Facebook Google+ Twitter

Biorę sprawy w swoje ręce

W licznych wątkach i ożywionej dyskusji na tematy ciężko polityczne padły, jak wołanie na puszczy, słowa o sezonie ogórkowym.

Rzecz sama w sobie jest na tyle godna uwagi, że postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. I to pod każdym względem. Będę konsekwentna i motyw ogórka ozdobi ten tekst jak szydełkowy kołnierzyk letnią suknię. Fakty są takie, że - aczkolwiek ogórki małosolne mam już zakiszone - to na próżno w tym sezonie nadstawiam uszu i wytrzeszczam oczy; ani radio, ani telewizja nie poszukują słynnej paskudy, która w okresie kanikuły rokrocznie gościła w miejscach tajemnych.
Widywana była tu i ówdzie ale - spryciula jedna - złapać się nigdy nie dawała. A szczególnie na gorącym uczynku.

W tym roku, zamiast paskudy letniej sezonowej, mamy Palikota całorocznego i kto żyw, urządza polowanie na ten jedyny w swoim rodzaju egzemplarz. To akurat polowanie nie wymaga posiadania wąsów, strzelby ani nawet szlacheckiego pochodzenia. Na upatrzonego bowiem ławą idzie nagonka z kołatkami, łamiąc krzewy leśne, depcząc uprawy ogórków chłopskich i pokrzykując hu hu! Na wynik poczekać przyjdzie trochę, ale czy go upolują, wypatroszą i skórę rzucą przed kominkiem, to się okaże jesienią. Tyle chyba wystarczy o obowiązkowej letniej paskudzie, która niestety, reguł polowania nie przestrzega i w krzakach się nie chowa.

W tej sytuacji wracać mi trzeba do ogórków, bo to jedyny stały i niezmienny element upalnego lata. Upycham jeden za drugim ciasno do słoja, daję liść chrzanowy, koper, czosnek i
różne różności (tajemnica firmy) na specjalny smaczek. Pozostało zalać solanką. Żeby zalać cokolwiek solanką - trzeba kupić sól. Żeby kupić sól, trzeba mieć parę złotych. Na sól mi wystarczy, ale przecież są i tacy, którym braknie, co stoi jak byk w gazecie napisane: oto staruszkom o zbyt miękkim sercu komornik na lichą emeryturkę wchodzi, bo się biedacy dali podejść: skamlącym dorosłym dzieciom - że im brakuje forsy na lepszy samochód i radosnym oferentom - że nic łatwiejszego, jak pożyczka.

Cwaniactwo, pasożytnictwo i naiwność w jednym stoją domku - można by tak zdiagnozować sytuację, ale przecież żal serce ściska; człowiek stary jest w takiej sytuacji bezbronny. Na służbę przy włoskich czy niemieckich wiedźmach nie pojedzie, na czarno nie zarobi, na plantacji ogórków nie porobi, bo udaru dostanie. Katastrofa.

I tu pojawia się jak na zawołanie perspektywa, stworzona przez kolejnych dobroczyńców, którzy nam na zawołanie forsę w zębach przyniosą i u stóp złożą. Wystarczy zawołać „mam złoto” aby z przytupem zjawił się wesoły amator na nasze precjoza. Nawet połamane lub takie, których nigdy nie nosiliśmy!

Nie nosiliśmy - bo ich nie mieliśmy! To jest właśnie gwóźdź całego interesu oraz nasza niepowtarzalna szansa! Fakt, że nie nosiliśmy złotych świecidełek nie oznacza, że nie możemy ich sprzedać. Wystarczy przypomnieć sobie koleżanki-strojnisie i sprawa załatwiona.

Dlatego, aby zabezpieczyć swoją przyszłość w ogóle, a sól na kolejny sezon ogórkowy szczególnie, dziś w nocy biorę sprawy w swoje ręce.

Drucik przemyślnie wygięty mam w szufladzie z rupieciami, a otwieranie zamków co najmniej raz w życiu każdy na filmie widział. Jutro powiem, jak mi poszło.

