauka bez religii jest ułomna, religia zaś bez nauki - ślepa. " pisał Einstein
Kto bardziej jest za zbliżeniem stanowisk-agresywny ateista, czy dogmatyczny do bólu wierzący. Na pewno chętna temu stanowisku zbliżenia nauki i mistyki jest Renee Weber prof filozofii Rutgers Uniwersity autorka znakomitej książki „W poszukiwaniu jedności”, W-wa 1990, tłum. Krzysztof Środa-to rodzaj wywiadu rzeki z różnymi myślicielami, naukowcami, z duchowymi guru. M.in są wywiady S.Hawkingiem, Dalajlamą, D.Bohmem, I.Prigogine, J.Krishnamurtim.
Matematyk i filozof z Alfred N. Whitehead-Brytyjczyk, podkreśla rolę nauki i wiary w oddziaływaniu na ludzi.
„Homo Sapiens ani współczesne społeczeństwo nie mogłyby pojawić się na świecie bez wiary w Boga”-to żart, czy powaga?
http://chrzescijanin24.pl/ze-wiata/news/835-naukowcy-udowodnili-e-czowiek-rodzi-si-z-wiar-w-boga.html
Prof. psychologii Bruce Hood z Uniwersytetu Bristol przeprowadził badania rozwoju mózgu dzieci i poczynił konstatację, że przeżycia religijne spowodowały zmiany w korze mózgowej.
Przeciwnego zdania (na temat wiary) jest prof. psychologii z Uniwersytetu Ulster Richard Lynn, jak i wielu innych mający podobne zdania co naukowiec z Ulsteru.
III. Motyw poznawczy
Ów motyw najważniejszy dla zasady obiektywizmu, staje się inspiracją dla jakichkolwiek działań badawczych. Przy pewnej odwadze stawiania pytań, cierpliwym stosunku wobec tez, które dziś uważa się za pseudoargumenty a także przyjęcia hipotezy, że niczego nie opłaca się odrzucać – powinno się stwarzać szersze pole badawcze. Kwestia celowości i rzeczy, droga ruchu, droga przyczynowości sprawczej, droga przygodności i konieczności-to nie tylko pewna gimnastyka umysłowa, lecz w dalszym ciągu pozostają w orbicie poznawczych zainteresowań.
Fizyk David Bohm „Porządek ukryty i porządek super ukryty”. Spinoza „W żaden sposób nie można utrzymywać, ze substancja rozciągła (…) jest niegodna boskiej natury, jeśli tylko jest wieczna i nieskończona”. Stephen Hawking „Jeśli istnieje brzeg wszechświata, musi istnieć Bóg”. Teilhard de Chardin „Pewnego dnia, gdy opanujemy wiary, fakle, przypływy i grawitację, ujarzmimy (…) energię miłości. Wtedy, po, raz drugi w historii człowiek odkryje ogień” – cytaty i tytuły zaczerpnięte z książki Renee Weber „Poszukiwanie jedności”.
IV. Subiektywna ocena artykułu i szerszego problemu wyłaniającego się z kontekstów
Nic mi nie wiadomo, żeby biblia o której pisze autor artykułu była bestsellerem. Dowiaduję sie zazwyczaj o tym, kiedy na stronie tytułowej jest wyraźnie napisane „ŚWIATOWY BESTSELLER
Opasła pod względem objętości książka Paula Gilstera „Internet-przewodnik użytkownika” (z tym napisem w górnym rogu) jest często traktowana jako biblia współczesności (choć pozycja ta wydana w 1995 roku i wiele w niej jest starych nie aktualnych rzeczy) i nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobi filmiku i nie umieści go na You Tube z zamiarem całkowitego zlekceważenia treści książki. Biblia, już niezależnie od tego, czy akceptujemy ją czy też nie, jest nadal Księgą a nie zwykłą książka.
Artykuł nie wnosi dla mnie zaskakującej treści, jeśli chodzi o spojrzenie na biblię. Abstrahując od jej wielu sprzecznych tez, niejasnych fragmentów, wplecenia innych historii, (tu jest zgoda) Księga nadal ma wielkie znaczenie religijne a także jest ważnym źródłem inspiracji językowych dla niektórych pisarzy, badaczy figur poetycznych, co wskazuje na to, że biblia jest chętnie czytana ze strony również tej grupy społecznej a nie tylko przez księży, pastorów, prezydentów USA jak sugeruje autor artykułu. Analogia Biblii do Harry Pottera ma się tak jak dzieło R.Dawkinsa do książki kucharskiej. Są to jednak bezpodstawne i krzywdzące autorów odniesienia. Nie można porównywać konstrukcji językowych. W biblii stosowane są różne poetyki (od wiersza do opowiadania). I właśnie ten podstawowy typ konstrukcji językowej jakim jest opowiadanie stanowi według mnie o dużej zalecie. Przekaz treści nie jest utrudniony poprzez brak: trybu przypuszczającego, deklaracji, wszelkich –izmów, zbędnych rozważań myślowych (zrobiłbym tak a tak, itd.) -są tylko zdarzenia. Francuski egzegeta, badacz Biblii, filozof Sorbony – Claude Tresmontant w wywiadzie jakiego udzielił Guy Sormanowi „Prawdziwi myśliciele naszych czasów”, W-wa 1993, tłum. Marian Miszalski-francuski badacz postawił tezę, że Ewangelie są autentycznym reportażem. Profesor zwrócił uwagę na samo słowo Wiara, ze pochodzi ono od hebrajskiego „emounah”, co oznacza pewność prawdy.
