Facebook Google+ Twitter

Blamaż „wojskowych”. Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 0:3

Ten mecz miał być dla Legii potwierdzeniem zażegnania kryzysu. Nadzieje pokładane w odrodzenie piłkarzy ze stolicy okazały się równie wielkie jak rozczarowanie ich postawą w sobotni wieczór.

Do konfrontacji z Lechią gospodarze przystąpili bez pauzującego za kartki Vrdoljaka, kontuzjowanych Choto i Szałachowskiego, zawieszonych Iwańskiego i Wawrzyniaka (z Gizą już rozwiązano kontrakt) oraz bez wykluczonego trenera Skorży na ławce. Jego obowiązkami podzielili się dwaj asystenci – Jacek Magiera i Rafał Janas.

Lechia przyjechała do Warszawy opromieniona zwycięstwem z Górnikiem i nie zamierzała wracać na Pomorze bez zdobyczy punktowej. Trener Kafarski odważnie ustawił zespół, desygnując do gry trzech napastników. Jak przyznał już po ostatnim gwizdku sędziego, przed meczem powiedział swoim podopiecznym, że to oni są faworytem tego spotkania i nie mają się czego obawiać ze strony drużyny zajmującej 9 miejsce w tabeli.

Mecz lepiej zaczęła Legia. Już w 5 minucie grający w środku pomocy Cabral znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lechii Pawłem Kapsą, ale posłał piłkę obok słupka. W odpowiedzi również niecelnie uderzył Ivans Lukjanovs. Dalszy przebieg pierwszej części spotkania należałoby przemilczeć. Obie drużyny nie potrafiły dłużej rozegrać piłki, rażąc niedokładnością i brakiem pomysłu na przeprowadzenie akcji.

W przerwie duet trenerski ze stolicy zdjął bezproduktywnego (który to już raz w tym sezonie!) Cabrala. Wprowadzenie Mezengi miało być dla zespołu czytelnym sygnałem o konieczności większego zaangażowania się w ofensywę. Niezliczone dośrodkowania legionistów tradycyjnie już mijały adresatów o boiskowe „kilometry”, linia pomocy traciła piłkę w dziecinny sposób. Nieporozumieniem okazał się powrót Komorowskiego do wyjściowego składu. Wystawienie go na środku obrony jeszcze bardziej obnażyło jego wady. Wolny jak żółw i zwrotny jak ciężarówka, nominalny lewy obrońca kompletnie nie radził sobie z ruchliwymi napastnikami, nie mówiąc o umiejętności wyprowadzania piłki. Niewidoczny był wyróżniający się w poprzednich spotkaniach Kucharczyk. Defensorzy Lechii odcięli go od podań, a próby schodzenia do środka boiska i rozgrywania w stylu Macieja Żurawskiego z najlepszych lat w Wiśle kończyły się niepowodzeniem.

Lechia, widząc, że rywale nie są w najlepszej formie, zagrała odważniej i ruszyła do przodu atakując większą ilością zawodników. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym dla defensywy gospodarzy była akcja z 57 minuty, gdy najpierw Bedi Buval, a następnie Paweł Nowak próbowali pokonać Marijana Antolovicia. Defensorzy gospodarzy nie wyciągnęli wniosków z tej sytuacji, bowiem 13 minut później nowy francuski nabytek gdańszczan skutecznie wykończył podanie bardzo aktywnego tego wieczora Lukjanovsa.

Po stracie bramki legioniści nadal nie potrafi nadać płynności swojej grze, a szarpane ataki nie przynosiły zagrożenia. Wyjątkiem była sytuacja wprowadzonego w drugiej połowie Rybusa, który z 5 metrów trafił prosto w bramkarza. Zawodnicy z Gdańska, patrząc na nieporadność rywali, nie ograniczali się tylko obrony, ale wyprowadzali groźne kontrataki. Jeden z nich wykorzystał w 88 minucie świeżo upieczony reprezentant Hubert Wołąkiewicz. Kropkę nad „i” postawił w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Nowak.

To pierwsze zwycięstwo gdańszczan w tym sezonie na wyjeździe i jednocześnie pierwsze na Łazienkowskiej od 49 lat. – Jest nam wstyd, że przegraliśmy w takich rozmiarach - nie ukrywał Jacek Magiera na konferencji pomeczowej. – Patrząc na wynik możemy mówić o klęsce – wtórował mu mało widoczny w tym spotkaniu Rzeźniczak. Rozmiar i styl tej porażki nie są dziełem przypadku. Żadna część legijnej maszyny nie funkcjonuje jak powinna. W niepamięć odchodzą czasy, gdy drużyny przyjeżdżające na Łazienkowską marzyły o jak najniższej przegranej.

Pole manewru Skorża ma niewielkie. Do wyjściowej jedenastki na następny mecz z Widzewem wróci Vrdoljak. Być może inaczej zostanie zestawiona linia obrony, do której cofnięty zostanie Artur Jędrzejczyk. Najwięcej do poprawy jest jednak nie na poziome czysto piłkarskim, ale mentalnym. Podstawowym pytaniem, na jktóre musi odpowiedzieć sobie trener, brzmi: co zmieniło się w drużynie od zakończenia drugiej połowy meczu z Lechem? Jeśli on nie znajdzie recepty, okupowanie dolnej części tabeli – co w przypadku 8-krotnego mistrza Polski wydawało się do niedawna science fiction – będzie symbolem upadku klubu.

Powodów do optymizmu nie brakuje natomiast Lechii. Po zwycięstwie w Warszawie piłkarze Tomasza Kafarskiego zajmują 4 lokatę, a z 13 golami na koncie są najskuteczniejszą drużyną Ekstraklasy.

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 0:3 (0:0)
Bramki: Buvel (70.), Wołąkiewicz (88.), Nowak (90+4.)

Składy:

Legia: Antolović - Rzeźniczak (81. Żyro), Astiz, Komorowski,
Kiełbowicz - Manu, Borysiuk, Jędrzejczyk, Cabral (46. Mezenga), Radović (68. Rybus) - Michał Kucharczyk
Lechia: Kapsa – Wołąkiewicz, Kozans, Bąk, Deleu – Nowak, Surma, Bajić – Lukjanovs (90. Kaczmarek), Traore (63. Wiśniewski), Buval (80. Buzała).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.