Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7835 miejsce

Bitwy o Smoleńsk - historia polskich tragedii wojen napoleońskich

Smoleńsk był dla Jana Antoniego końcem kampanii napoleońskiej, lecz początkiem tułaczki wojennego jeńca, a dla jego brata, Seweryna, zwycięskim początkiem i końcem z brawurowym ocaleniem. Historia polskich tragedii pod Smoleńskiem.

11 pułku jazdy z widocznym Krzyżem Legii Honorowej zawieszonym na złotej koronie cesarskiej. / Fot. Portret hr. Seweryna Drohowskiego w mundurzeTegoroczna jesień jest dwusetną od tragicznej wyprawy Napoleona na Rosję, która także dla Polski i Polaków była dramatyczna w skutkach.

Ledwie 10 proc. półmilionowej Wielkiej Armii zdołało w odwrocie wyjść z granic Rosji. Z polskiego stutysięcznego wojska uratował się „AŻ“, co czwarty żołnierz. Ta historia opowiada losy dwóch braci: Jana Antoniego i Seweryna Drohojowskich, oficerów armii Księstwa Warszawskiego. Smoleńsk, był dla Jana końcem kampanii napoleońskiej, lecz początkiem tułaczki wojennego jeńca, a dla jego brata, Seweryna, zwycięskim początkiem i końcem z brawurowym ocaleniem. Dla wielu odwrót z Rosji kończył się dramatycznie, dochodziło do samobójstw i kanibalizmu.

Wiosną 1811 roku Napoleon nakazał Polakom zmobilizować 50 tys. ludzi. Cesarz Francuzów obawiał się rosyjskiej inwazji na Księstwo Warszawskie. Napoleon przygotowywał półmilionową armię. Z precyzją i osobistym zaangażowaniem opracowywał formacje swoich wojsk oraz rodzaj broni i amunicji, wygląd umundurowania, a nawet racje żywnościowe dla żołnierzy.

Armia napoleońska miała być "największą jaką dotąd świat widział", jak pisał w listach cesarz Francuzów. Byli w niej żołnierze prawie wszystkich europejskich narodów. Główne dowództwo należało do Francuzów Belgów, Holendrów, Włochów i Szwajcarów. Za wyjątkiem Polaków i Austriaków, wszyscy wojskowi podlegali rozkazom francuskich generałów.

Wiosną 1812 roku stojąca pod Gdańskiem armia Napoleona liczyła już 400 tys. ludzi i ponad 50 tys. koni. W maju dokupiono 10 tys. koni, Napoleon zgromadził w kilku twierdzach 761 800 kul artyleryjskich, dziesiątki tysięcy dział armatnich,

Księstwo Warszawskie wystawiło 100-tysięczną armię, trochę cieplej umundurowaną, z wspaniałymi końmi do taboru i dla kawalerii, szczególnie szwoleżerów i kirasjerów. Generał Józef Poniatowski dowodził V korpusem liczącym 35 tys. ludzi, pozostałe 65 tysięcy było rozproszone w innych korpusach. Każdy żołnierz otrzymywał codziennie 550 gramów sucharów, albo 30 gramów ryżu 60 gramów suszonych jarzyn, 240 suszonego mięsa, z odrobiną soli i smalcu, ćwiartkę wina, 150 gramów winnego alkoholu. Ziemie polskie dotknął wówczas nieurodzaj, na dodatek wojska napoleońskie "wyssały" z żywności wieś, co spowodowało, że klęska głodu była bliska.

Napoleon przekroczył granicę rosyjską 22-23 czerwca, wyruszając na "polską wojnę", jak sam nazwał kampanię rosyjską. Prawie natychmiast, bo 26 czerwca zebrał się Sejm nadzwyczajny i dwa dni później uroczyście ogłosił przywrócenie Królestwa Polskiego. Nie na długo, niestety.

Trudno sobie wyobrazić jak ogromne to było wyzwanie logistyczne, zaopatrzenia armii, organizacji taboru, oraz strategii dowodzenia, w czasach, gdy komunikacja odbywała się sztafetą posłańców konnych. Listy "szły" tygodniami, miesiącami, często posłaniec wpadał w ręce rozbójników oraz kozackich band, siejących terror i grasujących przy drogach. Zdarzały się potyczki i bitwy, które trudno było ocenić i stwierdzić kto jest zwycięzcą, a kto pokonanym. Obie strony przypisywały sobie zwycięstwo śląc list za listem do dowódców. Często wiadomości były sprzeczne i nie wszystkie docierały do adresata, co sprzyjało dezinformacji dowództwa i wielu błędnym rozkazom.

