Facebook Google+ Twitter

Błaganie o zdrowy rozsądek

Nadeszły czasy, kiedy zaczyna brakować szlachetnego, społecznego kruszcu, który pozwolił nam przetrwać najsmutniejsze lata socjalizmu realnego. To, iż okazał się całkowicie nierealny, to już zupełnie inny problem.

Tym cennym kruszcem był, moim zdaniem, zdrowy rozsądek Polaków. Potrafiliśmy, jako społeczeństwo heroiczne, zdobyć jakże zaszczytny tytuł „najweselszego baraku w obozie”. Wprawdzie sami go sobie przyznaliśmy, ale nie powinno to zmniejszać poczucia dumy.

Odnoszę wrażenie, że w zalewie wielkich słów zapowiadających moralną odnowę i całkowitą, podobno, przebudowę państwa, straciliśmy zdolność odróżniania spraw najważniejszych od mniej ważnych. Politycy zdołali nam narzucić swoją hierarchię wartości i swoje spiskowe widzenie świata. Najsmutniejsze jest jednak to, że w tym dziwnym poplątaniu ojczyźnianych obrazów uczestniczą również dziennikarze. Pisałem już kilka tygodni temu o „dziennikarstwie stadnym”, teraz niestety muszę do tego tematu znowu wrócić, chociaż nie będę używał w swojej argumentacji fizjologicznych określeń.

Z poczucia zawodowego obowiązku, chociaż bez najmniejszej satysfakcji, obserwuję od kilku miesięcy polityczne i medialne zamieszanie wokół Wojskowych Służb Informacyjnych. Stały się one jedną z licznych i demonicznych sił, które przeszkadzały w budowaniu praworządnego państwa. O ich szatańskim pochodzeniu świadczy najlepiej to, że do ich ostatecznego unicestwienia skierowany został główny egzorcysta PiS - Antoni Macierewicz. Szkoda, że nie wypada tu użyć pięknej frazy z czasów socjalistycznego dziennikarstwa: „na odpowiedzialny odcinek walki z wrogami polskiego narodu rzucony został zasłużony bojownik o słuszną sprawę... itd.”. Sens jest mniej więcej ten sam, ale ideologiczny zapał ministra chyba jeszcze większy.

Teatralność zachowań ministra Macierewicza, jego tajemnicze minki, prędkość przemieszczania się z liczną ochroną po ministerialnych i sejmowych korytarzach ma sugerować społeczeństwu, że sytuacja jest bardzo groźna, a wróg czai się za węgłem. Im straszliwszy jego plan, tym zwycięstwo nad nim będzie donioślejsze.

W tym dziwnym politycznym spektaklu znowu niepotrzebnie uczestniczą media, ciesząc się informacyjnymi ochłapami rzuconymi z pańskiego stołu. Publikowanie informacji o kolejnych agentach WSI, którzy mieli opanować media, jest tego najlepszym dowodem. Radość dziennikarzy z otrzymania ważnych, jak im się zdaje, informacji (w końcu o sposobach ich zdobycia, które najczęściej polegają na znalezieniu rankiem na swoim biurku tajemniczej teczki, odbiorców już się nie powiadamia) jest tak wielka, że nie dbają oni o sens tego, co piszą.

By nie być gołosłownym zmuszony jestem odwołać się krótkiego, lecz niezmiernie typowego tekstu o niecnych działaniach WSI. To, że pojawił się on we wczorajszym „Dzienniku. Polska. Świat. Europa” nie ma najmniejszego znaczenia, gdyż takie artykuły pojawiają się właściwie wszędzie.

Pod dumnym niebieskim nagłówkiem „Przeciek z raportu”, sugerującym, że mamy do czynienie z dziennikarstwem śledczym, czytamy: „TVP podała nazwisko agenta WSI znanego jako „Burski”. I dalej: „TVP ujawniła personalia domniemanego agenta WSI, o którym „Dziennik” pisał w sobotę. „Burski” to Janusz Brodniewicz. W artykule „Agent WSI wysłany do telewizji” napisaliśmy, że „Burski” – człowiek, który na polecenie WSI miał opanować telewizję publiczną – pracował wcześniej dla służb wojskowych za granicą. (...) Z fragmentów raportu komisji weryfikacyjnej WSI, do którego dotarła TVP 3 wynika, że w 1994 r. „Burski” otrzymał od WSI zadanie przejęcia kontroli nad przesyłem informacji między centralą TVP a stacjami regionalnymi (...)

