Facebook Google+ Twitter

Bicie piany z lekturami szkolnymi w tle

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-07-04 00:23

Cała sytuacja, związana z wymianą starych lektur na nowe, bardziej Polskie to najzwyklejsze bicie piany.

W Polsce od pewnego czasu trwała dyskusja w najlepsze: czy Sienkiewicz jest lepszy niż Gombrowicz. Strona rządowa w postaci ministra edukacji narodowej - Romana Giertycha uznała, że wyrzuci Gombrowicza na zbity pysk z kanonu lektur szkolnych. W zamian uczniowie dostaną Henryka Sienkiewicza. Z kolei strona przeciwna pomysłom w postaci "układu" głosiła, że Gombrowicz jest fajny, że nie wolno go wyrzucać. Argumentem było dodatkowo to, że i jeden, i drugi autor może być w kanonie.

Dyskutowali, dyskutowali i dyskutowali. Końca nie było widać. Dziś minister edukacji podpisał dokument zatwierdzający nowe lektury. Skończyło się na "kompromisie". Sienkiewicz, Kafka i Dostojewski będą od 1 września w "elicie". Strona rządowa zadowolona, strona opozycyjna jeszcze się nie wypowiedziała. Można by było poczekać co powiedzą i dopiero wtedy pisać ten felieton. Jednak trzeba zadać sobie pytanie. Czy Ministerstwo Edukacji Narodowej, czy też te wszystkie autorytety, które wiedzą najlepiej, co powinno być w kanonie lektur szkolnych na pewno zajmują się tym czym powinny?

Odpowiem za nich. Zdecydowanie nie! Idea może jest i słuszna. Jednak jest tak samo potrzebna jak budowanie nowego wybiegu w zoo dla niedźwiedzia bez nóg. Nie jest tajemnicą, że w XXI wieku młodzież nie czyta lektur szkolnych. Jest im obojętne czy lekturą, będzie Dostojewski i jego 700 stron zbrodni i kary, czy kilkaset stron Sienkiewicza. Dzieci w szkole podstawowej i tak wybiorą najnowszą część Harrego Pottera lub najnowszy "gigant" - Kaczora Donalda. Gimnazjaliści zamiast sięgnąć po lekturę szkolną włączą Gadu-Gadu lub będą oglądać śmieszne filmy na YouTube. Licealiści wyskoczą na piwko ze znajomymi i na dobry kebab. Nikomu z nich nie przyjdzie do głowy, że trzeba przeczytać coś co napisał kiedyś Sienkiewicz. Następnego dnia przyjdą ze spisaną pracą domową. Podczas omawiania lektury dostaną pałę, którą i tak odrobią na kolejnej klasówce.

Jest jeszcze jakiś odsetek młodych ludzi, którzy czytają książki. Lektury szkolne też. Tylko dlatego, że dbają o to ich rodzice, którzy sami czytają. W ten sposób dają przykład. Dlatego pozostałym, których rodzice nie czytają bo np. nie mają czasu, trzeba dać przykład lub zachęcić. Politycy udają, że takiego problemu nie ma i przechodzą od razu do ideologicznej wojenki. Wojenki o to, które nazwiska będą pojawiać się w pytaniach młodych ludzi przychodzących do szkolnych bibliotek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Gombrowicz, którego nie lubię, został usunięty z wykazu lektur OBOWIĄZKOWYCH. Nikt nie zabrania czytania tych książek.
Orwell wywołał we mnie pewność ,że nie należy głosować na redspider's & co, czyli właściwie Orwellowi zawdzięczam niechęć do ZSRE.
Uczniowie niezbyt chętni do czytania lektur poradzą sobie inaczej, albo oleją sprawę, zależy to od ich ambicji, a obowiązkiem nauczycieli jest wymagać znajomości lektur.
A Sienkiewicza lubię, bardzo :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato, oczywiście, że w taki sposób w pełni nie pozna się lektury, jednak nie jest też tak, że uczeń niczego nie wyniesie. Wystarczy być na lekcji o "Roku 1984", aby wiedzieć, że nie należy głosować na PiS czy LPR :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

zgadzam sie z przedmowca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja się z Kamilem standardowo nie zgodzę. Bo przed zmianami nauczyciel miał pewne pole manewru, mógł dostosowywać kanon do potrzeb uczniów. Teraz tej możliwości nie będzie miał. Co więcej, nieprzeczytanie lektury wcale nie oznacza jej nieznajomości. Wystarczy być na lekcji, aby ją poznać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki za sygnał Beato. Dokonałem kolejnego "czytania"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł trąci demagogią i za to minus...
To, że młodzież nie czyta lektur szkolnych, to fakt. Ale czy to oznacza, że nie mają takiego obowiązku? Jak się z niego wywiązują, to ich sprawa - dostają za to oceny. Czy to jednak zmniejsza powagę faktu, iż Roman Giertych może dowolnie kształtować program szkolny wg własnych poglądów, a nie przesłanek merytorycznych? Leksykon do tej pory nie był idealny, ale zachowywał sporą dozę pluralizmu poglądów i niektóre lektury czyta się z autentyczną przyjemnością ("Ferdydurke" albo chociażby niemal wszystkie powieści o drugiej wojnie światowej czy "Zbrodnię i karę"). A teraz? Młodzież będzie miała wykładaną jedyną słuszną ideologię pana Romana G. i sądzi pan, że to ich zachęci do czytania? Nie sądzę.
PS. "Zbrodnia i kara" - 700 stron? Chciałbym to (wydanie) zobaczyć. ;-D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.