Dwukrotne przejście Wielkiej Armii przez Smoleńsk było katastrofą, raz w marszu na Moskwę i drugi raz podczas odwrotu (było to drugie w naszej historii zdobycie Moskwy). W obu przypadkach polska kawaleria oraz piechota z poświęceniem walczyły pod Smoleńskiem. W sierpniu 1812 r. po ciężkich walkach podczas oblężenia, Polacy weszli do Smoleńska jako zdobywcy (drugi raz w naszej historii). W końcu października wokół Smoleńska bohatersko osłaniali odwrót Napoleona.

Wróćmy do polskich żołnierskich losów pod Smoleńskiem i Moskwą.

W 1809 roku do polskiego wojska wstąpili dwaj synowie hr. Onufrego Drohojowskiego i Honoraty z hr. Baworowskich: dwudziestoczteroletni Jan Antoni oraz pięć lat młodszy Seweryn. Obaj bracia rozpoczęli służbę w randze podporuczników 11. pułku jazdy polskiej. Pułkownik Potocki powiadomił Jana Antoniego o nominacji na kapitana 11. pułku jazdy listem pisanym z Warszawy 31 października 1810 r. W lutym 1811 roku Jan poślubił hr. Anielę Rostworowską. Piszę o tym gdyż będzie to miało duże znaczenie w dalszej historii.

Seweryn, brat Jana, został mianowany porucznikiem drugiej klasy o czym dowiadujemy się z dekretu Ministerium Wojny z 23 lipca 1811 r. Uzasadnienie mówi o jego zdolności i gorliwości w służbie. List służby, czyli patent królewski na ten stopień nosi datę 3 grudnia tegoż roku, na oryginale dyplomu widnieje podpis ks. J. Poniatowskiego. Pół roku później Seweryn rozpoczynał napoleońską kampanię jako adiutant generała Latour-Maubourg. Tyle na razie o nim.

Jan Antoni wyruszył ze swoim pułkiem dnia 24 czerwca, w ślad za Napoleonem, wprost na Moskwę. W sierpniu jego pułk oblegał dwa dni Smoleńsk. 17 sierpnia 1812 r. podczas jednej z bitew zabito pod nim konia. Los jego był nikomu nieznany, początkowo sądzono że zginął, lecz później na pobojowisku nie odnaleziono go ani wśród poległych, ani między rannymi. Rodzina podjęła starania aby go odnaleźć.

Pomocnym okazał się generał rosyjski Winzengerode, żonaty z Rostworowską, a więc szwagier zaginionego Jana Antoniego. Zdołano stwierdzić, że Drohojowski otoczony przez Kozaków dostał się do niewoli oraz jako jeniec wojenny został przewieziony do Kijowa. Niestety, listy i pieniądze wysłane przez pułkownika Potockiego przepadły, tak jak sam Jan Antoni, bez śladu... Nagle do rodziny przyjechał polski oficer Drojecki, którego przez pomyłkę, z racji podobieństwa nazwiska, wypuszczono z niewoli. Tymczasem Jana wywieziono do Astrachanu.
List z Moskwy pisany 8 października 1812 . kopia oryginału listu do Matki / Fot. skan z KronikiDzięki staraniom generała Winzengerode udało się go odnaleźć dopiero w 1814 roku oraz uzyskać dla niego możliwość powrotu w rodzinne strony i pobytu stałego w Tarnopolu, pod nadzorem administracji carskiej (po podpisaniu pokoju wydano amnestię). Powróciwszy do domu po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku, jako poddany austriacki, nie służył już w wojsku, lecz był w ewidencji wojskowej ponieważ otrzymał Krzyż Virtuti Militari jako kapitan 13. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego. Nie kończy się na tym jego historia...i jego wojny z Rosją. Ale to inna opowieść.

