Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20468 miejsce

"Bicie uczy, ale tylko złych rzeczy". Nowa kampania Rzecznika Praw Dziecka (wideo)

16 października ruszyła kampania społeczna Rzecznika Praw Dziecka "Bicie uczy, ale tylko złych rzeczy". Jej celem jest nagłośnienie problemu przemocy wobec dzieci oraz zmiana postaw społecznych.

 / Fot. Rzecznik Praw DzieckaRzecznik Praw Dziecka Marek Michalak przygotował kampanię społeczną "Bicie uczy, ale tylko złych rzeczy", która ma zwrócić uwagę na aktualny wciąż problem bicia dzieci. Jej celem jest nagłośnienie problemu przemocy wobec dzieci oraz zmiana postaw społecznych, a tym samym obniżenie poziomu agresji i aprobaty dla stosowania przemocy wobec dzieci - czytamy na stronie internetowej Rzecznika Praw Dziecka.

Głównym bohaterem kampanii jest diabeł w postać którego wcielił się Jerzy Radziwiłowicz. Dlaczego diabeł? Michalak chce uświadomić dorosłym, że bicie dzieci uczy je wyłącznie złych zachowań i sprawia, że najmłodsi boją się własnego domu. "Bicie faktycznie uczy, tylko nie tego, czego byśmy chcieli. Bicie nie jest trwałą metodą wychowawczą. Działa tylko w chwili obecnej. Bici biją częściej, agresja rodzi agresję, prowadzi często do przemocy równieśniczej" - zauważa Rzecznik Praw Dziecka w rozmowie z polskim radiem.

Z badań TNS OBOP z 2014 roku na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka wynika, że 61 proc. Polaków nie widzi nic złego w "klapsie", a prawie 33 proc. dorosłych uważa, że bicie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. "Klapsy" częściej akceptują mężczyźni (64 proc.) niż kobiety, osoby starsze (powyżej 65 proc.), osoby o niższym wykształceniu (65 proc.), osoby oceniające jako złą swoją sytuację materialną (69 proc.), osoby nieposiadające dzieci do 18 roku życia (63 proc.). Ponadto, z badań jasno wynika, że przyzwolenie dla "klapsów" jest częstsze wraz ze wzrostem częstotliwości doświadczania bicia we własnym dzieciństwie.

Przypomnijmy: od 1 sierpnia 2010 roku obowiązuje w Polsce prawo, które całkowicie zakazuje bicia dzieci.




Zobacz też: Nie ostrzegaj, bo nie wiesz, kogo ostrzegasz. Kontrowersyjna kampania żywieckiej policji


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Więc właśnie, podobno zlepek kilku teorii sprzed kilku dekad, pod wspólną nazwą z lat 90tych, dziś funkcjonujący raczej w znaczeniu negatywnym.
Ale nie tylko w języku potocznym.

Problem w tym, że jeżeli nie "bezstresowe", to wychodzi na to, że "stresowe", a to brzmi mało poprawnie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hm... Mówimy tu o terminie, tymczasem nie udało mi się znaleźć precyzyjnej definicji owego bezstresowego wychowania. A ściślej mówiąc, znalazłam tych definicji wiele - niekoniecznie tożsamych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie, Pan skupił się na znaczeniu i potocznym rozumieniu terminu "stres" a ja cały czas o terminie "wychowanie bezstresowe".
Gdyby - jak pan zasugerował - na język polski przetłumaczyć dosłownie z angielskiego "długopis" to by wyszło "pióro kulkowe". A chyba pan wie, że pod ta nazwą u nas funkcjonuje całkiem co innego (choć też do pisania) a nie długopis.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja własnie o terminologii.
Stres w języku potocznym ma inne znaczenie, niż w naukowym, to po pierwsze.
Po drugie, kwestia tłumaczenia, czy też polskiej adaptacji terminu "permissive parenting", niezbyt szczęśliwa, właśnie ze względu na potoczne znaczenie słowa "stres".

Łatwiej chyba zmienić terminologię na bardziej precyzyjną i intuicyjną jednocześnie, niż spowodować poprawne rozumienie tej dotychczas stosowanej...

