Facebook Google+ Twitter

Blagi z bloga

Internetowe pisarstwo jest bardziej zaraźliwe od niegdysiejszej grafomanii. Kto tylko miał komputer i podłączenie do wirtualnego kosmosu, odczuwał dziwne swędzenie w palcach.

Kiedy moje starsze dziecko było małe, jeden z dwóch istniejących wtedy programów telewizji emitował serial lalkowy „Fragglesi”, w którym występowała wiedźma o wymownym imieniu Pleple. Od tamtej pory Pleple stała się synonimem pozbawionego głębszego sensu wymądrzania. Z latami zapomnieliśmy o nieszczęsnej wiedźmie. Ale ostatnio w naszym najlepszym i najnowocześniejszym ze światów pojawiła się córka tamtej czarownicy: wiedźma Blogblog.

Czego dziś nie ma w internecie, tego nie ma w ogóle – uważa wiele osób. Stwierdzenie to działa tylko w jedną stronę, bo zdarza się, że czegoś rzeczywiście nie ma, a mimo to pojawia się w internecie. Niemal od początku istnienia sieci zagustowali w niej twórcy, którzy realizowali się dotąd w publicznych toaletach. Nie ma wydarzenia, które nie byłoby przez nich komentowane i nie ma tak absurdalnego komentarza, który nie byłby skomentowany w jeszcze bardziej nonsensowny sposób. A na pewno bardziej wulgarny. Ktoś, a nawet tysiące ,,ktosiów” przelewało do sieci zawartość swej głowy, przeważnie nieźle sfermentowaną. No cóż, takie są koszty nowoczesności, demokracji i zwalczania analfabetyzmu.

Szkoda tylko, że język polski padał ofiarą tej eksplozji ,,tfurczej”. Okazało się, że internetowe pisarstwo jest bardziej zaraźliwe od niegdysiejszej grafomanii. Kto tylko miał komputer i podłączenie do wirtualnego kosmosu, odczuwał dziwne swędzenie w palcach. Uczucie, które ustępowało tylko po rytmicznych uderzeniach w klawisze. Epidemia rozwijała się błyskotliwie i w końcu zainfekowała śmietankę narodu, czyli naukowców, artystów, dziennikarzy i polityków - osoby profesjonalnie zajmujące się komentowaniem faktów, a nawet ich tworzeniem. 
Ponieważ śmietance nie przystoi wypisywać anonimowych opinii, z radością przyjęto kolejny sieciowy wynalazek, czyli blog. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się nowe wcielenie starego, dobrze znanego pamiętnika, a raczej jego wynaturzona mutacja. Pomysł powstał oczywiście za oceanem, ale rozwinął się tak dobrze, że ,,bloggersi” mają nawet swoje święto, przypadające 31 sierpnia.

Według Wikipedii, internetowej encyklopedii, w której można tak jak w sieci znaleźć wszystko, każdy obywatel ,,blogosfery” ma tego dnia obowiązek dokonać wpisu i opisać pięć najciekawszych według niego blogów. Blog zaczął skupiać się sam na sobie, co jest dowodem na jego instytucjonalną dojrzałość.
Dawne pamiętniki zazwyczaj chowane były przed światem i traktowane jako sanktuarium intymności. Nawet małe dziewczynki zamykały pamiętniki na kłódkę i ukrywały swoje zwierzenia przed wścibskim okiem matek. Blog, pisany w podobnym rytmie jak pamiętnik, czyli dzień po dniu, jest zupełnie inny. Ma się tak do pamiętnika jak ekshibicjonizm do wrodzonego wstydu. Powstaje szybko i jeszcze szybciej jest publikowany. Język giętki wypowiada się szybciej, niż pomyśli głowa. Mimo to obserwujemy jakiś amok, w który wpadają poważni skądinąd twórcy, zaczynający ni stąd, ni zowąd stukać w klawisze, nadużywając zwłaszcza jednego z napisem „enter”, który wysyła efekt stukania do sieci.

No cóż, takie mamy czasy, blog jest ,,trendy”. Nawet poważni dziennikarze, często sami piszący ten sieciowy dziennik, śledzą blogi innych. Tylko na to czekali politycy, którzy od dawna uważali, że zbyt mało poświęca się uwagi ich głębokim przemyśleniom. Niejeden z nich uważa się za proroka i eksperta, choć w rzeczywistości jest kuzynem wiedźmy Pleple. 
Media rzucają się na te „poliblogi” i żywią nimi ponad miarę. Poseł W. coś chlapnie, eurodeputowany C. puści w obieg jakąś plotkę, posłanka S. kogoś obmówi lub wyszydzi i temat jest. Każą się nam zajmować plotkami z politycznego magla. W ten sposób historia znowu zatoczyła koło: przed laty, gdy analfabetyzm szalał, a telewizji nie było nawet w planie, w śląskich osiedlach masowym przekazem zajmowały się kobiety, które godzinami wyglądały przez okna familoków. One wiedziały wszystko, a nawet więcej niż wszystko, bo gdy informacji brakowało, to uzupełniały je swoją fantazją. 
Fascynacja blogiem przypomina tamtą sytuację, tyle że wtedy istniała kategoria doniesień zwanych ,,jedna baba drugiej babie” i traktowanych z przymrużeniem oka. Ani „Trybuna Robotnicza”, ani „Trybuna Ludu” nie pisały o ich gadaninie na pierwszych czy dalszych stronach. Dzisiejsze blagi bloga urastają za to często do rangi wydarzeń.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Blogi jako takie nigdy jakoś mnie nie pasjonowały,ale "fotoblogi" to jest to :]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.