Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Błąd Schrödera, błąd Belki i pierwiastek

Redakcja
Parlament Europejski.
Parlament Europejski.
Koncepcja, by prawa głosu w Unii Europejskiej oprzeć na pierwiastku kwadratowym, jest ciekawą propozycją kompromisu między systemem głosowania z Nicei, niekorzystnym dla Niemiec, a systemem podwójnej większości, niekorzystnym dla Polski.

Błąd Schrödera

11 grudnia 2000 przywódcy piętnastu państw, które wówczas należały do Unii Europejskiej, uzgodnili w Nicei traktat zawierający nowe zasady głosowania w najważniejszym organie Unii, jakim jest Rada. Traktat ten daje Niemcom 29 głosów - tyle samo, co trzem innym państwom: Francji, Wielkiej Brytanii i Włochom. Jest tak pomimo tego, że Niemcy są zdecydowanie najludniejszym państwem Unii, o 36 proc. ludniejszym niż kolejny kraj, którym jest Francja.

Traktat z Nicei daje Polsce i Hiszpanii po 27 głosów. Ilość głosów przyznana Niemcom przewyższa więc tylko nieznacznie (o 7,4 proc.) ilość głosów każdego z tych dwóch krajów. Jest tak pomimo tego, że ludność Niemiec dwukrotnie przewyższa ludność Hiszpanii czy Polski, a gospodarcze i polityczne znaczenie Niemiec w Unii znacznie przewyższa znaczenie Polski i Hiszpanii wziętych razem.

Jak to się stało, że ówczesny kanclerz Niemiec Gerhard Schröder wyraził zgodę na traktat tak bardzo dla Niemiec niekorzystny, na traktat, który przyznaje Niemcom siłę głosu nie biorącą pod uwagę ani ludności Niemiec, ani ogromnej siły niemieckiej gospodarki, ani wielkiego wkładu, jaki ten kraj wnosi od lat do Unii Europejskiej?

Schröder po wielogodzinnych, wyczerpujących negocjacjach poddał się presji Hiszpanii i Francji. Hiszpania domagała się dla siebie dużej ilości głosów, która by tylko nieznacznie ustępowała temu, co dostaną największe państwa Unii. I nie jest ważne, czy żądanie to było słuszne (wydaje się, że nie było): zdecydowała determinacja hiszpańskiego premiera José Maríi Aznara, któremu udało się skutecznie zagrać groźbą weta. Ta groźba, połączona z tym, że inne państwa z wielką determinacją dążyły do szybkiego podpisania traktatu, zadziałała. Stąd tak mała różnica między siłą głosu państw średnich (Hiszpanii i Polski) a siłą głos największych państw Unii.

Francja natomiast żądała, aby Niemcy nie dostały więcej głosów niż ona. Żądanie to wynikało z wcześniej praktykowanej zasady równości Francji i Niemiec (parité franco-allemande). Zasada ta pochodziła z okresu sprzed zjednoczenia Niemiec, a więc z czasów, gdy Francja i RFN były krajami o podobnej ludności.

Ale gdy uzgadniano traktat nicejski, Niemcy były już zjednoczone. Przesłanek do zachowania zasady równości Francji i Niemiec już nie było. A jednak prezydentowi Francji Chiracowi udało się wywrzeć na kanclerza Schrödera presję na tyle silną, że Schröder zgodził się na utrzymanie tej zasady, skutkiem czego Niemcy dostały taką samą siłę głosu, jak Francja.

Ciekawym aspektem traktatu z Nicei jest to, że traktat ten daje Polsce wielką ilość głosów pomimo tego, że Polska w ogóle nie brała udziału w jego negocjowaniu. Polska odniosła więc wielkie zwycięstwo w negocjacjach, w których nie uczestniczyła. Początkowo Francja, która wówczas Unii przewodniczyła i z tego powodu kierowała negocjacjami, chciała dać Polsce 24 głosy. W końcu jednak zastosowano zasadę równości Polski i Hiszpanii, podobną do zasady równości Francji i Niemiec. A na mocy tej zasady Polsce należało się 27 głosów.

Naprawianie błędu Schrödera

Ponieważ traktat z Nicei jest niekorzystny dla największych państw Unii, a szczególnie dla Niemiec, trudno się dziwić, że zaraz po jego podpisaniu rozpoczęły się działania zmierzające do jego zmiany. Świetną okazją do tych działań były przygotowania do traktatu konstytucyjnego, który miał gruntownie zreformować działanie władz Unii Europejskiej. W ramach tak wielkiej reformy zmiana systemu głosowania jawiła się jako rzecz naturalna.

