Facebook Google+ Twitter

Black River "Black River" - recenzja

Muszę przyznać, iż byłem niezwykle ciekaw, co zaserwuje nam na swoim debiutanckim albumie formacja Black River, przez wielu określana mianem swoistego "dream teamu".

okładka płyty "Black River" zespołu Black River / Fot. materiały promocyjne zespołuWszak wśród poszczególnych członków tej ekipy znajdziemy ludzi, na co dzień grających w barwach Dimmu Borgir, Behemoth, Rootwater. Grupa powstała na gruzach Neolithic - Kay, Taff, Orion, Daray, Arti znają się od lat (każdy z nich przewinął się przez skład Neolithic) i na krążku wyraźnie słychać, że wspólne granie sprawia im sporą, nieskrępowaną przyjemność.

Najprościej byłoby tej piątce pójść w blasty i podobne patenty, co zresztą sami powtarzają w wywiadach. Jednak panowie nie poszli na łatwiznę, a wybrali to, co entuzjastów ich macierzystych kapel może co najmniej zaskoczyć. Debiutancki krążek Black River prezentuje ni mniej, ni więcej, jak solidną dawkę soczystego, charakterystycznego dla amerykańskiej sceny, melodyjnego, ciężkiego hard - rocka. Materiał, nagrany na analogowym sprzęcie (lampowe wzmacniacze, analogowy mikser, szpulowy magnetofon) w studiu Hendrix, zyskuje na autentyzmie.

Panowie stawiają na proste konkretne melodie, bez zbędnych łamańców, co z powodzeniem im się udaje - album obfituje w świetne riffy. Ten krążek to niezła porcja tradycyjnego hard - rocka, czerpiącego też z wielu muzycznych źródeł. Co prawda, mimo wszystko zaskakują mnie częste porównania do choćby Queens Of The Stone Age, bo ewentualnych wpływów kapeli Josha Homme'a dopatrywałbym się tutaj raczej dość śladowych. Natomiast dobry duch dokonań Stone Temple Pilots unosi się wyraźnie, na pewno też The Cult, zwłaszcza z okresu płyty "Beyond Good And Evil", jak również, co może niektórych zaskoczyć - Davida Draimana i Disturbed.

Rockowe zwierzę ma też swoje łagodniejsze oblicze, które pokazało na akustycznej wersji "Silence", gdzie Taff, choć z pazurem, to jednak objawia się również jako wokalista, potrafiący sięgnąć do delikatniejszych rejestrów swego głosu, dzięki czemu kompozycja wyraźnie zyskuje. Nad samym nagraniem wyraźnie unosi się duch utworu Houk "Transmission Into Your Heart". Ciekawostką jest wersja "Punky blonde" z repertuaru formacji Kashtany, w której udzielali sie Taff i Kay.

Znani (i uznani) muzycy wykazują się muzyczną wyobraźnią, której zasięg, zważywszy na charakter dokonań macierzystych grup, naprawdę pozytywnie zaskakuje. Z pewnością to jeden z najciekawszych krążków w polskim rocku na tle ostatnich lat i chyba najciekawszy debiut. Po takim albumie oczekiwania wobec drugiej płyty z pewnością będą wygórowane, lecz z pewnością jak najbardziej słusznie.

Wydawca
Oficjalna strona zespołu

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 15.06.2009 17:49

ja nie mogę się oderwać od tego albumu, czekam na jakiś koncert :) a już niedługo kolejny krążek tej grupy :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.