Przekaz treści wielu publikacji naukowych traktujących m.in. o problemach ludzkich jest bardzo utrudniony ze względu na stosowanie zamierzonej niejasności. Skąd pewność, że idioktualiści (mający konszachty z Political Corectness i skrajnym postmodernizmem), i niepoprawne mediotki (zafascynowane małpami z TV nature ) wyznający tylko materialistyczny punkt widzenia, stosujący wyłącznie analogie do zwierząt, uprawiający apodyktyczny styl „naukowego” dowodzenia, nie wolni przecież od pewnych błędów poznawczych – że w sposób profesjonalny, przy otwartej postawie intelektualnej przeprowadzą rzetelną i pożądaną krytykę Biblii.
O to próbka współczesnego języka naukowego zdominowanego przez brać „intelektualną” inaczej myślących i formułujących zagadnienia…
„Perspektywizm lub naukowy relatywizm nie jest nigdy względny w stosunku do podmiotu: stanowi on nie względność prawdy, lecz prawdę o względności, innymi słowy o zmiennych, których przypadki porządkuje w zależności od wartości, jakie wydobywa z nich w ich układach współrzędnych (w tym przypadku porządek sekcji stożkowych jest uporządkowany względem sekcji stożka, której szczyt jest zajęty przez oko)” - fragment artykułu jednego z francuskich filozofów przytoczony przez Tomasza Włodka z jego tekstu „Idioktualiści”. Jeśli ktokolwiek cokolwiek z tego zrozumie, dołączy od razu do bałwochwalczego stadka idioktualistów. Gdybym nie miał wyboru co czytać, na pewno wybrałbym Biblię. Już wolałbym czytać ten zbiór opowieści beletrystycznych, napisanych pierwotnie po hebrajsku, aramejsku i grecku; już wolałbym męczyć się z tekstami, których autorami jest kilkudziesięciu nieznanych mężczyzn, których rękopisy poprawiały i modyfikowały setki korektorów; już wolałbym poddać się lekturze kopii ich kopii; i czytać sprzeczne ze sobą opisy zdarzeń oraz wykluczające się wzajemnie nakazy i zakazy itd..
niż zająć się szczytowaniem (szczytem sekcji stożka zajętego prze oko).
Takie życie, że dla Jednych książka czekowa, telefoniczna będzie najważniejsza w życiu, a dla Drugich księgi święte. Nie odbierajmy ludziom prawa do popełniania błędów, jeśli one nie prowadzą do wypadków w sensie fizycznym.
Wolność wypowiedzi kiedy nie jest rozumiana wybiórczo i instrumentalnie, dopuszcza krytyczne, rzeczowe podejście wobec omawianego zagadnienia. Jeśli jest społeczne przyzwolenie (określonej grupy ideowej) na publiczną krytykę: biblii, religii, wiary, kultów religijnych itd. to również na takich samych prawach jest dozwolona publiczna krytyka ateizmu, szczególnie jego agresywnych reprezentantów (mówi się o tzw. ateistycznej ekstremie), którzy mijają się z prawdą, i nie leży im na sercu dobre imię nauki, lecz dominującą cechą ich rzekomego „naukowego postępowania” są względy utrzymania się we współczesnym trendzie (celowe i sterowane ataki na chrześcijaństwo, zalew niektórych postmodernistycznych bzdur). Czy owego trendu nie opanowało przypadkiem zagadnienie depopulacji, szeroko dyskutowane przez Wielkich tego świata. Skoro instytucje kościelne za sprawą swoich dogmatów, w ich rozumieniu niepodważalnych maksym, a bezsensownych zdaniem jego krytyków, bronią człowieka, jego praw do życia itd. to naturalne jest, że staną sie głównym wrogiem dla postępowego „zaścianka”, który dostrzega w maltusowej teorii rozwiązanie palących spraw tego świata.
Każdy przejaw błazenady, lekceważenia, ośmieszania, wyszydzania (przytoczone źródło nr 9 do artykułu, a także splugawienie Biblii-artykuł The Times 23.07.br), przeinaczania faktów, obłędnego poszukiwania zagrożeń (z reguły tylko semantycznych) dotyczących religii, wiary powinien się spotkać ze zdecydowanym przeciwdziałaniem.
W tym konflikcie nie chodzi o to, kogo ma być na wierzchu, lecz o sprawę głębszą -toczy sie straszliwy bój o redefinicję podstawowych znaczeń: wiedza, postęp, poznanie, myśl, refleksja, szacunek, prawda, rozwój umysłowy itd. i opanowanie ich po swojemu i zarządzaniu kontrolowanej rzeczywistości na wielu jej poziomach.
Jest to mój ostatni wpis co do tego artykułu. Jesli bedzie ochota, zeby dalej...
to zapraszam już na prive
Eurowizja 2012. Znamy całą finałową stawkę [YouTube]
(odsłon: +575)