I rzeczywiście: Konwent, któremu zlecono przygotowanie traktatu, opracował nowe zasady głosowania, oparte na idei, zgodnie z którą ilość głosów przyznana każdemu z państw powinna być równa jego ludności. Idea ta jest z pozoru bardzo demokratyczna: rząd każdego z państw pochodzi z demokratycznego wyboru, a więc można uznać, że reprezentuje wolę ludności swego kraju - ma więc ilość głosów odpowiednią do tej ludności.

Dlaczego propozycja Konwentu jest niesprawiedliwa dla Polski

Ale bliższa analiza pokazuje, że przyznanie poszczególnym rządom ilości głosów proporcjonalnej do ludności wcale nie jest sprawiedliwe, gdyż rządy głosują w imieniu ludności, która w danej kwestii może być głęboko podzielona. Jeśli na przykład rząd niemiecki zechce zablokować dyrektywę ekologiczną, która by uniemożliwiła niemieckim fabrykom produkcję dużych samochodów o wysokiej emisji dwutlenku węgla, to jego siła głosu wyniesie 82 miliony, tak, jakby wszyscy Niemcy stali murem przeciw dyrektywie.

Tymczasem to nie prawda: w Niemczech ruch ekologiczny (Zieloni) jest bardzo silny i każda proekologiczna dyrektywa będzie mieć w tym kraju wielu zwolenników, nawet jeśli osłabi niemiecki przemysł. Sytuacja może być taka, że w tego rodzaju sprawie Niemcy podzielą się po równo: połowa przeciw dyrektywie (przeciw osłabianiu niemieckiego przemysłu, przeciw wzrostowi bezrobocia), a druga połowa za (za ochroną Ziemi przed globalnym ociepleniem). Ale i tak całość niemieckich 82 milionów głosów w Radzie Unii pójdzie w tę stronę, którą wybierze niemiecki rząd.

Ten przykład pokazuje, że przyznanie rządom siły głosu proporcjonalnej do ludności jest przesadnie korzystne dla dużych krajów: fabryka w Niemczech będzie broniona przed dyrektywami ekologicznymi tak, jakby wszystkie 82 miliony Niemców chciały jej bronić, a fabryka w Polsce, choćby stwarzała dokładnie takie same problemy ekologiczne, będzie broniona tak, jakby chciało jej bronić 38 milionów Polaków. A wszystko to będzie się działo niezależne od tego, jak bardzo opinia publiczna może być podzielona w danej sprawie. Projekt traktatu konstytucyjnego opracowany przez Konwent brał pod uwagę ten problem. Zamiast po prostu przyznać każdemu rządowi ilość głosów równą ludności, opiera się na podwójnej większości.

Głosy liczy się jednocześnie na dwa sposoby: przy jednym z nich każde państwo ma ilość głosów równą swej ludności, a przy drugim każde państwo ma jeden głos. Uchwała Rady Unii zostaje przyjęta tylko wtedy, gdy uzyska podwójną większość, czyli uzyska większość przy obu sposobach liczenia głosów. Innymi słowy: uchwała zostaje przyjęta, o ile ma poparcie większości państw, których łączna ludność stanowi większość ludności Unii.

Zasada podwójnej większości łagodzi przesadnie wielką siłę głosu daną Niemcom i innym wielkim państwom Unii, ale robi to dając, przy jednym ze sposobów liczenia głosów, taką samą siłę głosu wszystkim państwom: 1/27 czyli 3,7 proc. ogółu głosów. Dla Malty, najmniejszego państwa Unii z populacją wynoszącą 400 tysięcy (0,08 proc. populacji Unii), 3,7 proc. głosów, to bardzo dobra sytuacja, nawet jeśli dotyczy to tylko jednego z dwóch równolegle stosowanych sposobów liczenia głosów. Dla Belgii, z populacją 10,4 miliona (2,1 proc. Unii), jest to sytuacja dobra. Natomiast w przypadku Polski, stosunkowo ważnego państwa mającego 7,8 proc. populacji całej Unii, jest to zdecydowanie za mało.

Aby podsumować: wbrew obiegowej opinii, problem z traktatem konstytucyjnym nie polega na tym, że daje on każdemu państwu ilość głosów równą ludności. Traktat opiera się na bardziej skomplikowanej zasadzie podwójnej większości, a problem polega na tym, że ta podwójna większość jest korzystna dla państw dużych i małych, a niekorzystna dla państw średnich, a konkretnie dla Polski i Hiszpanii.