Nie wypada się pastwić nad kabaretowym językiem tej notatki, ale warto zwrócić uwagę na piękno zwrotu „zadanie przejęcia kontroli nad przesyłem informacji”. Chodzi jednak o problem znacznie bardziej istotny. Ten krótki tekst jest, z dziennikarskiego punktu widzenia, pozbawiony sensu, gdyż całkowicie pomija opis motywacji działania tajnego agenta „Burskiego”. Sądzę, że przynajmniej kilku dociekliwych czytelników tej wstrząsającej notatki chciałoby się dowiedzieć, po co zwierzchnicy „Burskiego” z WSI polecili mu ogromnie ważne „zadanie przejęcia kontroli nad przesyłem informacji między centralą TVP a stacjami regionalnymi”? Nie chodziło przecież w tej ryzykownej grze, w której stawką mogłoby być życie cennego agenta, tylko o warsztatowe ćwiczenie.

Na Boga, dlaczego nikt nie odpowie na najważniejsze pytanie, jaki był cel owego tajnego zadania. Chyba tak paskudnej, z definicji, instytucji jak WSI, o coś chodziło. Innymi słowy, jakie interesy chciała ona, w tym konkretnym przypadku, zrealizować. To, że niecne, to też czytelnie z natury WSI wynika, ale po co to robiła? Po co to robiła!?
To pytanie pozostaje ciągle bez odpowiedzi. Bezmyślni lub naiwni (doprawdy nie wiem, co jest gorsze) w większości dziennikarze, dają się wodzić za nos politycznym graczom i jeszcze udają, że robią coś dla społeczeństwa pożytecznego.

Powtórzę zatem jeszcze raz. Od kilku miesięcy nie otrzymaliśmy, jako odbiorcy medialnych informacji, odpowiedzi na proste pytanie: jaki cel chciało zrealizować WSI opanowując środki masowego przekazu. Czy stali za tym zagraniczni mocodawcy, czy też chodziło o pokazanie swoich możliwości.

Po co, dlaczego...? Takie pytania stawia sobie dziennikarz. Ich intencją jest wyjaśnienie problemu. Czy doprawdy tak trudno pojąć, na czym polega rzetelne informowanie w demokratycznym społeczeństwie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.02.2007 22:54

Odpowiedź jest prosta.A każdy mający się za inteligentnego czytelnik powinien znać przyczynę wszelkiego zła tego kraju.To wszystko przez obcych!(tu ścieżka dźwiękowa z archiwum X)Tak naprawdę wszędzie w tym kraju za każdym rogiem czają się obcy.Obcy-cudzoziemcy... czytaj: Rosjanie, lub Niemcy z Wermachtu, Obcy-liberałowie, Obce-tajne służby, które tylko czekają by zrealizować swój szczwany, niszczycielski spisek... nie wiesz gdzie, nie wiesz kto,ale na pewno są. Tak twierdzi tzw. "ekipa rządząca" a czemu nie wierzyć władzy?(przecież doświadczenie narodowe nauczyło nas ufać władzy,nieprawdaż?;)) Pamiętajcie,to wszystko przez Obcych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja chciałbym się poradzić w pewnej nietypowej sprawie.
Na stronie głównej w bieżącym tygodniu jako "najczęściej komentowany" materiał z poprzedniego tygodnia widnieje (skądinąd wysoko przeze mnie oceniony) artykuł Anny Wittenberg. Szkopuł w tym, że pod owym tekstem - co można sprawdzić licząc "na piechotę" - znajduje się nie 31 (jak głosi licznik), a 28 komentarzy.
Co więcej, przyjmując za koniec tygodnia datę 4 lutego, najczęściej komentowanymi okazują się dwa artykuły:
1) "Dziennikarz pod specjalnym nadzorem" (do końca ub.tygodnia 30 komentarzy, z czego 11 to posty autora tekstu)
2) "Niemiecka wielokulturowość, czyli 'Lebensborn' XXI wieku" (do końca ub.tygodnia 30 komentarzy, z czego 2 to posty autora.

Nie chcę odwoływać się do takich argumentów, jak ciężar gatunkowy kwestii, o których traktują posty komentatorów nie będących autorami. Ciekaw jestem opinii Autora powyższego felietonu oraz wszystkich czytelników na temat: jak wyjaśnić tak zaskakującą sytuację. Najważniejszy materiał pod względem ilości nie-autorskich komentarzy, w następnym tygodniu wsiąka jak kamfora. A na stronie głównej jego miejsce zajmuje artykuł trzeci z najczęściej komentowanych.

O co tutaj chodzi?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.