Facebook Google+ Twitter

Bikiniarze - musical o komunizmie

Musical „Bikiniarze” to jeden z najbardziej zwariowanych, młodzieżowych filmów ostatnich lat.

Rozpoczęcie 3. Festiwalu Filmów Rosyjskich (6-15 listopada) „Bikiniarzami” Walerija Todorowskiego było na pewno odważnym pomysłem. Gala otwarcia w Sali Koncertowej PKiN była pełna pompy, a długość przemówień nobliwych gości - jak skomentowała Agnieszka Odorowicz, dyrektor PISFu - mogłaby trafić do Księgi Rekordów Guinnessa. Po uroczystym wstępie można się było spodziewać jakiegoś poważnego i dostojnego, poprawnego politycznie dzieła. Tymczasem musical „Bikiniarze” to jeden z najbardziej zwariowanych, młodzieżowych filmów ostatnich lat.

Z jednej strony akcja osadzona jest w latach pięćdziesiątych, czyli w samym środku środka ZSRR. Wysokie wyroki za absurdalne przewinienia, beton partyjny rządzący się swoimi prawami, w dodatku wojna w pamięci. Z drugiej strony jednak czuć już Odwilż, co umożliwia bohaterom spojrzenie na świat przez różowe okulary. I tak oto budzić się do życia zaczyna główny bohater, Mels (Anton Shagin). Wzorowy do tej pory działacz młodzieżówki socjalistycznej zakochuje się w czasie obławy na bikiniarzy w ściganej dziewczynie o pseudonimie Korzyść (Oksana Akinshina, pamiętna „Lilja 4ever”). Jako że atrakcyjna pani zdaje się dla niego większą korzyścią od stałych poglądów politycznych, przeistacza się dla niej w „stylagę” (rosyjska nazwa bikiniarza). Powoli wsiąka w nowe środowisko. Pociąga go jazz, dzięki którego znajomości łatwiej zaskarbi sobie serce wybranki. Ludzie kolorowi ubiorem, ale i stylem życia, chcący być innymi od wszystkich są dla niego czymś nowym. Chociaż prowadzą wygodne życie, nie są akceptowani społecznie, dzięki czemu mogą być dumni z tego, że stają się prześladowanymi outsiderami. Tak dzieje się i z Melsem, któremu w dawnym towarzystwie nie może nowy styl ujść na sucho.

Ale dosyć już zdradzania akcji, która i tak jest maksymalnie prosta. U Todorowskiego liczy się przede wszystkim zabawa formułą musicalu (jeden z lepszych utworów to rapowany w stylu „8th Mile” Eminema akt oskarżenia Melsa przez byłą koleżankę), humor (często czarny), tempo akcji, czy błyskawiczne, teledyskowe klipy pokazujące nowo przedstawianych bohaterów. Formuła filmu odchodzi od tonacji dziejowego mroku, znanej chociażby z ostatnich polskich filmów z akcją osadzoną w socjalizmie („Mała Moskwa”, „Dom zły”, „Rewers”, „Popiełuszko”). „Bikiniarze” w zestawieniu z przypominanym na Sputniku 3 ekstremalnie ciężkim „Ładunkiem 200” Aleksieja Bałabanowa sprawiają wręcz wrażenie opisywania zupełnie innej Rosji.

Ogólnie więc pokaz „Bikiniarzy” to spore zaskoczenie. Widzowie nie lubiący konwencji musicalu wiercić się będą na krzesłach, jako, że film trwa ponad dwie godziny. Nie tylko oni zastanawiać się też będą nad tym, czy film nie jest zbyt rozrywkowy, a przez to czy autorzy nie mają widza za naiwnego. Gdyby rozumowo odpowiedź na to pytanie, odebrałoby się jednak filmowi jego urok. Mianowicie to, że zaraża filmową lekkością dawno nie widzianą w filmach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.