Albo nie zmieniać i ubolewać ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, nie wiem czy zrozumieliśmy się. JA nie biciu ani o wychowywaniu, ja o terminologii jedynie. "Bezstresowe wychowanie" to nazwa pewnego sposobu wychowania. W pedagogice opisano kilka sposobów wychowania. Ubolewam jednak nad tym, że tego terminu nadużywa się w sposób całkowicie niezrozumiały nie w stosunku do sposobu wychowywania, ale w stosunku do braku wychowania. To jest nie tylko niewłaściwe określenie ale i nadużycie. Jak Pan by się czuł, gdyby terminem murzyn zaczęto określać nie rdzennych potomków z Afryki ale Pana, białą rasę. I nie o rasizm mi chodzi a o normalną konsekwencję w nazewnictwie. Ktoś kiedyś coś usłyszał, nie wiedząc o co chodzi (bo jak Pan wspomniał nie każdy rodzić musi rozumieć naukowe wywody) zaczął tego terminu używać w stosunku do braku wychowania. A inni naiwnie to podchwycili.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ludzie nie analizują rzeczywistej wymowy sloganów.
Ludzie kochają posługiwać się nimi.
Takie twierdzenia: "Bicie uczy, ale tylko złych rzeczy", "Bici biją częściej (...)" jest bezmyślnym chodzeniem na skróty. Istnieją bowiem osoby, które w życiu nie otrzymały nawet jednego klapsa, a wychowują przy pomocy pasa lub sznura od żelazka uważając, że to najskuteczniejsza metoda.

Jedyną prawdą jest to, co napisali Marta J. oraz Darek Sz. - dziecko wychowywane bez stworzonych, jasnych, zrozumiałych zasad "...żyje w permanentnym stresie. W efekcie albo staje się wycofane, albo agresywne."
I jeszcze bardzo ważna rzecz: "...poczucie winy za złe zachowanie jednak jest potrzebne, tylko powinno się opierać na tłumaczeniu dziecku, dlaczego to zachowanie jest niewłaściwe i jakie negatywne skutki może spowodować, a także na budowaniu empatii."

Ale gros rodziców tłumaczy się zapracowaniem i w ogóle brakiem czasu, cedując wychowanie na instytucje oraz osoby postronne, nierzadko całkiem obce. A kiedy dzieciak wchodzi w konflikt nawet prawem, jest rwetes i rwanie włosów z głowy.

Zakaz prawa bicia dziecka jest słuszny, choć smutne, że trzeba było takie prawo ustanawiać i wprowadzać w życie. Obawiam się jednak, że będzie ono nadużywane.
W czasie pracy w LO miałam taki przypadek i tylko poskromienie emocji uchroniło mnie od popełnienia błędu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Darku, rzecz jasna. Tylko że język naukowy to nie język potoczny, rozumiany przez rodziców.

Skąd oni mają wiedzieć, że pojęcie "stres" dotyczy braku możliwości adaptacji.
W potocznym ujęciu, "stres" o kórym mówię, w oczywisty sposób musi być w granicach możliwości adaptacji.

Kwestia nazewnictwa ... i nieporozumienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, to nie ja w dyskusje wprowadziłem termin "bezstresowe wychowanie" i nie ja próbuję go dopasować do jakiejś koncepcji. Termin ten został już dawno zdefiniowany naukowo, ale niestety, wielu próbuje go używać bez zrozumienia najczęściej wobec braku wychowania. I takie nieporozumienia potem się mnożą. Podobne nieporozumienia wywołane przez laików nastąpiły w dyskusjach o antypedagogice.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I właśnie dlatego, dochodząc do szczegółów, nie należy według mnie dopasowywać terminu "bezstresowe wychowanie" do różnych koncepcji, tak jak uczynił p. Darek, tylko mówić wprost, że wychowanie ma być, kiedy trzeba, łagodnie stresujące.

Jak lek, który nie zadziała, gdy go nie ma, a który w nadmiarze jest toksyczny.

Niby tylko kwestia nazewnictwa, ale ile przy tym nieporozumień ....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urzędnika od wychowania ble ble ble... Wymiotować się chce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.