Umieranie za Niceę

Traktat konstytucyjny, niekorzystny dla Polski i dla Hiszpanii, wzbudził sprzeciw w obu tych krajach. W Polsce najsłynniejsze stało się powiedzenie Jana Rokity "Nicea albo śmierć". Polski premier Leszek Miller i hiszpański premier José María Aznar co prawda nie zamierzali umierać, ale byli nastawieni do traktatu konstytucyjnego równie nieprzyjaźnie, jak Rokita.

W tym kontekście odbyło się spotkanie na szczycie w dniach 12-13 grudnia 2003. Na to spotkanie Leszek Miller przyjechał w wózku inwalidzkim, po tym, jak o mały włos nie stracił życia w wypadku śmigłowca. Gdy czekano na Millera, przewodniczący spotkaniu Silvio Berlusconi opowiadał dowcipy o wyrzucaniu polityków ze śmigłowców w czasie lotu. Spotkanie zakończyło się fiaskiem: pod niezbyt skutecznym przewodnictwem Berlusconiego i wobec sprzeciwu Millera i Aznara traktatu konstytucyjnego nie uzgodniono.

Błąd Belki

W marcu 2004 premier Hiszpanii Aznar przegrał wybory i został zastąpiony przez socjalistę José Zapatero. Nowy premier nie podzielał wrogości swego poprzednika wobec systemu głosowania zapisanego w projekcie traktatu konstytucyjnego - Polska straciła więc jedynego sojusznika w swej walce przeciw zasadzie podwójnej większości.

Na spotkaniu na szczycie 18 czerwca 2004 przedstawiono nieco zmodyfikowany sposób głosowania: wymagana większość została podniesiona o 5 punktów procentowych przy obu sposobach liczenia głosów, co z lekka utrudniło przyjmowanie kontrowersyjnych uchwał. Dodano nowe pojęcie mniejszości blokującej zbudowane tak, by w minimalnym stopniu osłabić możliwość blokowania uchwał przez największe państwa. Zmiany te były bardzo istotne dla funkcjonowania Unii, ale w żaden sposób nie rozwiązały problemu polegającego na tym, że sama zasada podwójnej większości jest tak skonstruowana, że wzmacnia państwa wielkie i małe kosztem średnich. Trudno więc widzieć tu kompromis biorący pod uwagę polski interes. Mimo tego premier Marek Belka, pozbawiony sojuszników, poddał się presji i przyjął niekorzystny dla Polski tekst traktatu. Tym samym powtórzył błąd kanclerza Schrödera, tyle, że w przeciwną stronę.

Pierwiastek - i co dalej?

Podobnie jak Niemcy przystąpili do naprawy błędu Schrödera przy okazji prac nad traktatem konstytucyjnym, Polska obecnie próbuje naprawić błąd Belki przy okazji wznowienia prac nad tym traktatem. Stanowisko Polski oparte na pierwiastku kwadratowym uzasadnione jest matematyczną teorią głosowania, która pokazuje, że rzeczywisty wpływ na wyniki głosowania nie jest proporcjonalny do ilości głosów: jeśli chcemy, żeby poszczególne państwa miały wpływ na wyniki proporcjonalny do ich ludności, to należy im dać ilości głosów proporcjonalne do pierwiastka kwadratowego ludności, a nie do ludności.

Ale przede wszystkim system pierwiastkowy ma tę zaletę, że stanowi kompromis, stojący mniej-więcej po środku między dwoma poprzednimi systemami: traktat z Nicei daje Niemcom o 7,4 proc. głosów więcej niż Polsce, traktat konstytucyjny daje im o 116 proc. więcej, a system pierwiastkowy daje Niemcom o 47 proc. głosów więcej niż Polsce, co stanowi wartość pośrednią. W tej sytuacji kompletny brak poparcia dla systemu pierwiastkowego wśród państw europejskich jest nie tylko niekorzystny dla Polski, ale również trudny do zrozumienia.

Polska proponuje dobre kompromisowe rozwiązanie nie mające poparcia ze strony prawie żadnego innego państwa, za to twardo odrzuca zasadę podwójnej większości, niesprawiedliwą dla Polski i Hiszpanii, ale za to już wcześniej przyjętą przez te dwa kraje, a obecnie popieraną przez niemal wszystkie państwa Unii Europejskiej, łącznie z Hiszpanią. Niedługo okaże się, jak rząd Jarosława Kaczyńskiego poradzi sobie w tej wyjątkowo trudnej sytuacji.

Warto przeczytać:

Jak liczy się siłę głosu: indeks siły Shapleya-Shubika (Wikipedia)
Historia traktatu konstytucyjnego (Wikipedia)
Opinie naszych autorów:
Adama Gawlika
Marka Ciesielczyka

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Giganci zatruwają świat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na naszemiasto.pl Nasze Miasto