Ps. Jeśli ktoś łaskawie i cierpliwie doczytał do końca - dziękuję; upał taki, że mózg się lasuje. Ale przecież mamy sezon i najwyższa pora, pod małosolnego ogórka, poopowiadać trochę głupot.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (32):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 24.07.2010 21:08

Adam Degler pisze: "Spróbowałem Twoich ogóreczków i nabawiłem się niestrawności. Zatrute są."

Adamie, Twój błąd to zbyt dużo pieprzu...

Zmień proporcje: mniej pieprzenia, więcej ogórków...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicjo - nabyłas droga kupna :) ogórki piekne i zapewne zaprawione chemicznie tuz przed zbiorem. Są własnie po zakiszeniu paskudne i smierdza.
Często tak jest, niestety. Nawet autentycznie wygladające gospodynie na targu potrafią okłamac, że "bez nawozu" wszystko.

Kawałek cebuli i chleb dodaja smaczku, przyspieszaja zakwaszenie, ale trzeba usunąć, jak juz ogórki nadają sie do jedzenia. Inna rzecz, że znam pewnego pana, dla którego "nadaja się' juz na drugi dzień, zanim nawet kolor zmienią. Rzecz gustu i...łakomstwa. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łapali /kota - pali/ ale go wcale złapać nie chciali. Tu nie chodzi o złapanie królika tylko o gonitwę.
Ci co mają jakieś pożyteczne zajęcie nie biorą udziału w tym wyścigu. Najwięcej mają do powiedzenia przeważnie ci co zostali kilkakrotnie zdublowani w tym wyścigu.

A ogórki małosolne i owszem były dzisiaj podane do obiadu.
Dla Pani Jadwigi medal z jakiego sobie życzy kruszcu, za celną ripostę i cięte pióro.
pozdrawiam tych z ogórkiem i tych bez

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak to by← pięknie było gdyby wszyscy z obecnych przeszli do działu kulinaria.Koniec waśni początek Baśni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Spróbowałem Twoich ogóreczków i nabawiłem się niestrawności. Zatrute są.
Na odtrutkę od "nagonki na biednego biłgorajczyka", tego ogóreczka, co tylko pyta: link

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.07.2010 11:04

Dawno nie przeczytałam tu czegoś tak fajnego, pozdrawiam:)5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sympatycznie się czytało, uśmiechało i przypomniało mi się, że kilkanaście dni temu zrobiłam niedużą ilość ogórków małosolnych. Kupiłam je w sklepie, mały warzywniak. Były ładne, małe, pachniały normalnie, ale niestety po ukiszeniu były paskudne, pomimo że zrobione wg dawno wypróbowanego przepisu zawsze były pyszne. Niestety te miały niemiły zapach i po prostu nadawały się tylko do wyrzucenia. Zal był w rodzinie, bo wszyscy lubią. Teraz nie mam odwagi kupować następne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co za radość o poranku przeczytać coś takiego, Chce się żyć. !
PS.
A ogóreczki w miodzie , owszem uchodzą za sepecjał z wschodniej części Polski i są znane zagranica.
Mizeria również, ja mieszałam świeże z małosolnymi. pisze w czasie przeszłym nie bez powodu. W moim regionie, niestety, nie sposób kupić ogórki nadające się do kiszenia. Podobno na rynku-targu w Lozannie można kupić ale to prawie 250 km. Pozostaje mi się tylko oblizać i pozazdrościć, gdyż 100 razy zawsze wolałam małosolnego niż jakieś ciacho.
PS 2. pierwszy raz słyszę o cebuli dodawanej do kwaszenia ogórków. (do konserwowych tak.) no, ale może poprostu zapomniałam jako , że od 20 lat przestałam kisić.;))) ogórki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł na dziesiątkę. Szkopuł w tym, że mam teraz wielką ochotę na ogórasa małosolnego ... będę musiała zbrać się do kiszenia. Muszę zakupić chleb żytni, bo nigdy go nie dodawałam i zobaczę jak się ukisi:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo droga - kucharka ze mnie marna i szczęka mi opadła na rewelacje pana Ireneusza. Ja pakuję do słoika metodą "na wyczucie" - koper, liść chrzanu, liście wisni (jesli akurat mam), czosnek, pół cebuli i suchą piętke żytnego chleba. Jak juz gotowe do jedzenia - cebulę i chleb usuwam. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.