Dla Jana Antoniego Smoleńsk był końcem kampanii napoleońskiej, lecz początkiem tułaczki wojennego jeńca, a dla jego brata, Seweryna, zwycięskim początkiem. Na razie.

Seweryn i jego pułk, po siedmiu dniach odpoczynku w Smoleńsku i poszukiwaniach brata wyruszył na Moskwę. 8 października, a więc na 10 dni przed wycofaniem się z Moskwy w liście do matki opisuje swą drogę do stolicy rosyjskiej, szczególnie walki 7 września pod Możajskiem i pod sąsiednim Borodino, gdzie był ranny. Bitwa przeszła do historii z wybitnym udziałem wojsk polskich. Seweryn obszernie opowiada o ciężko rannych oficerach i żołnierzach, licznych amputacjach, o zwycięstwie, mimo olbrzymich strat. Chwali się, że generał przedstawił go do najwyższego odznaczenia jakim jest Krzyż Legii Honorowej. (załączam skan fragmentu listu).

Napoleon, nie doczekawszy się kapitulacji Rosji ani propozycji pokoju, rozkazał odwrót z Moskwy 18 października. Seweryn opuszcza Moskwę na dzień przed wielkim pożarem miasta. Droga do Warszawy prowadziła przez Smoleńsk. Tymczasem Smoleńsk i tym razem nie czekał z otwartymi rękoma, nie zastano magazynów pełnych żywności. Widmo katastrofy rysowało się zmniejszonymi racjami żywności, brakiem paszy dla koni, spadkiem temperatur i opadami śniegu. Pozostawione na tyłach zapasy prowiantów i pasz wpadły w ręce rozbójników. Wojsko najeźdźców nękały podjazdową walką małe grupy kozaków i bandy grabieżców. Doskwierało zimno.

Po tygodniowym stacjonowaniu opuszczono Smoleńsk 14 listopada.
Wycofując się, polska jazda poniosła ogromne straty. Podczas bitwy pod Krasnym od 15 tego do 18 listopada, polskie oddziały znów odegrały istotną rolę, a następnie 25 do 29 listopada osłaniając cofające się wojska francuskie przy przeprawie przez rzekę Berezynę (dopływ Dniepru). Saperzy holenderscy i inżynierowie polscy zdołali zbudować dwa mosty nad lodowatymi wodami rzeki. Nagła odwilż podniosła stan wody i skomplikowała przeprawę wojsk. Ranny generał Józef Poniatowski oddał dowództwo V Korpusu generałowi Zajączkowi. Po dwóch dniach mosty trzeba było wysadzić. Dla odważnych pozostała przeprawa wpław.

Generał Józef Poniatowski. Widoczny Wielki Krzyż Legii Honorowej - order najwyższej klasy. Portret znajduje się na Zamku Królewskim w Warszawie. / Fot. Wikimedia ComonsSeweryn Drohojowski bez wahania wszedł w nurty Berezyny. Ciepłe ubranie oraz jego wspaniała arabska biała klacz z rodzinnej stajni, uratowały go od niechybnej zguby, jaka czekała tych, którzy zostali na wschodnim brzegu. Klacz Drohojowskiego przepłynęła przez lodowatą rzekę, niosąc na swym grzbiecie rannego porucznika. Prawdopodobnie nie wracał przez Wilno dokąd udały się oddziały ocalałych żołnierzy Wielkiej Armii, ponieważ do Warszawy Seweryn dotarł w połowie grudnia 1812 roku, wraz z rannym gen. Józefem Poniatowskim, podróżującym na wozie. Od Moskwy "przygody" wojennej doli i niedoli ugruntowały ich przyjaźń bardzo serdeczną, szczególną próbą wierności i waleczności była przeprawa przez Berezynę gdzie omal obaj "ramię w ramię" nie wpadli w ręce wroga. W Warszawie czekało na porucznika Drohojowskiego 100 dukatów wysłanych przez matkę. Czekał też Bacciarelli i Grassi z pędzlami i sztalugami gotowymi na portretowanie bohaterów. (obrazy znajdują się na Zamku Warszawskim)

