Pozycja materiału w rankingach:
- Szukałem ludzi, którzy się nie boją - mówi Alaksei Dzikavitski. Od trzech lat z Warszawy nadaje niezależna białoruska telewizja Biełsat.
- Jeśli idziesz pracować do Biełsatu, musisz sobie zdawać sprawę z ryzyka. Pół roku temu milicja zatrzymała mnie przy naszym biurze w Mińsku. Chcieli wedrzeć się do środka, ale zdążyłem krzyknąć do kolegów, żeby nie otwierali drzwi. Skazali mnie na 10 dni. Codziennie po kilka godzin byłem przesłuchiwany. Oficjalny wyrok: pobicie milicjanta, nieoficjalny: praca w niezależnej białoruskiej telewizji - mówi Iwan Szulha, korespondent z miasta Wiersza na Białorusi. Wykonuje pracę dziennikarza, operatora i montażysty. Materiał przesyła do Warszawy.Zobacz także:
Artykuły
(26)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.35)
Miejscowość: Warszawa-Wilno-Bristol | Kraj: Polska-Litwa
O mnie: Antropolog kultury (nie lubi słowa antropolożka), dziennikarka. Ewa.Wolkanowska@gmail.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ewa Wołkanowska-Kołodziej 03.11.2010 14:18
Panie Edi, proszę nam opowiedzieć swoją historię.
edi 03.11.2010 11:22
Ma chłop j..a.Wiem co to znaczy żyć z "wilczym biletem"i mimo tego nie poddawać się reżimowi i bronić słusznej sprawy.Trzymam kciuki,bo to co czytam, to tak jakbym czytał o sobie , swoim ojcu i stryju.To dowód,że walka z dyktaturą jest wartością ponad podziałami językowymi i narodowościowymi.Póki są tacy ludzie,możemy być spokojni o przyszłość i wychowanie naszych dzieci.Wolność-to prawo nadrzędne i wartość bezwzględna.