Seweryn bardzo podupadł na zdrowiu, kasłał i mocno osłabł. W kwietniu 1813 roku z powodu słabego zdrowia, mocno nadwyrężonego ranami i trudami wojennymi, musiał udać się na kurację. Otrzymał wojskowy urlop na poprawienie zdrowia. Do służby już nie wrócił, mimo otrzymania 27 października 1813 z komendy 9 pułku tytułu rotmistrza. W 1816 roku wyjechał w podróż do wód europejskich kurortów. Jadąc przez Szwajcarię do Paryża (kawalerowie Legii Honorowej otrzymywali wcale niemałą rentę, w kwocie zależnej od klasy Orderu), odwiedził w Solurze generała Tadeusza Kościuszkę (ntb. generał nigdy nie był zwolennikiem Napoleona) z którym w grze w wista wygrał pięć solurskich kreuzerów. Ale to już całkiem inna historia.


Epilog.
Seweryn był miłośnikiem i wielkim znawcą koni, umarł w 1854 w Balicach gdzie, miał hodowlę arabów, powszechnie cenionych w całym kraju.
Jego starszy brat Jan Antoni umarł w tym samym roku w Zaleszczykach, wskutek niewyleczonej choroby nabytej w więzieniach lwowskich, gdzie spędził kilka lat jako uczestnik Powstania1830 r. Ale to także już całkiem inna historia.

Wojska Rzeczpospolitej pierwszy raz zdobyły Smoleńsk 13 czerwca 1611 r., po oblężeniu podczas wojny polsko-rosyjskiej 1609-1618.


Bibliografia:
Kronika Drohojowskich na podstawie badań archiwalnych. Wydanie - 1904 rok.
Adam Zamoyski "1812 - wojna z Rosją"
"Historia świata - Ostatnie pięćset lat"
Norman Davies - "Europa"

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (24):

Sortuj komentarze:

Chyba akurat jest 200 rocznica powrotu do Warszawy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspaniały historyczny dokument,który po raz któryś przekonuje ,że jesteśmy narodem,który uwielbia iluzoryczne sytuacje,które nic dobrego dla sprawy nie wnoszą.Szkoda,że nie potrafimy się otrząsnąć i patrzeć realnie na świat."Boso i w ostrogach"-wcale chwały nam nie przynoszą..

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.11.2012 08:05

@Barbara, ale kokietka z ciebie: "...tylko starzy się starzeją...;))"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Doszłam do wniosku, a właściwie przekonano mnie, że tytuł jest niedobry, nieudany. Niestety. Chętnie bym go zmieniła. Artykuł prawdopodobnie ukaże się w miesięczniku papierowym..

Komentarz został ukrytyrozwiń

dojrzeć... ;)) bo przecież tylko starzy się starzeją...;))
a tak nawiasem mówiąc to jakieś fatum wisi nad tym Smoleńskiem dla nas Polaków. Ja się tam nie wybiorę. oj. nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.10.2012 09:41

Oj, Basiu, ja bym powiedziała: "to TYLKO 200 lat, ale jednak AŻ 6 pokoleń".
Być może dlatego, że już młódką nie jestem i 200 wiosenek nie przytłacza mnie, ale pra-pra-pradziadek owszem. Wtedy jeszcze nawet zdjęć nie robiono i tego pra-pra-pra można obejrzeć jedynie na olejnym obrazie. Zresztą, kto może, ten może (uśmiech)
Antenat z czwartego pokolenia to już prehistoria (a co dopiero z szóstego) i młodzi zainteresują się, a jakże! - tylko muszą się zestarzeć.
Pozdrawiam - gra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Smutne, że historia nie interesuje młodzieży. A przecież to tylko 200 lat, gdy Moskwę trawił pożar.

tylko 200 lat temu całą Europę przebywano wzdłuż i wszerz konno, a wiadomości przekazywano posłańcem, pisane gęsim piórem maczanym w kałamarzu. 200 lat , to ledwie 6 - 7 pokoleń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo cenny materiał, świadczący o dużej wiedzy historycznej. Gratuluję !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autorem maila do mnie, cytowanego poniżej, jest Pan Stanisław Jankowski. ( podaję na jego prośbę)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najlepiej, gdyby autor listu do autorki, piszący : ..może pomożesz, a może Tobie się przyda relacja Rodziny: mój przodek Józef
zarejestrował się w serwisie. Ułatwi to odnalezienie mu osób zainteresowanych, porozumiewanie się przez pocztę wewnętrzną.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.